LOADING

Type to search

Problemy z sumieniem

Rafał Krysztofczyk 5 lutego 2015
Share

Coraz częściej słychać narzekania na rolę chrześcijańskiego sumienia w życiu publicznym i zawodowym. Ma ono jakoby przeszkadzać w dobrym wypełnianiu  obowiązków zawodowych i publicznych.

W związku z tym pewien znany historyk idei, zresztą autor wielu ciekawych tekstów, proponuje je sumienie zostawiać w domu i nie ukrywa podziwu dla Bismarcka, który karał za posiadanie symboli religijnych w miejscu pracy. Zastępy miłośników kanclerza Bismarcka rosną nieustannie. Otóż to nic nowego. Przykłady choć drastyczne nie są w najmniejszym stopniu aluzyjne w stosunku do tych osób.

Hitlerowski zbrodniarz A. Eichmann w czasie swojego procesu przyznał, że on osobiście nie czuł wrogości w stosunku do Żydów , więcej, miał wśród nich nawet przyjaciół. On po prostu zostawiał swoje sumienie przed wejściem do  biura, gdzie szczegółowo planował i wdrażał ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej.

4460.0W „Medalionach” Z. Nałkowskiej jeden z obozowych katów zeznający przed sądem, opowiada beznamiętnym tonem o ilości wykonywanych każdego dnia egzekucji, zwykle była to taka sama liczba, jednego tylko dnia wykonał wraz ze swoimi pomocnikami mniej egzekucji. Na pytanie sędziny o przyczynę pada równie beznamiętna co poprzednio odpowiedź: „Spieszyliśmy się na wigilię”. Obozowi kaci mieli rodziny, śpiewali kolędy, przytulali swoje dzieci i dawali im prezenty. Byli normalnymi w sensie psychicznym ludźmi, oni po prostu zostawiali swoje sumienie przed obozowymi bramami, byli przecież funkcjonariuszami publicznymi, działali zgodnie z prawem.

Stanisław Grzesiuk w swoich obozowych wspomnieniach opisuje, jak to podkradał esesmańskiemu psu jedzenie. Pies na służbie u boku swojego pana był krwiożerczą bestią, „prywatnie” już w budzie, przyjaźnie merdał ogonem i nie miał nic przeciwko temu, że więzień wyjadał mu żarcie. Tragikomiczne to, ale on też idąc do pracy, “zostawiał” swoje psie sumienie w budzie.

Może drastyczność tych przykładów kogoś oburzyć, ale one ukazują wprawdzie krańcową, ale logiczną konsekwencję działań człowieka, który włącza i wyłącza swoje sumienie. Większość zła od zarania dziejów dokonywali nie patologiczni mordercy, ale normalni w sensie psychiatrycznym ludzie. Bywało bardzo inteligentni, wrażliwi, niektórzy byli miłośnikami wielkiej sztuki, niektórzy sami pisali poezje, jak chociażby odpowiedzialny za zbrodnie przeciw ludzkości R. Karadzic. Oni po prostu zostawiali swoje sumienie w domu. Ktoś powie, że daleka to droga. Czyżby ?

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

1 Komentarzy

  1. Sławomir Zatwardnicki 6 lutego 2015

    Dobre, dobre.
    Z teologicznego podwórka: wielu liberalnych egzegetów potrafiło podważać wszystkie prawdy wiary w nauce, ale nie przeszkadzało im to w pozanaukowym życiu pozostawać wiernymi swoich kościołów. Notabene zwykle byli to Niemcy.
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz

Leave a Reply