LOADING

Type to search

Problemy katoliczki z polskim sumieniem

Share

Sumienie nie daje mi spokoju.

Najpierw moje, ponieważ nieustannie dokucza mi rozdźwięk między tym co rozpoznaję jako słuszne, a tym co słyszę w oficjalnych wypowiedziach moich pasterzy. Biskupów i księży. Kolejny problem to sumienie człowieka w jego służbie publicznej, w zawodzie zaufania publicznego, takim jak lekarz i nauczyciel. Czym owo sumienie jest i gdzie są jego granice?

Kościół oficjalnie wypowiada się w obronie sumienia. Biorąc to sformułowanie bardzo ogólnikowo – przyznaję mu rację. To znaczy, uważam, że lekarz ma prawo do odstąpienia od wykonania pewnych procedur niezgodnych ze swoim sumieniem, tj. takich, które według niego szkodzą pacjentowi. Zaś nauczyciel ma prawo do nauczania zgodnego ze swym sumieniem, tj. działania w dobrej wierze w imię zasady, że dobro ucznia jest najważniejsze. W jakich sytuacjach? Np. gdy chodzi o niezależność od nacisków dyrekcji, aby znowu „przepchnąć” kogoś na prośbę rodziców do następnej klasy.

Jednak, wbrew temu co chce dziś narzucić Konferencja Episkopatu Polski, służba publiczna nie może być oparta na żadnym światopoglądzie religijnym, nawet jeśli taki światopogląd wyznaje większość społeczeństwa. Służba publiczna to specyficzna praca. Na pewno murarz budujący domy i krawiec szyjacy ubrania również muszą wykazać się elementarną uczciwością w wykonywaniu zawodu. Czym innym jednak jest zawód lekarza i nauczyciela. Aby mogli wykonywać swoją pracę, społeczeństwo musi obdarzyć ich zaufaniem dużo większym, ponieważ nie opartym jedynie na ich profesjonalnej wiedzy. Zawód zaufania publicznego charakteryzuje to, że lekarz i nauczyciel (a także prawnik i polityk) podejmują w swojej pracy decyzje O NAS – ZA NAS. Nieuchronnie.

Dlaczego więc nie mogą opierać się w nich wyłącznie na nauce Kościoła, nawet jeśli większość miałaby taką ochotę?

 

temida

Wynika to z dwu rzeczy. Po pierwsze,  z zasady demokracji, po drugie, z zasady państwa prawa. Te dwa filary funkcjonowania współczesnego państwa uznaję w swoim sumieniu za podstawę sprawiedliwości w wymiarze publicznym. Uznaję, że bez tych dwu zasad, sprawowanie władzy i służba publiczna wiąże się z przemocą. Nawet, jeśli ta przemoc nie byłaby skierowana wobec mnie, muszę się jej sprzeciwiać.

Po pierwsze, zasadą demokracji wcale nie są rządy większości. Taką demokrację krytykował już Platon, mówiąc że jest ona największym bezprawiem. Wręcz przeciwnie, demokracja współczesna ma chronić przede wszystkim mniejszości, tj. ma zabezpieczać przed przemocą ze strony większości. Ma stanowić wielogłos grup interesów, który debatuje nad kształtem publicznego życia. Ma umożliwić różnym rasom, nacjom (tak! państwo wcale nie równa się naród!!!), wyznaniom, światopoglądom funkcjonowanie w obrębie jednego bytu politycznego, który istnieje dla wspólnego dobra. Co z tego wynika? Bardzo wiele, na przykład to, że nauczyciele nie mogą uczyć wedle nacjonalistycznego programu „katolickiej” deklaracji sumienia, ponieważ krzywdzą tym samym polskich protestantów, muzułmanów, Zydów, agnostyków, ateistów a nawet wyznawców potwora spaghetti. A także przedstawicieli różnych mieszkających u nas grup etnicznych. Stosują w ten sposób przemoc wobec ich dzieci i ich samych, nadużywają władzy i udzielonego im przez społeczeństwo zaufania. Natomiast lekarze nie mogą leczyć po prostu zgodnie ze swoją religią. Oczywiście, mogą odstąpić od wykonywania tych zabiegów, które uznają za szkodliwe, a nawet zbrodnicze. Ale muszą przy tym działać z poszanowaniem odmienności innych obywateli, a zatem nade wszystko nie odmawiać im informacji na temat tego, co w ramach dostępnych świadczeń medycznych jest możliwe. Innymi słowy, własne moralne przekonania funkcjonariuszy publicznych – to jedno. Decyzje, które oni, w ramach służby publicznej podejmują O NAS – ZA NAS – to drugie.

Zasada państwa prawa oznacza natomiast, że prawo ma w służbie publicznej prymat nad przekonaniami partykularnymi. Dlaczego tak być musi? Ponieważ prawo jest medium, dzięki któremu te różne mniejszości, większość, wielość grup interesów, mogą współpracować w obrębie jednego państwa. Prawo jest wspólnym mianownikiem istniejącego w państwie pluralizmu. Oczywiście prawo może ulegać zmianie na podstawie negocjacji i debat. Jednakże gdy jest ono obowiązujące, to należy się spodziewać jego przestrzegania. Szczególnie ważne jest zaś przestrzeganie prawa przez funkcjonariuszy publicznych, albowiem właśnie im zostało przez społeczeństwo udzielone to specyficzne, znacznie większe zaufanie. Rozumiem oczywiście pojęcie obywatelskiego nieposłuszeństwa, gdy uznajemy prawo za niesłuszne i na podstawie decyzji sumienia je łamiemy. Jednakże oczywistym jest, że w obrębie wspólnoty obywateli, która owo prawo stanowi, nieposłuszeństwo takie wiąże się z przewidzianą przez prawo karą. Nie ma odstępstwa od zasady państwa prawa – jeśli chcemy żyć we wspólnocie, która nie stosuje przemocy. Dla każdego chyba jest jasne co z zasady państwa prawa wynika dla sumienia funkcjonariusza publicznego. Mianowicie, że jego obowiązkiem, wynikającym z udzielonego mu zaufania, jest działać zgodnie z prawem , ponieważ podejmuje decyzje O NAS -ZA NAS. Jeśli zaś jego sumienie nie pozwala mu przestrzegać prawa, to takie działanie musi wiązać się z karą, inaczej bowiem zaufanie wobec takiego funkcjonariusza, a szerzej, wobec państwa, jest niemożliwe.

Sumienie nakazuje mi stać po stronie sprawiedliwości. Sprawiedliwość zaś jest przeciwieństwem przemocy. Również wobec tych, z którymi się nie zgadzam. Również wbrew tym, wobec których, wedle zasad mojej religii, powinnam być posłuszna.

 

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz