LOADING

Type to search

Poza Kościołem nie ma zbawienia?

Damian Jankowski 1 grudnia 2014
Share

W dyskusjach z osobami spoza struktur Kościoła katolikom bardzo łatwo jest odwołać się do zasady znanej od wieków: Poza Kościołem nie ma zbawienia. Sprawą znacznie trudniejszą staje się natomiast wyjaśnienie, gdzie przebiegają jego granice, a także: czy Kościół wolno w tej zasadzie ograniczyć tylko do przyziemnych struktur.

Sobór Watykański II nazywa Kościół Ludem Bożym, któremu przewodzi Chrystus i do którego zaproszony jest każdy człowiek. Jego zasięg można by ukazać na zasadzie kręgów. Najbliżej są katolicy (przy czym muszą oni przynależeć do wspólnoty „nie tylko ciałem, ale też duchem”, pamiętając, że im większe łaski, tym większa spoczywa na nich odpowiedzialność). Następnie do Ludu Bożego przynależą wszelkie wyznania chrześcijańskie, które niekoniecznie zachowują pełną łączność z Rzymem, ale które zawierają w sobie „pierwiastki uświęcenia i prawdy”. Kolejny krąg to niechrześcijanie (m.in. żydzi, muzułmanie, buddyści), podzielający wiarę w Boga i w których wierzeniach odbija się „promień Prawdy”. Do tak pojętego Ludu Bożego przynależą wreszcie wszyscy ludzie dobrej woli, którzy nie doszli jeszcze do wiary, ale jednocześnie „nie bez pomocy Bożej łaski pragną wieść uczciwe życie” (typ ludzi pokroju Bernarda Rieuxa z „Dżumy” Alberta Camusa). W takim rozumieniu Kościół obejmuje całą ludzkość. Jak przypomina Sobór, Bóg udziela swojej Łaski wszystkim – także tym spoza widzialnych granic Ciała Chrystusowego – „wiadomymi tylko sobie drogami”.

rio

Dla człowieka wierzącego niemałą trudnością może być stosunek do osób niewierzących, którzy przecież odrzucają skarb wiary. Jak zaznacza ksiądz Tomasz Halik, jasny podział na wierzących i niewierzących uległ dzisiaj zatarciu (przynajmniej w Europie Zachodniej). Czeski filozof zauważa, że współczesnych ludzi można podzielić na tych, których temat Boga, spraw ostatecznych obchodzi i tych, dla których cała sfera sacrum jest całkowicie obojętna. W tej drugiej grupie znajduje się znacznie więcej Europejczyków (nazwanych przez niego współczesnymi ateuszami). Co może zdziwić, należą do niej niejednokrotnie także chrześcijanie, katolicy, bowiem sama przynależność do Kościoła „ciałem” nie gwarantuje jeszcze, że człowiek rozmyśla nad tematami teologicznymi. Do przedstawicieli grupy pierwszej zaliczyć można zaś wszystkich, którzy być może nawet krytykują ziemski obraz Kościoła, ale których temat Boga, wiary chrześcijańskiej zajmuje umysł i serce, którzy niejednokrotnie do wiary tęsknią. Z takimi ludźmi, jak zaznacza Halik, warto wejść w dialog i wspólne poszukiwanie. Czy można z całym przekonaniem powiedzieć, że tego typu poszukujący ateiści i agnostycy są poza zbawieniem?

Rozważaniom wokół zasady „Poza Kościołem nie ma zbawienia” grożą dwie postawy. Pierwsza to swoisty rasizm duchowy, uznający, że tylko ochrzczony katolik może zostać zbawiony, zaś wszyscy „heretycy”, innowiercy i niewierzący mogą jedynie spokojnie czekać na potępienie. Sam Chrystus przestrzega w Ewangelii przed taką postawą, gdy uczniowie gorszą się, że ktoś nie chodzi z nimi, a wyrzuca złe duchy (zob. Łk 9, 49-50). Wówczas padają słowa: „Kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”. By ostudzić takich katolików wystarczy przywołać jeszcze inne słowa, które mogą skutecznie wyleczyć z samozadowolenia: „Komu wiele dano, od tego też wiele wymagać się będzie” (Łk 12, 48). W najnowszym nauczaniu Kościoła (od Soboru Watykańskiego Drugiego) nie znajdziemy żadnych sformułowań, wyrażających niechęć do inaczej wierzących, przeciwnie, wyznawcy Chrystusa wzywani są do szacunku względem wolności każdego człowieka (papież Franciszek nazwał nachalne, bezmyślne zaciąganie do Kościoła [prozelityzm] wyjątkową głupotą). Drugą postawą, z którą skutecznie rozprawiał się kard. Ratzinger w „Dominus Iesus” jest relatywizm religijny i eklektyzm, uznający, że żadna religia nie może objąć pełni Objawienia, więc wszystkie są identyczne. Jakkolwiek by to nie brzmiało, uczciwość zmusza do wyznania, że pełnia środków zbawienia znajduje się w Kościele katolickim (przy czym to nie my posiadamy Prawdę, ale Prawda posiada nas), natomiast w innych wierzeniach, jak zostało już wspomniane, „odbija się promień Prawdy”. Stąd też, jak zaznaczył ostatni Sobór, „Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach tych prawdziwe jest i święte”.

O ile można dyskutować, gdzie przebiegają granice Kościoła, dla chrześcijanina musi pozostać jasne, że Chrystus jest konieczny do zbawienia. Nie jest On tylko jednym z proroków, ale pozostaje jedynym pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem (zob. Dz 4, 12). Jest więc niemożliwe, by człowiek sam, o własnych siłach osiągnął zbawienie.

Rozważając temat zbawienia trzeba pamiętać o tym, że zabieramy głos wobec wielkiej Tajemnicy. Nasze słowa mogą jedynie zarysować prawdę. Zarówno twierdzenie, że ktoś z pewnością zostanie zbawiony, jak też przeciwne, że ktoś na pewno nie dostąpi tej Łaski, musi pozostać jedynie karykaturalnym wchodzeniem człowieka w kompetencje Boga. Tylko do niego należy kwestia ostatecznych losów człowieka (a On jest znacznie bardziej miłosierny i sprawiedliwy od nas w swoich sądach). Od nas wymagany jest jedynie szacunek wobec tych, którzy z nami nie chodzą.

Tags:

You Might also Like

Leave a Reply