LOADING

Type to search

Paweł Kaczmarczyk Sessions 2016: Wypowiedzieć siebie. Szczerze

Paulina 15 lutego 2017
Share

Z dnia 28 grudnia 2016,  godz. 02:08

Chcę Wam powiedzieć, zż właśnie wróciłam z bardzo dobrego koncertu!!! Paweł Kaczmarczyk już zaczął podsumowania 2016 roku, a swoje tradycyjne Sessions rozpoczął konstruktywną dekonstrukcją filmowej muzyki H. Warsa i B. Kapera.

Z Kubą Dworakiem i Dawidem Fortuną, czyli Audiofeeling Trio oraz z Mr. Krime byli wczoraj (kilka godzin temu) zgrani jak zawsze, a jednak tego wieczoru ich gra zabrzmiała zupełnie  inaczej!  I znowu „to wszystko, co się (…) stało było jak „piękna cudna bajka„.

DJ Mr. Krime dopowiadał Pawłowi Kaczmarczykowi skreczami w niecodziennie dającym się usłyszeć dialogu jazzowej muzyki z grą elektroniki, bohater wieczoru łączył dźwięk pianina z brzmieniem starej taśmy, zapętlał motywy w utworach „Po mlecznej drodze” i „Invitation”, zapraszając do solówek Dawida Fortunę i Kubę Dworaka, a publiczność nagradzała co chwilę dopasowaną, spójną, scaloną, dopracowaną do ostatniego szczegółu i dźwięku grę.

W każdym z tych dźwięków kwintesencja jazzowej energii i dobrego smaku! Panowie wydobyli z utworów Warsa i Kapera życie, nadając im równocześnie swój niepowtarzalny ton. Do tego świetne rozmieszczenie instrumentów na scenie, wyeksponowanie kontrabasu, podwójne, bo takich mocnych momentów solo też jeszcze nie słyszałam.

Porywająco głęboka pierwsza część „Invitation” na pianinie! Oryginalna improwizacja Pawła Kaczmarczyka w utworze „Już nie zapomnisz mnie”! Gra Dawida Fortuny! „Panie Janie” na pięć głosów z publicznością!Wreszcie to, czego nie da się ani kupić, ani sprzedać. Atmosfera. Ocieplała ją także mała choineczka świecąca znad głowy Pawła.

28 grudnia, ok. godz. 22.00…

Dużo ruchu od samego początku, charakterystyczny dźwięk skrzypiec i ich drgające energią brzmienie, proste, ale nieoczywiste motywy, z których najczęściej zbudowane są utwory dzisiejszego wieczoru, doskonale rozumiejący ich atmosferę pianista, który szczególnie świetnie włącza się w grę po skrzypcowym początku „Berka” (skrót od oberka, jest krócej) i który potrafi zagrać jedną ze swoich najlepszych solówek,  równocześnie czekające jak zwykle na taki moment przeszkody.

jazz

Gdyby emocji przypadkiem było za mało, wstęp na klawiszach do utworu „Ballada for M” ubranej za chwilę w skrzypcową tym razem, ale znów prostą i dosłowną, bez półsłówek, głębię…”Very nice”, odzywa się siedzący koło mnie Szwed. Gra perkusisty opanowana i żywiołowa, sugestywny kontrabas. Na koniec pierwszego setu „Fat cat”.  Catchy, dodałabym, bo utwór naprawdę jest chwytliwy.

Przy nim pan, który stał przede mną, już nie stoi, a prawie tańczy! Niestety nie mogę posłuchać drugiej części tego koncertu, ale gdy słyszę „Tribute to Janusz Stefański”, już jestem nią zachwycona… To był kolejny udany wieczór! Dzięki Pawłowi Kaczmarczykowi, Dawidzie Fortunie i Kubie Dworakowi oraz soliście koncertu, którym był skrzypek Mateusz Smoczyński.

To jeden z dwóch gości, obok Rafała Sarneckiego, jakich Paweł Kaczmarczyk zaprosił do wspólnej gry na podsumowanie swojego muzycznego roku. Podczas tegorocznych Paweł Kaczmarczyk Sessions  posłuchaliśmy nie tylko świetnych skrzypcowych improwizacji, ale czegoś, moim zdaniem, o wiele więcej. Mam tu na myśli dwa koncerty, na których udało mi się być.

13 lutego 2017

Ojciec Tomasz Nowak, znajomy zresztą obu bohaterów festiwalowych spotkań i miłośnik jazzu, pisze w swojej książce „Droga wodza. Jak orzeł w kurniku” (najlepszej książce, jaką do tej pory czytałam), tak:

„(…) mamy tendencję, która wynika z niskiego poczucia własnej wartości, żeby samemu się szufladkować. Robimy test osobowości, który nas jakoś definiuje, i zamiast używać go jako inspiracji, używamy go jako wzoru matematycznego. I to nas nie popycha do rozwoju, tylko staje się kamieniem u szyi czy bucikami z cementu. A przecież nic mnie do końca nie może dookreślić, bo jestem niepowtarzalny, moje życie jest absolutnie wyjątkowe. Nie ma drugiego takiego jak ja, więc trudno, żebym się zmieścił w jakichś ścisłych kategoriach i żeby mnie one w pełni zdefiniowały.”

Tak jest z jazzem. To jedyny rodzaj muzyki, którego nie da się zamknąć w żadne szufladki –  nie lubi ich też Paweł Kaczmarczyk (przeczytaj „Coś osobistego o Pawle Kaczmarczyku”). I to jedyny rodzaj muzyki, którego nie będąc sobą, nie zagrasz. Paweł Kaczmarczyk ze swoim trio i Mateusz Smoczyński pokazali nam w grudniowych koncertach siebie. Tym bardziej, że grali swoje własne kompozycje.

Tak, także w przypadku muzyki H. Warsa  i B. Kapera. Bo ta muzyka w wykonaniu Paweł Kaczmarczyk Audiofeeling Trio jest twórczą dekonstrukcją, w której przysłuchujemy się improwizowanej opowieści o tym, jak być sobą  w żywiole tego, co czyjeś. To równocześnie opowieść muzyka o samym sobie, szczególnie wtedy, gdy nie tylko komponuje, ale także wykonuje swój własny utwór.

Opowieść szczera, bo bezpośrednia, płynąca prosto ze swojego źródła, która nie gra z nut bezmyślnie i bez zaangażowania , która nie jest przeniesiona na obcy grunt w ciągłym pytaniu „co powinno się zrobić” (na te temat też pisze o. Tomasz Nowak) i która nie  ukrywa się za tym, co nie jest mną.

Myślę, już dzisiaj, że taka szczerość w wypowiadaniu siebie jest nam potrzebna nie tylko w muzyce.  I dobrze jest jej się codziennie uczyć, bo nie jest prostsza od napisania własnej kompozycji.

Paulina Biegaj

Tags:

You Might also Like

Dodaj komentarz