LOADING

Type to search

Rozwiał się dym i. . .

Tomasz 22 marca 2013
Share

Powoli opada szum medialny związany z rezygnacją Benedykta XVI, konklawe i wyborem nowego papieża Franciszka. Ze smutkiem stwierdzam, że wracamy do szarej rzeczywistości. Za chwilę nowy papież nie będzie już niczym niezwykłym, utonie w codziennym natłoku wypadków, kłótni i informacji mniej bądź bardziej ważnych, przepływających przed naszymi oczami na pasku telewizora albo wyświetlających się dużą czcionką na portalach internetowych. A ja chciałbym poświęcić parę słów właśnie schodzącemu, moim zdaniem, z żółtych i czerwonych pasków kardynałowi Bergoglio.

Dla katolików każdy wybór dokonany przez konklawe byłby dobry; dla ludzi, którzy kościół uważają za siedzibę ciemnogrodu i wstecznictwa każdy byłby zły. Więc mamy remis. Zadałem sobie pytanie co ten wybór znaczy dla mnie. Dla człowieka, który chyba nie jest członkiem tej katolickiej społeczności, ale też nigdy nie był i nie będzie jej wrogiem. I pierwsze słowo, skojarzenie, które mam z osobą papieża Franciszka to nadzieja. Taka prosta, zwyczajna, naiwna. Może jest w tym miejsce dla mnie, a może jestem tylko bałwochwalcą, który uległ zauroczeniu mediów nowym papieżem. Dałem się nabrać na proste słowa, skromny strój, srebrny pierścień? Może, ale raczej nie, bo za tymi gestami widzę ich szczerość i naturalność. Czuję szczerze wyciągniętą dłoń, niekoniecznie od razu do spowiedzi, ale do rozmowy między ludźmi, którzy wierzą w istnienie dobra i piękna.

Czym najbardziej ujął mnie kardynał Bergoglio? Wbrew pozorom nie tym co robił (robi), a co powiedział (mówi). Jego słowa o mądrości płynącej z racji wieku szczególnie budzą mój szacunek. Umiejętność korzystania z mądrości ludzi doświadczonych wydaje się w dzisiejszych czasach zupełnie zbędna. A pewnie większość z nas za wzory stawia sobie nasze babcie i naszych dziadków, i od nich nauczyło się jak odróżniać prawdę od ekranu telewizora. Okres komunizmu w Polsce z dużą skutecznością wytępił wszelkie autorytety, a obecna niepodległa Polska każe nam patrzeć na wszystko tylko przez pryzmat sympatii partyjnych. A ja chcę słuchać ludzi mądrzejszych od siebie, uczyć się od nich, nawet jeśli nie zgadzam się z nimi w sposobie postrzegania świata.

Ogromnie zabawnym jest dla mnie fakt oczekiwania zmiany światopoglądowej w kościele. Nieprzezwyciężona jest ludzka chęć stawiania wymagań wszystkim poza sobą. Jakże łatwo nam żądać czegoś i jak bardzo jesteśmy niezadowoleni z odmowy. Obwiniamy wtedy wszystkich dookoła za to, że musimy żyć w świecie, który nie chce nam się podporządkować. A może warto odwrócić trochę rolę? Zapytać siebie co można zrobić bezinteresownie? Jak spróbować zmienić swój mały świat?

Wierzę, choć to banał, że niezależnie kim się jest, jakie poglądy się wyznaję, dobro wraca do człowieka, prędzej czy później. W takiej właśnie myśli utwierdza mnie nowy papież. Czuję się się potrzebny, a z drugiej strony nikt nie chce mnie nachalnie nawracać. Więc może naprawdę był w tym wyborze Duch Święty?

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz