LOADING

Type to search

Prawosławie w przestrzeni publicznej

Cecha 11 kwietnia 2013
Share

Wydaje mi się, że chyba każda mniejszość jest przewrażliwiona na swoim punkcie. Dotyczy to mniejszości etnicznych, seksualnych, a nawet religijnych. Kiedy jest się mniejszością często czeka się na medialne informacje na swój temat. Na pokazanie się z jak najlepszej strony. Ostatnią, gigantyczną okazją przybliżenia prawosławia pierwszemu- lepszemu Polakowi była wizyta rosyjskiego patriarchy Cyryla. Fakt, że Cyryl występował jako jeden z głównych tematów w mediach przyprawiało już o mdłości, ale też w przeciągu całego roku, ba, kilku lat, nie powiedziano tyle o prawosławiu co w przeciągu tych paru dni. Dobrze, że przynajmniej w większości mówiło się dobrze. Ogół zjawisk tego okresu nazwałem „cyrylomanią”.

Historyczność wizyty była zdrowo przesadzona, co nie zaszkodziło by nadać jej ogromnej wagi, a nadęty protokół dyplomatyczny sprawił, że patriarcha zyskał dodatkowe 100 punktów do lansu. Prawosławni w Polsce zaliczyli jako Kościół wizytę siostrzanego dostojnika. Dostojnika pod którego egidą stoi Kościół z którego czerpiemy jako pełnymi garściami (jeśli nie upodobanie do języka rosyjskiego to z całą pewnością artykuły cerkiewne z Ukrainy, w tym polecane przez Szymona Hołownię łampadki). Jestem niemal pewny, że patriarcha widząc ten tłum na Grabarce musiał przyznać, że ten (z całym należnym szacunkiem) nieco porywczy metropolita Sawa wie jak pielęgnować w ludziach chęć wspólnej modlitwy. Gdyby tak nie było to co roku nie ciągnęły by na górę takie rzesze wiernych. I może w tym wariactwie w związku z wizytą chodziło też o to by się pokazać, że jesteśmy zdecydowanie mniejsi liczebnie, ale też potrafimy pokazać rozmach i wypas. Na szczęście, oprócz falbanek, złota i drogich kamieni było też miejsce na rzeczywisty sens przybycia na Grabarkę- wspólna modlitwa w dniu Przemienienia Pańskiego na polskim Taborze.

Ale co z tego, że natrudziły się i redakcje Cerkiew.pl i KAI i polski prawosławny episkopat, kiedy kilka miesięcy później cała Polska na antenie telewizji śniadaniowej dowiedziała się, ze ponoć prawosławni na wigilię jedzą kaczkę. W dobie internetu nie jest większym problemem znalezienie informacji na jakikolwiek temat. Szkoda, że wciąż istnieje stereotyp prawosławny= Ruski, a jak Ruski to Rosja, a jak Rosja, to Smoleńsk, a jak Smoleńsk to zamach itd.

Przed prawosławiem jest duże zadanie. Tym zadaniem jest apostolizacja internetu. Zagospodarowanie tej swojej działeczki najlepiej i możliwie najprościej jak się da. Trzymam kciuki za prawosławną wikipedię (http://orthodoxwiki.org/) i z nieukrywaną niecierpliwością czekam na jej polską odsłonę. Zwłaszcza teraz- w czasach kiedy wstyd jest czegoś nie wiedzieć, a podwójnie wstyd się do tej niewiedzy przyznać.

Dodaj komentarz