LOADING

Type to search

Serce z kamienia

8 listopada 2018
Share

Poniedziałek, początek nowego tygodnia, a tym samym gonitwa myśli w codzienności spraw: praca, dom, dzieciaki, zwierzaki, rodzina, przyjaciele… Tylko 24 godziny, a jeszcze wygospodaruj czas na sen, jedzenie i relaks .. O matko .. najchętniej wróciłabym pod kołderkę i przespała do wtorku .. to byłby dobry plan .. . Gdyby nie fakt, że parę tygodni temu koleżanka podsumowała jednym hasłem ostatnie miesiące, a może lata mojej codzienności:

„Mam plan, by nie mieć planu ..  plan ma Pan, zaufam Panu”

Chwilę czasu zajęło mi zrozumienie tych słów, bo przecież niby takie oczywiste i wydawałoby się proste, ale w rzeczywistości jakże trudne do wdrożenia w codzienności… Jestem już według metryki dojrzałą kobietą i odpowiedzialną matką. Hmm ..serio? ok, może bardziej świadomą, wsłuchaną w Boga, niż jeszcze przed kilkoma laty, przed czasem początku nawrócenia ..

Już jako nastolatka miałam wielu kreatorów swojego życia. Biegałam na karty anielskie czy tarota, by poznać co przyniesie nowy dzień? Dowiedzieć się, czy zdam egzamin? Czy wybieram dobrą szkołę? Czy właśnie poznany chłopak to mój książę na resztę życia? Czy decyzja, którą chcę podjąć, jest dla mnie odpowiednia? Do wróżek chodziła moja mama, ciotka, koleżanki, a siostra mojej babci to sama stawiała karty. I jak ona już coś z nich wyczytała to „sprawdzało się” w 100%. Odkąd sięgam pamięcią zawsze był ktoś lub coś, kto sterował moim życiem.

Plan działania był bardzo prosty w obsłudze, bo wyłączał samodzielne myślenie i uruchamiał proces wdrażania innych pomysłów na mnie samą. Ja już nic nie musiałam. Wszystko było jasne, trzeba było jedynie tak nagiąć rzeczywistość, interpretować sytuacje i zdarzenia, by w ostatecznym bilansie sprawdzały się słowa tarocistek, slogany najbliższych: bo ty tylko… bo ja w twoim wieku .. bo co ty wiesz o życiu. Wszyscy dookoła mieli patent na moje życie, a ja oczywiście wygrywałam szóstkę w totka. I tak mijały lata, kiedy to systematycznie co mniej więcej 6 miesięcy płaciłam za dobre rady, które kreowały moją rzeczywistość. Gdy coś się nie sprawdzało, nie było czasu na refleksje, tylko szybki research wśród znajomych, kogo teraz warto odwiedzić, w jakim szkoleniu uczestniczyć, z kim się umówić, by dał nam przepis na przetrwanie kolejnych dni.

I tak wyszłam za mąż, rozwiodłam się, wchodziłam w nowe relacje damsko-męskie, zmieniałam pracę na lepszą, odpowiedniejszą. Ciągle szukałam, ciągle czułam niedosyt. Moja córka nie wiadomo kiedy wyrosła na piękną pannę, zamiast w domu wsparcie znalazła u rówieśników, były papierosy, alkohol, balety .. A mamusia nadal była w trybie poszukiwacza – zdobywcy realizującego „swój” życiowy plan… I trwało by to pewnie jeszcze długo dłużej, gdyby świat podróżniczki nie zaczął osiągać ludzkiego dna; gdy kolejne wróżbiarskie czary-mary przestawały działać, a na następne nie było kasy. Bo brak pracy, bo wierzyciele, bo depresja, bo ucieczka w alkohol, bo ..

I na drodze stanął Anioł Stróż i tupnął stópką .. a może raczej wstrząsnął i nagadał do słuchu .. I przez kolejne lata tak stoją .. bo teraz wiem, że jest ich dwóch i w cierpliwości „towarzyszą” mi w codzienności. Nie mają ze mną łatwo, bo ciągle ich o coś pytam oczekując odpowiedzi tu i teraz.  Ale mniej się trzepię i tupię nóżką. I z ogromną pokorą ich słucham. Tutaj mówili o rekolekcjach w milczeniu, innym razem znalazłam w internecie „przypadkiem” audycje, będące odpowiedzią na moje pytania … zaproszono mnie na msze o uzdrowienie, modlitwy uwolnienia, wspólnotowe spotkania ..

I nie wiem kiedy, okazało się, że już nie potrzebuję tarota, wahadełek i kursów z potęgi podświadomości, by żyć i co najważniejsze cieszyć się każdym nowym dniem, być na fali. Wymagało to ode mnie podjęcia wielu nowych i trudnych decyzji, ale już w wolnej woli. Bo Bóg nie narzuca, tylko daje wybór. Ja już wiem, że to, co po ludzku jest koszmarem, drogą bez wyjścia, w Bożej wersji jest bajecznie proste, tylko wymaga pokory i czasu. Zrozumienie tego zajęło mi chwilkę, bo już albo dopiero 4 lata. Pokory i cierpliwości uczę się nadal, ale w prostocie serca. Bóg obiecał mi na jednej z pierwszych modlitw, że zmieni moje kamienne, umarłe serce i wiecie co, dotrzymał słowa .. moje serce bije!

Dodaj komentarz