LOADING

Type to search

Psychologizacja religii

Anna Józwik 28 lipca 2015
Share
Psychiką ludzką interesowano się od wieków i we wszystkich kulturach. Jednak największy rozwój psychologii nastąpił w XIX wieku. Dawniej tymi zagadnieniami zajmowała się filozofia, obecnie – psychologia, której ostatnio mamy „przeładowanie”. To nadal jeden z najbardziej obleganych kierunków studiów. W najpopularniejszej wyszukiwarce internetowej pod hasłem: „pomoc psychologiczna” można znaleźć ponad 700 tysięcy wyników. Jeszcze więcej pod nazwą psycholog, psychoterapia.

Piotrus/Wikipedia

Piotrus/Wikipedia

Kiedyś psycholog nie był ludziom aż tak potrzebny. Każdy miał jasno określone zadania, nie było konfliktu w podziałach ról. A jeśli chodzi o życie duchowe i poznawanie siebie – z tym doskonale radziła sobie religia. Coraz częściej można usłyszeć od księży, że wierni traktują konfesjonał niczym gabinet psychologa. Tak, jakby spowiedź sprawiała, że wszystkie problemy znikną bezpowrotnie. Zresztą to chyba mało chrześcijańskie podejście.

Nie chodzi mi o to, żeby negować psychologię, ale o pewien dystans. Poznanie siebie, swoich uczuć, emocji jest ważne. Dobrze jeśli przyglądamy się wewnętrznym bodźcom, które kierują nami w relacji do drugiego człowieka i do Boga. Psychologia może być narzędziem, które przyczyni się do pracy nad sobą. Ale czy można z niej czynić jedyną drogę poznania i rozwoju duchowego? Czy psychologia rzeczywiście jest nam tak bardzo potrzebna w drodze do Boga? Szczególnie, że mamy różne nurty tej nauki, a psychologowie nie zawsze uznają osobowego Boga. Do takich pytań można dojść po lekturze choćby jednej książki niemieckiego mnicha benedyktyńskiego Anselma Grüna. Na język polski jest przetłumaczonych ok. 78 pozycji Grüna. Książki są pisane przystępnym językiem, nie są obszerne, łatwe w odbiorze.

Z tej pokaźnej ilości przeczytałam ok. 13 książek. Wszystkie o życiu duchowym, pogłębianiu relacji z Bogiem. Właściwie autor chce czytelnikowi pomóc prawidłowo budować te relacje, poprzez poznanie samego siebie, swoich uczuć, emocji, zachowań, reakcji itd. Na kogo się powołuje? Niestety ku zdumieniu odbiorcy, benedyktyn nie odwołuje się do spuścizny Ojców pustyni, którzy niewątpliwie byli doskonałymi psychologami. W książkch Grüna niekwestionowanym autorytetem staje się C. G. Jung, do którego zainteresowań należały: parapsychologia, alchemia, okultyzm, astrologia, współczesne zjawiska parareligijne.

Prof. Jung oczywiście uwzględniał w swoich badaniach potrzeby duchowe i religijne człowieka, z tą różnicą że wzorował się na religiach Orientu i kultach starożytnych. Zastanawiam się, czy korzystanie z jego dorobku i swoista inkluzja jego myśli może być tak swobodnie przyjmowana przez chrześcijan? Zwłaszcza, że teorie Junga nie były tworzone z myślą o chrześcijaństwie? O Jungu przeczytałam już wiele różnych tekstów, z wieloma jego stwierdzeniami nie zgadzam się. Nie popieram także metody prowadzonych przez niego badań. O tym psychiatrze wypowiedział się także najbardziej znany polski demonolog, specjalista w dziedzinie sekt i ruchów religijnych. Kto zatem ma racje? Ja nie jestem w stanie zająć jednoznacznego stanowiska wobec nauki Junga, która tak pięknie wpleciona została w chrześcijaństwo przez o. Grüna. A może zamiast debatować nad tym, czy przyjmować naukę C.G. Junga, czy też nie lepiej odnieść się do zaleceń św. Ignacego Loyoli? A więc korzystać z niej w całej tej mierze, w jakiej ona pomagają w drodze do Boga, a znów w całej tej mierze rezygnować z niej, jeśli staje się nam przeszkodą do tegoż celu.

Tags:

2 Komentarzy

  1. Nero 26 sierpnia 2015

    Wróciłem dwa tygodnie temu z rekolekcji, wraz z żoną mieliśmy polepszyć relacje i.t.d. Rekolekcje okazały się mini terapią psycho coś tam. Załamka! Pootwierali stare rany, wybebeszyli ludzi i… no właśnie. I nic, żadnego rozwiązania, zakończenia. Koniec rekolekcji – do domu. Co to ma być za moda? Wcale nie poczułem się bliżej Boga, wręcz odwrotnie, a relacje – najgorsze w całym roku. Powoli wracamy do normy, modlitwa, wiara, nadzieja – i miłosierdzie Boże. Więcej nie jadę.

    Odpowiedz
    1. Ewa 23 września 2015

      Nero, nie jesteś osamotniony. Ja też przyjechałam z tzw. “rekolekcji małżeńskich”, gdzie owocem tych rekolekcji był niemal rozwód naszego małżeństwa i ciągłe kłótnie. Już nie potrafimy się razem modlić.KATASTROFA.

Dodaj komentarz