LOADING

Type to search

Rekolekcyjne katusze

Justyna Domagała 7 marca 2014
Share

Nie wiem jak Wy, ale ja, całym sercem związana z moim Kościołem, nie mogę się nadziwić odrealnieniu księży i braku wyobraźni decydentów odnośnie trzydniowych rekolekcji wielkopostnych dla dzieci. Nie dość, że to niepotrzebna całodzienna wyrwa w zajęciach szkolnych, to jeszcze rewolucja w życiu domowym. Prosta sprawa: komu przyjdzie do głowy, że rodzice pracują i na 11 nie mogą dziecka zaprowadzić? Tak, to pawda, jest świetlica, tylko że od 8 do 11 to już długo, a potem jeszcze od 12 do 15 czasami, bo rekolekcje trzydniowe i każdego dnia dwuczęściowe. Poza tym miejsca dla takiej liczby dzieci nie przewidziano. Siedzą więc te, co muszą, na kupie i filmy oglądają. Moja koleżanka ma troje dzieci i pracuje – za ekwilibrystykę w odprowadzaniu, przyprowadzaniu i pracy należy jej się Nobel. Odkrycie DNA to przy tym pikuś.

Rekolekcje powinny odbywać się albo w ramach zajęć szkolnych, w ramach lekcji religii, albo po południu, np. około 18 – tak, żeby większość rodziców mogła wrócić z pracy i małe dziecko na nie zaprowadzić. Spoglądam na sprawę z punktu widzenia większości, a co z mniejszością? Ma wtedy „trzydniówkę”, więc albo spędza czas u babci, jeśli babcia jest, a jeśli babci nie ma, to rodzice muszą wziąć urlop, a jak rodzice nie mają urlopu, to pozostaje rzeczona świetlica. Zwłaszcza godzina 15 na spotkanie rekolekcyjne to moja ulubiona – w sam raz pora obiadu, a rodzice wiadomo gdzie. Więc jak słyszę prośby o „odprowadzenie i uczestniczenie”, to mi się „coś robi”. A Wam?

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz