LOADING

Type to search

Share

Ida – film nie jest skierowany do szarego Kowalskiego. Statyczne ujęcia, monochromatyczny obraz w formacie 4:3 i sposób kadrowania są ciekawe, jednak dla zwykłego człowieka, -jak ja- na dłuższą metę – męczący. Jest to jednak coś innego, ciekawego, co zasługuje na pochwałę, i co, tylko zauważone przez takiego Szaraczka jak ja, było na pewno tym, czym komisje przyznające nagrody na różnorakich festiwalach zachwycały się najbardziej.

Oscary – podobnież najbardziej prestiżowe z prestiżowych nagród filmowych – zostały rozdane. Także i my – Polacy, czy tego chcemy, czy nie, odnieśliśmy jakiś sukces, bo po raz pierwszy w historii, także plon Polskiej Ziemi został przez Amerykańską Akademię Filmową zauważony i doceniony.

Odkąd Ida rozpoczęła swój wyścig o tę nagrodę, było o niej głośno z powodu jej “antypolonizmu”. Nie ona pierwsza, nie ostatnia. Paszkwilem nazywano całkiem niedawno Pokłosie Pasikowskiego, a i Wajdzie “obrywało się” za takie filmy jak Wałęsa czy Katyń.

Znawcą filmu nie jestem. Jednak staram się nie oceniać, dopóki nie obejrzę. Oglądając, próbuję zrozumieć i czytać między wierszami. Podobnie było z Idą.

Kadr z filmu.

Kadr z filmu.

Film nie jest skierowany do szarego Kowalskiego. Statyczne ujęcia, monochromatyczny obraz w formacie 4:3 i sposób kadrowania są ciekawe, jednak dla zwykłego człowieka, -jak ja- na dłuższą metę – męczący. Jest to jednak coś innego, ciekawego, co zasługuje na pochwałę, i co, tylko zauważone przez takiego Szaraczka jak ja, było na pewno tym, czym komisje przyznające nagrody na różnorakich festiwalach zachwycały się najbardziej.

Od początku filmu skupiłem się przede wszystkim na próbie wychwycenia tych “antypolskich” akcentów. Próbowałem także odczytać to, co zarzucały filmowi “pewne środowiska“, czyli “wybielenie” przez Pawlikowskiego pierwowzoru Wandy – komunistycznej prokurator, podpisującej wyroki śmierci na żołnierzach AK. Fabuła jednak nie pomaga. Dialogów jest niewiele. Najwięcej w filmie jest alkoholu, papierosów i… jazdy Syrenką.

Treść przekazana przez Pawlikowskiego jest naprawdę skromna. Historii Heleny Wolińskiej (pierwowzoru Wandy) jest tam niewiele. Dowiadujemy się jedynie, że Wanda “kiedyś była prokuratorem i skazała nawet na śmierć kilku patriotów“. I jedno ujęcie z sali sądowej, kiedy Wanda jest już sędzią. I tyle. Gdybym nie przeczytał wcześniej, że istniał pierwowzór tej postaci, nawet nie próbowałbym przypuszczać, że ktokolwiek miał być tu wybielony. Każdy, kto choć troszkę wie o tej ciemnej plamie na naszej historii, jaką był PRL, wie, że takich “Wand” było zapewne przynajmniej kilka. Jeśli chcemy się jednak do czegoś przyczepić, możemy do tego.

Dokładne wprowadzenie w wątek, jego wyjaśnienie i ukazanie, byłoby jednak dodatkowymi -przynajmniej- trzydziestoma minutami, które by nie pomogły temu filmowi. A i widz miałby ciężko z jego oglądaniem.

Zarówno Ida, jak i wspomniane już Pokłosie, bardzo mocno inspirowało się filmem dokumentalnym Pawła Łozińskiego Miejsce urodzenia. Łatwo wychwycić zainspirowane sceny, aczkolwiek być może jest to tylko przypadek. W tym dokumencie Henryk Grynberg, pisarz żydowskiego pochodzenia, przyjeżdża do miejscowości w której się urodził, by znaleźć szczątki swojego ojca. Mamy tu także obraz Polaków, ludzi szlachetnych, którzy narażając swoje życie, pomagali rodzinie Grynberga. Czy pomagali rzeczywiście, czy tak tylko mówili… załóżmy tą pozytywną wersję, że tak rzeczywiście było. Spokój historii burzy jednak rozwiązanie zagadki śmierci ojca Henryka: został zabity przez sąsiada, któremu dał na przechowanie na okres wojny dwie krowy.

Ida nie wyjaśnia jak i dlaczego zginęli rodzice tytułowej bohaterki. Ida dociera do człowieka, który podobnie jak ludzie w historii Grynberga, mówi o jej rodzicach -Żydach “dobrzy ludzie, pomagałem im“. Gdzie tu ten głośny “polski antysemita”? Fakt, zabójcą okazuje się syn starszego pana, który pomagał tej rodzinie. Jednak także i on, w swoim tragizmie, próbuje się usprawiedliwiać, że Ida, przeżyła, bo była dziewczynką, którą było łatwiej ukryć, niż jej malutkiego brata, którego znakiem charakterystycznym było m.in. obrzezanie. Przemyca także to, że schronieniem dla żydowskich dzieci były plebanie i to właśnie tam Ida została zaniesiona.

“Ktoś, gdzieś” zarzucił, że “Pawlikowski przedstawia Polaków w karykaturalnie zdeformowanych, tendencyjnie antysemickich postawach, z wyrozumiałością traktuje zaś akces żydowskich bohaterów do komunistycznego, sowieckiego, antypolskiego systemu”. Osoba ta, albo tego filmu nie widziała, albo bardzo mocno inspirowała się tym, co “jej środowisko“, wcześniej o tym filmie napisało. Co chyba wystarczająco mocno pokazuje streszczenie wątku w akapicie powyżej.

Zabójstwa zdarzają się także dzisiaj. Sąsiad zabija sąsiada, mąż-żone, a dziecko-rodziców. Wtedy sąsiad-Polak zabił sąsiada-Żyda, przejmując później np. jego majątek. Dziś – Polak, zabija Polaka, z dużo bardziej błahych powodów. Także takie historie są ekranizowane i oparte bardziej, czy mniej na faktach. Nie są one jednak stygmatyzowane mianem “antypolskich”.

Ida jest filmem, bardzo prostym. O niewielu wątkach, a wątek historyczny jest traktowany bardzo ostrożnie. Jakkolwiek pysznie to nie zabrzmi – w sam raz dla Amerykanina, który o tym co działo się kilkadziesiąt lat temu, gdzieś za oceanem nie ma pojęcia. Wątek historyczny jest tu tylko bardzo luźną inspiracją. Lepiej ode mnie opisuje to krytyk filmowy, Wiesław Kot, w po oscarowym wywiadzie dla “Głosu Wielkopolskiego” (link).

Gdybym chciał polecić swojemu amerykańskiemu koledze film, chociaż w części pokazujący naszą historię i skrojony na “ich” miarę (film akcji, pościgi, szpiedzy, zdrajcy), z  to poleciłbym mu Jacka Stronga Pasikowskiego.

Jednak czy -kolokwialnie mówiąc- “ogarnąłby” on wszystkie wątki?

Tags:
Poprzedni artykuł

Dodaj komentarz