LOADING

Type to search

Share

Zastanawialiście się, skąd bierze się w ludziach tak dużo nienawiści? Dlaczego trudno jest nam porozmawiać z kimś o innych poglądach, z kimś, kto myśli inaczej? Odnoszę wrażenie, że ostatnimi czasy ta przepaść jeszcze się pogłębiła i coraz trudniej jest nam patrzeć na siebie życzliwie.

Przyczynkiem do tego artykułu są oczywiście tragiczne wydarzenia, do których doszło w Gdańsku. Myślicie pewnie, że zacznę zaraz obwiniać firmę ochroniarską i innych, którzy tego dnia czuwali (albo powinni byli czuwać) nad bezpieczeństwem zgromadzonych. Niestety, rozczaruję was.

To, co wydarzyło się w Gdańsku, jest tylko szczytem góry, którą od wielu lat wszyscy wznosimy. Myślę tutaj właśnie o nienawiści. Wystarczy spojrzeć na język polityków. Jeśli do programu publicystycznego zaprasza się przedstawiciela PiS-u, to można być pewnym, że z jego ust padną oskarżenia wobec opozycji i potwierdzenie nieomylności wygłaszanych przez jego partię tez. Jeśli natomiast zaprosimy kogoś z opozycji, dowiemy się, że rządy prawicy są największym złem, jakie mogło nas spotkać. Kiedy jednego albo drugiego pyta się, jakimi osiągnięciami może się pochwalić, zazwyczaj rozmowa sprowadza się do wyliczania, czego nie zrobili jego przeciwnicy polityczni, gdyż sami nie mają się czym pochwalić.

Mam wielu znajomych, którzy określają się jako ludzie wierzący, a więc co za tym idzie – ludzie otwartego serca. Nie żebym ja był jakimś ideałem, bo do tego mi bardzo, bardzo daleko, ale czasem padają z ich ust stwierdzenia, od których włos jeży się na głowie. Jest to zazwyczaj coś o ciapatych (czytaj – imigrantach), wyznawcach innych religii (szczególnie o żydach i muzułmanach), lewakach albo gejach. Żeby nie było – takim samym poziomem “miłosierdzia” wykazują się też niektórzy moi znajomi, którzy nie są jakoś szczególnie związani z Kościołem, ale może najpierw wypadałoby zacząć od własnego podwórka.

Jasne, mechanizm przyjmowania uchodźców w Europie jest zdecydowanie wadliwy, ale czy to oznacza, że mamy przestać przyjmować tych, którzy naprawdę znajdują się w stanie zagrożenia życia? Jako katolik wierzę, że całą prawdę znajdę w Jezusie, ale czy to uprawnia mnie do poniżania tych, którzy nie podzielają mojej wiary? A jeśli mój znajomy lewak zachoruje i trafi do szpitala, to czy nie powinienem go odwiedzić? A co jeśli dowiem się, że mój znajomy jest gejem – czy wtedy mam zakończyć tę znajomość?

No i wreszcie najważniejsze pytanie, jakie Polacy stawiają sobie na początku każdego roku: dać Owsiakowi czy Rydzykowi? Jak daję Owsiakowi to już nie włączam Radia Maryja, a jak słucham, to szerokim łukiem omijam kwestujących wośpowiczów.

Nie chcesz dawać na WOŚP, to nie dawaj, ale nie zabraniaj tego innym. Nie wspierasz Radia Maryja? Dobrze, twoje prawo – ale zostaw w spokoju tych, którzy chcą je wspomóc finansowo. To naprawdę takie trudne?

Potrzeba nam konkretów. Punkt pierwszy – zacznij od siebie, zostaw innych w spokoju i zastanów się, jakim jesteś człowiekiem. Punkt drugi – zacznij rozmowę, nie czekaj, aż drugi wyciągnie rękę. Jeśli wspierasz WOŚP, pogadaj z ciocią, która słucha Radia Maryja. Jeśli masz znajomego muzułmanina, pójdź z nim do Maka. I może nie zaczynaj od razu od tego co was dzieli. Porozmawiajcie jak człowiek z człowiekiem. Przecież w środku jesteśmy wszyscy tacy sami.

1 Komentarzy

  1. Grzesiek 18 stycznia 2019

    Super artykuł Dominik 😀

    Odpowiedz

Dodaj komentarz