LOADING

Type to search

Rwanie zęba a usuwanie ciąży

Share

Pewien człowiek, tak, człowiek płci żeńskiej, nagrał video promujące aborcję. Można sobie pooglądać w Internecie w czasie przerwy śniadaniowej w pracy. Albo pijąc kawkę, byle nie tak przesłodzoną jak mina tej pani w sterylnym gabinecie kliniki aborcyjnej. Trochę przedobrzyła – nawet jak na konwencje przyjmowane w reklamie. Mówi się co prawda, że dla zwolenników prawa do wyboru usunięcie dziecka (eufemistyczne zwane usunięciem ciąży) niewiele różni się od wyrwania zęba. Usuwałem jednak kiedyś ósemkę i wcale nie było mi do śmiechu. Nikt też nie trzymał mnie za ręce w czasie rwania. A spocone być może (organizm czuwa, nawet jeśli śpi sumienie) dłonie pionierki pochodu śmierci ściskali przyjaciele, a może nawet sam szef kliniki, w której ta pani pracuje na swoją przyszłą emeryturę w piekle.

Trochę to przypominało ostatnie pożegnanie, kiedy bliscy towarzyszą umierającemu w jego finalnych chwilach. Zabrakło jednak nieco powagi, no i pominięto żegnanego – to małe dziecko (tak, człowiek), którego zabiła mamusia. Niemy bohater filmu, dla którego nie znalazło się miejsce nie tylko w macicy, ale i kadrze filmu, już nie czuje bólu. Mamusia zresztą też nie, przynajmniej tak zapewnia. Choć z drugiej strony twierdzi, że to, czego doświadczyła, przypominało poród. Widocznie był to bezbolesny poród. Jak ekstrakcja zęba ze znieczuleniem. Wdech, wydech, wdech, wydech, trochę czerwieni, zawołajcie sprzątaczkę, niech przetrze, wdech, wydech.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz