LOADING

Type to search

Pokieruj mną, pokieruj

4 czerwca 2018
Share

Ostatnio kilka osób zapytało mnie o kierownika duchowego. Niektórzy zdziwieni, że tak po prostu można oddać komuś swoje życie pod opiekę, inni – zadając pytanie: ale po co?

Lubię rozmawiać z ludźmi. Słuchać ich pytań, odpowiedzi. Odpowiadać na te zadane pytania. Nawet, gdy są retoryczne, to czasem odpowiadam sobie na nie po prostu w swoich własnych myślach. Lubię dźwięki i obrazki tych słów. Ale co innego słuchać innych, a co innego wsłuchać się w siebie. To drugie, jak wiadomo jest dużo trudniejsze. Do kierownictwa duchowego dorastałam długie dwa lata. Dopiero dzisiaj, z tego właśnie miejsca widzę, że pierwszy rok zupełnie nieświadomie, a drugi – już wiedziałam, że potrzebuję mądrego kapłana, który zaopiekuje się moją duchowością. Ale w taki sposób, że będzie chciał się we mnie wsłuchać. Nie tylko mówić prawdy ogólne i wielkie. Powtarzać mądrości z Pisma Świętego. Bo niestety, ale to często działa na mnie jak płachta na byka. Bóg mnie kocha? No tak, ale ja potrzebuję słów normalności. Nie tylko cytowania Pisma.

Nie zdradzę Wam szczególnych tajników sztuki kierownictwa duchowego. Jak i gdzie znaleźć tego kapłana. Bo przyznam Wam, że poza tym, że trzeba wychodzić do Kościoła, spowiadać się, rozmawiać z księżmi, to nie mam innego pomysłu. Mogę jeszcze podpowiedzieć, że byłoby super, gdyby to był ktoś, kto Was choć trochę zna. Z kim ucięliście sobie poważniejszą rozmowę. Kogoś kto jest Wam bliski duchowością.

Jeśli nie jesteś zwolennikiem charyzmatycznych modlitw, to nie sądzę, że warto wybrać kogoś, kto nim jest. Pewne wspólne ideały łączą. Pomagają w tej relacji. Ale może czasem warto „wziąć” kogoś, kto zupełnie Was nie zna? Bo macie czystą kartę i wszystko od początku można temu komuś powiedzieć? Bez owijania w bawełnę? Nie umiem na to pytanie udzielić jedynej słusznej odpowiedzi. Myślę, że w obu przypadkach są plusy i minusy.

Zaskakujące początki i radość

Gdy już znalazłam kapłana, przyszła ogromna radość! Tak bardzo cieszyłam się na tę wspólną pracę, że nie mogłam z tego powodu spać :). Bo wreszcie będę miała kogoś, kto będzie mnie kontrolował, kto nie pozwoli, żebym zboczyła na złe tory w duchowości. Bo walnie mnie czasem metaforycznie w łeb i ogarnę się. No tak…To było myślenie. I choć część z tych rzeczy zgadza się, to moja praca tak naprawdę zależy TYLKO ode mnie. Mi się musi chcieć modlić, pracować nad sobą, ustalać terminy naszych spotkań. To ja tutaj decyduję o swoim rozwoju. Ktoś mądrzejszy pomaga mi w tym, ale to JA muszę CHCIEĆ. I powiem Wam, że to jest dużo trudniejsze niż myślałam. Naprawdę niełatwo znaleźć czas (a czasem i chęć), na te co 2-tygodniowe spotkanie.

Terminowość

Co jak  co, ale praca z kapłanem wymaga regularności spotkań. No niestety, moi drodzy, ale czasem trzeba rzucić wszystko inne i naprawdę w codziennych obowiązkach balansować na granicy muszę/chcę/mogę i przedkładać te ważne nad te mniej odpowiednie. Ja ze swoim kierownikiem spotykam się zazwyczaj co 2 tygodnie. Mam znajomych, którzy spotykają się co miesiąc. Nie odpowiem, która z tych opcji jest lepsza. 2 tygodnie to często i rzadko. Czasem dzieje się naprawdę dużo w życiu duchowym, a czasem mam wrażenie, że nic nowego się nie wydarzyło, więc po co spotkać się, skoro wszystko jest tak, jak było? No właśnie…I w tym ukryty jest SENS. Regularność. Tylko ona pozwala wypracować nawyki i „wskoczyć” poziom wyżej w wierze.

Czy kierownik duchowy jest dla mnie?

To jest bardzo ważne pytanie. Znam osoby, które uważają, że ktoś taki im nie jest potrzebny. Nie oceniam, nie wnikam. Tzn. dobrze, wnikam, bo interesuje mnie, jak same sobie radzą z życiem duchowym, może odkryły jakiś nowy sposób? :)

Trzeba siebie poznać. Zapytać. Jeśli naprawdę od kilku miesięcy mamy problem z Mszą, spowiedzią, czytaniem mądrych lektur, nie wiemy jak się zabrać do różnych spraw, to myślę że warto o kimś takim pomyśleć już na poważnie. Wierzę, że niektórzy są na tyle solidni, że sami potrafią przywołać się do pionu. Ja nie potrafiłam, potrzebowałam osoby, która mi pomoże z wyżej wymienionymi sprawami. I pomaga. Raz lepiej, raz gorzej. Jesteśmy tylko ludźmi. Ale czuję, że jest ktoś, kto za moim życiem duchowym stanie murem. I chyba też o to w tym chodzi.

 

Jak u Was wygląda sprawa z kierownikiem duchowym?

Z zawodu logopeda, audiofonolog i familiolog, a z zamiłowania fotograf i włóczykijka. Lubi autostop i pociągi, słowo pisane & czytane.

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

Dodaj komentarz