LOADING

Type to search

Pasjonująca relikwia Pasji część II -datowanie radiowęglowe.

O. K. 30 marca 2013
Share

W 1988 roku, trzy laboratoria, w Tuscon w Arizonie, w Zurychu w Szwajcarii, oraz w Oksfordzie w Wielkiej Brytanii przeprowadziły datowanie radiowęglowe próbek pobranych z rogu Całunu Turyńskiego. Podany wynik zaszokował świat: podano że wyniki wskazały z 95 % prawdopodobieństwem że Całun Turyński powstał pomiędzy 1260-1390 rokiem naszej ery. W cieniu zainteresowania tym testem kryły się inne rezultaty badań radiowęglowych. I tak mało kto wie, że oprócz oficjalnych datowań przeprowadzono (tak naprawdę to ściśle wg przepisów, nielegalnie), drugie datowanie, jednej z nici pobranych podczas badań nad Całunem z 1973 roku. Wyniki okazały się następujące: jeden koniec nici pochodzi z około 200 roku naszej ery, a drugi z około 1000…

Mało kto też wie o tym, że istnieją również inne relikwie Pasji Jezusa, i one również zostały radiodatowane. Chusta (Sudarium) z Oviedo (mieście w Asturii, na północy Hiszpanii), o której domniemywa się że została użyta do okrycia twarzy Jezusa, gdy skonał On na krzyżu, również została radiodatowana, przez dwa laboratoria, w Tuscon i w Toronto w Kanadzie. Podano ze laboratoria określiły wiek powstania chusty na okres pomiędzy 540 a 869 rokiem naszej ery. Również Tunika z Argenteuil pod Paryżem, w którą Jezus miał być ubrany, gdy niósł krzyż na Golgotę, została radiodatowana i to aż dwukrotnie. Za pierwszym razem przedział dat wynosił 530-650, za drugim razem 670-880.

Dla racjonalistów, wojujących ateistów i podobnych dziwadeł była to woda na młyn. Cieszyli się jak dzieci że mogą kpić sobie z wierzących, ufających że te relikwie należały do Jezusa. Cieszyli się że wreszcie mają argument przeciwko ich autentyczności (tak, tak -datowania radiowęglowe to JEDYNY rozsądny argument jaki przeciwnicy tychże relikwii potrafią wytoczyć przeciw ich autentyczności). Niepodważalny dowód że wszystko to jest wielkim oszustwem.

Niepodważalny? I kto, lub co, kogo oszukuje? Przekonajmy się.

Wypada tu pokrótce opisać na czym polega datowanie radiowęglowe, dla tych którzy tego jeszcze nie wiedzą bądź nie rozumieją. Otóż wszystkie materiały organiczne zawierają węgiel, który występuje w przyrodzie w trzech izotopach: trwałego węgla C12 (ok. 98,9 %), trwałego C13 (blisko 1,1 %) i nietrwałego C14 (stężenie rzędu 10-10%) który powstaje w górnych warstwach atmosfery z azotu pod wpływem promieniowania kosmicznego. Obieg węgla w przyrodzie sprawia że stosunek izotopu węgla C14 do C12 jest w żyjącym organizmie mniej więcej stały. Po śmierci jednak węgiel C14 nie jest uzupełniany i jego ilość się zmniejsza zgodnie z uniwersalnym prawem rozpadu. Badając stosunek ilości izotopu C14 do C12 można zatem obliczyć szacunkowy czas od śmierci danego organizmu

Jak wiadomo rozpad jąder promieniotwórczych C-14 opisywane jest przez uniwersalne prawo rozpadu. Bierze się ono jako rozwiązanie problemu matematycznego: mianowicie jeśli mamy liczbę N0 czegoś co wiemy że rozpada się z czasem (i że ilość rozpadów nie zależy od czasu, za to jest proporcjonalna do ilości tego czegoś) to jaką liczbę N tego czegoś będziemy mieli po czasie t? Mamy zatem proste równanie różniczkowe:

dN(t)/dt =-aN(t)

z warunkiem początkowym N(0) = N0 , rozwiązaniem jest prawo rozpadu:

N(t)=N0 exp[-at]

Gdzie, w naszym przypadku, N0 oznacza początkową liczbę jąder promieniotwórczych, t jest czasem wyrażonym w latach, zaś a =1/8270 lat jest stałą rozpadu, będącą odwrotnością czasu połowicznego rozpadu (ok. 5730 lat) pomnożoną przez logarytm naturalny z dwóch. Jednak jest to tak naprawdę wyłącznie zależność statystyczna, ze względu na ukryte założenie o którym jeszcze nie powiedziałem. Mianowicie tempo rozpadu określa nie ilość rozpadów zachodzących w danej chwili, lecz wartość oczekiwaną ilości rozpadów. Czyli mówiąc potocznie średnią –natomiast ilość rozpadów w danym momencie może być większa, albo mniejsza niż średnia. Co za tym idzie również N(t) określa tak naprawdę wartość oczekiwaną, opisywaną przez rozkład Poissona (dla dużej ilości zmierzonych rozpadów zbliża się on do rozkładu Gaussa). Natomiast realnie zmierzona liczba, powiedzmy atomów węgla C-14, będzie zazwyczaj różnić się mniej lub bardziej od N(t). Czyli wiek badanej próbki nie będzie, wbrew powszechnemu błędnemu mniemaniu, określony dokładnie, tak naprawdę każdy wynik jest możliwy, tylko z odpowiednim prawdopodobieństwem. Daty które podawałem wcześniej są datami granicznymi takiego przedziału który ma dwie cechy: jest możliwie symetryczny wokół wartości średniej (w przypadku wyników przed kalibracją, kalibracja dat radiowęglowych może zaburzyć nieco symetrię wyników) i istnieje 95 % szans (poziom ufności) że poprawna data się w nim zawiera –ale przy jeszcze jednym milczącym założeniu, mianowicie że próbka jest jednorodna, tzn. zawiera węgiel od organizmów które poniosły śmierć w jednym określonym roku, a nie jest na przykład mieszanką próbek organicznych powstałych w kilku różnych momentach.

Po tym wstepie warto przyjrzeć się jak ma się to do datowań naszych relikwii. Zacznijmy od Tuniki z Argenteuil.

15 października 2003 roku Tunikę przeniesiono do mieszkania podprefekta Argenteuil Jean Pierre Maurice (publikującego pod pseudonimem Jean-Maurice Devals), gdzie wycięto z niej dwa fragmenty, S1 i S2, które podzielono na pół. Połówki oznaczone jako S1a i S2a o wadze odpowiednio 218,63 mg i 382,03 mg zostały wysłane do laboratorium w Saclay w celu radiodatowania, drugie połówki pozostawiając jako rezerwę. Podczas radiodatowania wykorzystano fragment próbki S1a o masie 41,3 mg, oraz S2a o masie 31,32 mg. Aby uniknąć zanieczyszczeń posłużono się oczyszczaniem kwas-zasada-kwas, w ten sposób używając substancji żrących chciano się pozbyć wszelkich naniesionych później na próbki osadów. Po tej obróbce masy próbek wynosiły odpowiednio 14,8 mg i 13,38 mg (co oznacza utratę masy rzędu 64 i 57%). Tak obrobione próbki poddano radiodatowaniu, po uzgodnieniu wyników, określono okres powstania próbek jako mieszczący się pomiędzy 530 a 650 rokiem (średnia 590 rok) na poziomie ufności 95,4% (równej zakresowi dwóch odchyleń standardowych, czyli potocznie 2 sigma). Ale naukowcy, badający Tunikę, nie dali za wygraną i wysłali fragment próbki S2a do prywatnej spółki Archèolabs wykonującej datowania radiowęglowe na zlecenie. Poddano go podobnej procedurze co w Saclay, mianowicie oczyszczaniu kwas zasada-kwas, które zredukowało jej masę z 20 mg do 6,3 mg (utrata rzędu 68,5%). Zakres dat na poziomie ufności 95,4% mieścił się w przedziale miedzy 670 a 880 rokiem, średnia to 775 rok.Odchylenie standardowe jest blisko dwa razy większe niż w przypadku Saclay, ale tego należało się spodziewać, jako że próbka jest cztery razy mniejsza niż suma próbek wysłanych do Saclay (ilość zarejestrowanych atomów węgla C-14, którą przyjmujemy za wartość oczekiwaną, jest wprost proporcjonalna do masy próbki i jest opisywana rozkładem Poissona, który ma tę własność, że odchylenie standardowe jest pierwiastkiem z wartości oczekiwanej).

Jak wspominałem na poziomie ufności rzędu 95% (2 sigma) tzw. przedziały ufności wynoszą 530-650 (Saclay) i 670-880 (Archèolabs). Jak łatwo zauważyć przedziały te się nie pokrywają. Ale już na poziomie ufności rzędu 99 % (3 sigma), przedziały te zawierałyby się koło dat 470-710 i 565-985. Czyli łatwo można oszacować że istnieje około 2% szansa że poprawna data dla datowania wykonanego przez Saclay zawiera się w przedziale lat wyznaczonych przez Archèolabs na poziomie ufności 95 %. Podobnie istnieje blisko 2 % szansa że poprawna data dla datowania przez Archèolabs zawiera się w 95 % przedziale ufności wyznaczonym przez Saclay. I komu tu wierzyć…?

Być może żadnemu z tych dwóch laboratoriów. Bo być może musimy wyrzucić założenie że próbka jest jednorodna. Ponieważ proces rozpadu jąder izotopu C14 jest procesem probabilistycznym, zatem ilość zmierzonych atomów węgla C14, a co za tym idzie szacowany wiek próbki podlega prawom statystyki. Hipoteza że próbki pobrane do datowania pochodzą z jednolitej tkaniny, powstałej w okresie na który wskazuje uśredniony wynik pomiarów, jest tylko hipotezą statyczną, którą należy przetestować za pomocą specjalnych testów statystycznych badających rozkład kolejnych pomiarów. Testy te ustalają czy na danym poziomie istotności (wartości prawdopodobieństwa że przy negatywnym wyniku testu odrzucimy hipotezę prawdziwą) należy hipotezę przyjąć czy odrzucić. Hipotezą alternatywną może być na przykład to że taki a nie inny wynik datowania pochodzi z uśrednienia dwóch, trzech lub więcej próbek o takim a takim wieku i o takich czy innych stosunkach mas (na przykład cześć próbki pochodzi z I wieku a część z XVI – uśrednione wyniki wskazują na wiek XIV). Aby dostać wskazówkę czy tak należy zrobić, trzeba by wykonać całą serię testów statystycznych badających rozkład otrzymanych wyników, i czy mamy prawo odrzucić założenie o jednorodności próbki dla hipotezy że próbka tak naprawdę jest sumą dwóch/trzech/jeszcze więcej ilości próbek o takim a takim wieku, występujących w takich a takich proporcjach, wg takiego czy innego testu, o takiej czy innej mocy, na takim czy innym poziomie istotności. A i wtedy będzie to tylko wskazówka (mocna lub słaba), ostateczną decyzję musimy podjąć sami. Statystyka nigdy nie powie prawdy absolutnej. Powie tylko czy taki czy inny wynik przy takiej czy innej hipotezie jest prawdopodobny czy nie…

Przejdźmy teraz do Sudarium z Oviedo. Wykonano badania metodą węgla C-14 na próbkach pochodzących z Sudarium z Oviedo. Nieoficjalne badania… A co za tym idzie, tak naprawdę nie do końca wiadomo co, kiedy i jak zbadano. Po świecie krążą różne wersje opowieści o tym, jak to z datowaniem Sudarium było. Historia zaczyna się od tego że w 1991 roku, na seminarium w Barcelonie poświęconym Całunowi Turyńskiemu, Mario Moroni podał że datowanie Sudarium dało wyniki pomiędzy pierwszym a siódmym wiekiem naszej ery. Później, w 1994 roku na I Międzynarodowym Kongresie na temat Sudarium z Oviedo, podano że Moroni, na zlecenie znanego badacza Całunu Turyńskiego Pierluigi Baima Bollone, wysłał do dwóch laboratoriów w Tuscon i Toronto próbki pobrane przez szwajcarskiego palinologa Maxa Frei podczas jego wizyty w Oviedo w 1979. Podano że laboratoria określiły datę pochodzenia Sudarium na okres między 653 a 786 rokiem (Toronto), oraz między 642 a 869 (Tuscon), lub też (inna wersja) między 642 a 769 (Tuscon), w obu przypadkach na poziomie ufności 95%. Najbardziej prawdopodobny przedział mieści się między 679 a 710 rokiem. Michael Hesemann podaje jeszcze nieco inną wersję, mianowicie pomiędzy 540 a 869 rokiem. Baima Bollone wyraził opinię że wyniki te trudno zinterpretować, jako że były przeprowadzone na zanieczyszczonych próbkach trzymanych w niewiadomo jakich warunkach, i tak naprawdę nie mają większego znaczenia. Nie opublikowano ich, o ile wiem, w żadnym fachowym czasopiśmie. Historyk, znany badacz relikwii, Mark Guscin usiłował drążyć dalej temat i wyjaśnić sprawę. Która gmatwała się coraz bardziej. Przedstawiciel laboratorium w Tuscon A.J.T. Jull stwierdził że laboratorium otrzymało resztki lnianych próbek o niewiadomym pochodzeniu. Z kolei Paul Damon, kierownik laboratorium w Tuscon odpisał Guscinowi że próbki zostały dostarczone w postaci gazowej (dwutlenek węgla) w nieszczelnych ampułkach – co umożliwiało wymianę gazów z otoczeniem (czyli oczywiście wiarygodność wyników jest zerowa)…

I wracamy do Całunu Turyńskiego. Według artykułu z Nature, opisujacego wyniki prac, datowanie radiowęglowe wykazało że Całun Turyński powstał pomiędzy 1260 a 1390 rokiem z 95% prawdopodobieństwem. Jednak analizy statystyczne, przeprowadzone na opublikowanych wynikach, wskazują że próbki pobrane do datowania były niejednorodne pod względem składu izotopowego. Okazało się na przykład że autorzy artykułu m.in. tak dobrali parametry jednego z testów statystycznych (zwanego testem Chi-kwadrat) że ich pomiary ledwo zdołały go przejść. Gdyby dobrali nieco inne parametry, lub zastosowali inne metody statystyczne, jasne by było że wyniki te najprawdopodobniej przekłamują rzeczywistość, że próbka poddana datowaniu była mieszaniną starego i młodego materiału.

Zapytajmy się o przyczyny takiego stanu rzeczy, skąd na wszystkich trzech obiektach mogło wziąć się skażenie? Wysunięto wiele teorii, z których najbardziej prawdopodobną wydaje się hipoteza naprawy fragmentu Całunu, z którego pobrano próbki w wieku XVI. Została ona poparta badaniami przeprowadzonymi przez Josepha Marino i Sue Benford których wyniki potwierdziły badania Raya Rogersa. Co prawda niektórzy uczeni (również tacy którzy podważają wyniki datowania radiowęglowego) próbują kwestionować teorię naprawy tego fragmentu płótna, jednak póki co, moim zdaniem nikt nie potrafił w prostszy i bardziej przekonujący sposób wyjaśnić niezgodności między wynikami datowania radiowęglowego a wynikami innych badań. Już sam fakt, że średnia gęstość tkaniny Całunu Turyńskiego wynosi 23 mg/cm^2, a gęstość badanych próbek wynosiła pomiędzy 37 a 43 mg/cm^2 powinien dawać do myślenia.

Jak przeprowadzano radiodatowanie Sudarium z Oviedo i Tuniki z Argenteuil już opowiadałem. Teraz opowiem o tym skąd przypuszczalnie mogło się wziąć zanieczyszczenie. Oba datowania mają ze sobą wiele wspólnego. Datowanie radiowęglowe obu tkanin wyznaczyło ich czas powstania na około VII wiek. Ale jest więcej cech wspólnych. Obie tkaniny są bardzo zanieczyszczone: na Sudarium np. znaleziono ślady wosku ze świec, żywicy z kadzideł, farby którą malowano ramę w której jest umieszczone, resztki materiałów wybuchowych i ślady szminki zostawione przez jakąś kobietę, która całowała Sudarium. Fajnie, tylko jest jeden szczegół. Uważa się że Sudarium prawie cały okres od roku 614 do 1765 przeleżało zamknięte w Świętej Skrzyni, gdzie jest przechowywane. Zatem zanieczyszczenia mogły powstać w dwóch okresach, albo przed 614 rokiem, kiedy przypuszczalnie ukrywano je w jaskiniach nad Morzem Martwym, albo po 1765 roku. Zanieczyszczenia sprzed 614 roku nie mogły oczywiście przesunąć daty radiowęglowej na okolice roku 700 naszej ery (pójdźmy racjonalistom na rękę i przyjmijmy że laboratoria w Tuscon i Toronto datowały materiał pochodzący z Sudarium, a nie powietrze), materiał musi być późniejszy. A co działo się po 1765 roku?

Podczas krwawej rewolucji w Asturii w 1934 lewaccy terroryści usiłowali zniszczyć katedrę w Oviedo. W nocy z 11 na 12 października podłożyli bombę w krypcie św. Leokadii, znajdującej się bezpośrednio pod Świętą Komnatą gdzie przechowuje się Sudarium. Efekty były przerażające. Święta Komnata została obrócona w gruzy, a Święta Skrzynia poszła w drzazgi. Na nieszczęście dla wojujących ateistów, Sudarium z Oviedo jakimś cudem ocalało praktycznie bez szwanku… Zachowało jednak pamiątkę po tym zdarzeniu, ślady materiałów wybuchowych zostały potem odkryte przez naukowców badających płótno. Wkrótce Święta Komnatę odbudowano przy wydatnym wsparciu samego Franco. Odnowiono również Świętą Skrzynię.

Oprócz zamachów bombowych, pokazy odbywały się dość regularnie. Anglik Richard Ford opisał w 1845 roku wystawienia. W tym czasie Hiszpania była zapyziałą dziurą na mapie Europy. Relikwię wystawiano na niewielkim balkonie pozwalając chłopom ją dotykać, przynosili oni bochenki chleba, różańce i różne inne przedmioty, wierząc że poprzez dotknięcie nimi Sudarium, uzyskają one jakieś nadnaturalne, magiczne moce.[ Oznacza to że Sudarium miało do czynienia z ludźmi którzy nie zawsze mieli czyste ręce (w sensie dosłownym).

Jeśli chodzi o Tunikę z Argenteuil, można znaleźć wiarygodną przyczynę takich a nie innych wyników. Okazuje się nie jest to wcale specjalnie trudne. Można podać wiele całkiem możliwych hipotez. Marion i Lucotte, dwaj naukowcy badający Tunikę, podali jedną. Mianowicie chodzi o to, że wełna jest rodzajem włókna które bardzo dobrze wchłania wodę, a zarazem substancje w niej rozpuszczone, w tym węglan wapnia (który rozpuszczony w wodzie, wymienia węgiel z dwutlenkiem węgla z powietrza). Marion i Lucotte za pomocą fluorymetrii rentgenowskiej wykazali że w Tunice z Argenteuil jest znaczna ilość wapnia pochodzącego z zanieczyszczeń. Co prawda oczyszczanie metodą kwas-zasada-kwas teoretycznie powinno usunąć zanieczyszczenia, ale Marion i Lucotte zrobili doświadczenie oczyszczając kilka włókien metodą kwas-zasada-kwas, okazało się że po tej operacji pozostało jeszcze około 1/3 relatywnej zawartości wapnia we włóknach (oczywiście oprócz niemającego wpływu na wynik radiodatowania wapnia pozostał także pochodzący z węglanu wapnia węgiel).

A skąd się ten węglan wapnia wziął? Łatwo to sobie wyobrazić. Podczas Rewolucji Francuskiej opat Ozet zakopał największe fragmenty Tuniki w ogrodzie. Zapewne nie zakopał ich ot tak po prostu bez ochrony (bo po paru miesiącach najdalej, nic z Tuniki by nie pozostało), tylko w jakimś opakowaniu, ale czy to opakowanie było na pewno szczelne? W czasie gdy opat Ozet przez dwa lata siedział w lochach pewnie niejeden deszczyk napadał… Marion i Lucotte zwracają też uwagę na jeszcze jeden fakt, mianowicie w dwudziestym wieku Tunikę nieopatrznie spryskano DDT, organicznym środkiem owadobójczym, żeby zabezpieczyć ją przed roztoczami, molami i innym robactwem (choć moim zdaniem takie zanieczyszczenie przesuwałoby raczej datę wstecz, jako że do produkcji DDT wykorzystuje się m.in. benzen, uzyskiwany z paliw kopalnych). W takiej sytuacji można się zapytać w ogóle o sens radiodatowania (no chyba że trochę węglanu wapnia, trochę DDT i wszystko się wyrówna)… Jak to mówią Anglosasi: garbage in, garbage out.

Czy można znaleźć jeszcze inne argumenty podważające wyniki datowań radiowęglowych tychże relikwii? Można. Raport z III Międzynarodowego Kongresu Odnośnie Studiów nad Całunem Turyńskim stwierdza następujące korespondencje między Sudarium a Całunem: rozmiar i położenie plam na Sudarium utworzonych wokół charakterystycznych punktów twarzy (nosa, policzków, brody itp.) zgadza się z odpowiednimi obszarami twarzy na Całunie Turyńskim i plamy krwi wyciekłej za życia są te same na obu płótnach (z wyjątkiem charakterystycznego śladu w kształcie litery epsilon na Całunie Turyńskim –przypuszczalnie Sudarium z jakichś powodów w tym miejscu nie stykało się z twarzą[49], lub też ślad ów był na tyle zaschnięty że w czasie stosunkowo krótkiego czasu stykania się z Sudarium nie zdążył się odbić, podczas gdy dłuższy kontakt z płótnem Całunu pozwolił na uzyskanie odbicia –koniec tej plamy został odnaleziony na odpowiednim miejscu na Sudarium[50]), nie mówiąc już o tej samej grupie krwi (AB). Raport stwierdza:

„Moglibyśmy zadać następujące pytanie –jakie jest prawdopodobieństwo że dwa zbiory plam utworzonych losowo, w różnym czasie, na różnych ciałach, mogą odpowiadać sobie do takiego stopnia na płaskiej powierzchni? Chociaż nie znamy na razie odpowiedzi na to pytanie, jest jasne że prawdopodobieństwo to jest niezwykle małe. Jeśli dodamy do tego uwarunkowania fizyczne (czas i mechanizmy formowania się plam) i historyczne, pozostaje nam tylko jedna możliwa odpowiedź –wszystko wydaje się wskazywać że oba płótna okrywały to samo ciało, i że było to ciało Jezusa z Nazaretu, Żyda ukrzyżowanego na rozkaz rzymskiego gubernatora Poncjusza Piłata 3 kwietnia 33 roku (lub 7 kwietnia 30 roku) w południe czasu lokalnego, w miejscu zwanym Golgota.

W przypadku Tuniki z Argenteuil badania materiałowe na próbkach pobranych w 2003 roku wykazały że Tunika utkana jest z owczej wełny, splotem Z stosowanym na początku naszej ery w Lewancie. Włókna przed tkaniem zabarwiono na ciemno czerwono marzanną, jako zaprawy użyto ałunu. Badania pyłków roślin pobranych w tym samym roku pozwoliły na identyfikację 115 pochodzących z 18 gatunków. Trzy z nich pochodzą przypuszczalnie z Europy, a z pośród piętnastu pozostałych 6 znajduje się także na liście Maxa Frei zidentyfikowanych pyłków na Całunie Turyńskim, a 7 zidentyfikowano na Sudarium z Oviedo. Dwa gatunki (Pistacia palestina i Tamarix hampeana) występują na wszystkich trzech tkaninach i rosną w Palestynie.

Badania mikroskopowe na próbkach wykazały że „Tunika z Argenteuil jest dosłownie pokryta krwią” nawet w miejscach gdzie plam krwi nie widać gołym okiem. Grupa krwi jest również grupą krwi AB Obserwacje mikroskopowe pozwoliły na wykrycie licznych erytrocytów (czerwonych krwinek), wiele z nich jest zdeformowanych (co wskazuje na traumatyczne przeżycia danej osoby), są one również o ok. 1/3 mniejsze niż świeże krwinki w wyniku postępującej w czasie dehydracji. Dobre zakonserwowanie krwi przypuszczalnie wiąże się z obecnością soli (występującej w pocie), której liczne kryształki znaleziono na Tunice.[95] Co jednak mnie wydaje się najciekawsze, znaleziono również erytrocyty przyczepione do kryształków mocznika, będącego składnikiem potu. Budzi to jawne skojarzenia z „krwawym potem”, rzadką przypadłością nazywaną hematohydrozją, występującą głównie u osób młodych w traumatycznych przeżyciach. W Ewangelii Łukasza znajduje się opis jak Jezus modląc się w Ogrójcu pocił się krwią.

W latach 1997-98 Andrè Marion stworzył komputerowy model odkształceń Tuniki przy założeniu że była noszona przez Człowieka z Całunu Turyńskiego podczas drogi krzyżowej. W tym celu przeprowadzał doświadczenia z ochotnikiem, który, ubrany w analogiczną tunikę, niósł belkę poprzeczną oraz cały krzyż. Okazało się że, wbrew popularnemu mitowi mówiącemu że skazańcy nosili tylko belkę poziomą, bardziej prawdopodobne jest że skazańcy nosili cały krzyż, tak jak pokazują to tradycyjne przedstawienia.
Następnie Marion, na podstawie uzyskanego modelu, oraz zdjęć tylnej części Tuniki, porównał rozmieszczenie największych plam krwi na Tunice i rozmieszczenie ran na tylnym wizerunku z Całunu Turyńskiego. Udało mu się uzyskać zbieżność pomiędzy 9 obszarami ran na Całunie i 9 głównymi plamami na Tunice. Oznacza to że hipoteza że Człowiek z Całunu nosił także Tunikę z Argenteuil jest jak najbardziej uzasadniona, natomiast hipoteza przeciwna (że tkaniny należały do dwóch różnych osób) jest niezwykle mało prawdopodobna (choć trudno oszacować to prawdopodobieństwo).[100] Trudno sobie wyobrazić by dwóch różnych skazańców miało rany od biczów dokładnie w tych samych miejscach.

Ale skoncentrujmy się na radiodatowaniu. Jak mieliśmy okazje się przekonać tego typu pomiary nie były wykonywane tylko raz, ale wiele razy, 1 raz na Sudarium z Oviedo, 2 razy na Tunice z Argenteuil, 2 razy na Całunie Turyńskim. A jeśli rozbijemy to na wszystkie próbki i poszczególne datowania, okazuje się że wykonywaliśmy ich tak naprawdę z kilkanaście, a ze względu na powiązania między wszystkimi tymi trzema obiektami możemy je (w sensie statystycznym oczywiście) traktować jak datowanie tego samego obiektu. Rozrzut wyników jest potworny, jedne badania wskazują na XIV wiek, inne na XIII, na XI, na VIII, na VII, na VI, albo na II wiek. Który z tych wyników jest poprawny?

A może jednak I wiek naszej ery, natomiast wszystkie te rozbieżności wynikają z przeróżnych zanieczyszczeń i późniejszych napraw, których znaczenie zostało po prostu zlekceważone?

Jak pokazałem, datowanie radiowęglowe, bez dokładnej znajomości fizycznych i chemicznych własności tkaniny którą datujemy, jest pozbawione sensu. Niemniej jednak w latach 80-tych, podczas przygotowań do datowania Całunu Turyńskiego, lobby radiowęglowe zrobiło właściwie wszystko, byle tylko nie dopuścić do szerzej zakrojonego programu badań nad Całunem Turyńskim. Wokół wyników i okoliczności datowań narosło wiele wątpliwości, a informacje udzielane o metodach użytych są bardzo skąpe, czy nawet wręcz sprzeczne ze sobą.

Sugestie by Całun poddać datowaniu radiowęglowemu wysuwano niemal od samych początków stosowania tej metody. Jednak dopiero opracowanie akceleratorowej spektrometrii masowej (AMS) pozwoliło realnie rozważyć możliwość datowania radiowęglowego Całunu, poprzez ograniczenie masy niezbędnych próbek do kilkudziesięciu mg. Po badaniach grupy STURP z 1978 pozycja zwolenników autentyczności Całunu Turyńskiego była mocniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Planowano kolejne badania, w zakres których miało wchodzić również datowanie radiowęglowe. Wtedy jednak zaczął się cały szereg gorszących wydarzeń.Pierwotny plan wykonania kompleksowych badań i wykonania radiodatowania przez 7 niezależnych laboratoriów na podstawie próbek pobranych z różnych miejsc na Całunie przez ekspertkę od wyrobów tkackich dr Mechthild Flury-Lemberg, zostaje pod naciskami lobby radiowęglowego odrzucony (wraz z proponowaną ekspertką). Naukowcy STURP zostają niemal szantażem odsunięci od badań nad Całunem. Kontrolę nad badaniami miały sprawować trzy instytucje British Museum, Papieska Akademia Nauk i Arcybiskupstwo w Turynie –ale się okazało że „pełnię władzy” zdobyło British Museum reprezentowane przez dr Michaela Tite. Ostatecznie dochodzi do wyboru trzech laboratoriów w Zurychu Oksfordzie i Tuscon. Wg ustalonego protokołu działań badania miały być prowadzone na ślepo (laboratoria nie miały wiedzieć czy datują fragment Całunu czy którąś z próbek kontrolnych) w tym samym czasie i bez wzajemnej konsultacji między naukowcami. I oczywiście ani słówka do mediów przed oficjalnym ogłoszeniem wyników. Żaden z tychże warunków nie został później spełniony.

Próbki pobrano 21 kwietnia 1988 roku nad ranem. Pomimo iż całe zdarzenie było filmowane, pojawiły się później różne wersje wydarzeń tego co się wówczas działo. Napędzało to później podejrzenia wokół całego przeprowadzonego badania.
Jak się okazało, aż do ostatniej chwili nikt nie określił sprawy absolutnie podstawowej –miejsca pobrania próbek. Po dłuższych konsultacjach profesor Giovanni Riggi odciął kawałek z rogu całunu (uważanego za najbardziej skażone i najmniej odpowiednie miejsce do pobrania próbek na Całunie) o wymiarach około 8,6 na 1,6 cm.Ważył on około 300 mg, a następnie został przecięty na dwie części o wadze około 150 mg. Jedna część została podzielona na cztery mniejsze części, z których dwie zostały wysłane do Arizony, jedna do Szwajcarii a ostatnia do Anglii. Druga połówka pozostała, jako zapas do ewentualnego powtórzenia datowania. Tu trzeba zaznaczyć, że istnieją co najmniej trzy różne wersje odnośnie rozmiarów i wagi poszczególnych próbek. Partactwo godne kiepskich studentów pierwszego roku na zajęciach laboratoryjnych

W trakcie badań notorycznie dochodziło do przecieków do mediów, szczególnie w Wielkiej Brytanii, informacji sugerujących średniowieczny wynik badania. Ostateczne wyniki ogłoszono na konferencji prasowej w Turynie 13 października 1988 roku. Dzień później Michael Tite zorganizował w Londynie swoją własną konferencję prasową, podczas której na tle wypisanych na tablicy z wykrzyknikiem dat 1260-1390 karboniści chełpili się tym że „obalili” autentyczność Całunu. A już następnego dnia niejaki David Sox publikuje książkę „The Shroud Unmasked”, w której stara się obalić autentyczność Całunu, odwołując się m.in. do wyników badań radiowęglowych (których to nie powinien znać w momencie pisania swego dzieła).

Dociekliwy Czytelnik pewnie już zadaje sobie pytanie: a co z zapasową połówką próbki? Przecież można by na niej powtórzyć radiodatowanie, przedtem badając czy nie została ona naprawiana lub w inny sposób skażona!

Ano nic… Nikt tak naprawdę nie ma pojęcia gdzie jest, i co się stało z druga próbką. Co za tym idzie, weryfikacja otrzymanych wyników jest znacznie utrudniona…

Choć daleki jestem od dawania wiary teoriom spiskowym (typu że nikt nigdy żadnych badań nie przeprowadzał, a pracownicy laboratoriów fałszują wyniki wpisując po prostu daty najwcześniejszego historycznego odnotowania danej relikwii), to jednak trudno pozbyć się podejrzeń, czytając doniesienia o tym że grupa 45 anonimowych biznesmenów złożyła się na łączną kwotę miliona funtów dla laboratorium w Oksfordzie jako „podziękowanie” za taki a nie inny wynik datowania Całunu, oraz o śmierci w niejasnych okolicznościach 4 czerwca 1989 roku Timothy W. Linicka, jednego z autorów artykułu w Nature opisującego datowanie radiowęglowe Całunu (nie wiadomo jednak czy zgon i datowanie miały ze sobą cokolwiek wspólnego). Udowodnienie że podczas radiodatowania Całunu doszło do przekrętów wydaje się niemożliwe, ale nie sposób nie odnieść wrażenia że jego przygotowanie i przeprowadzenie przypominało iście działalność mafijną. I tu tkwi wręcz iście szatański wybieg zwolenników rezultatów datacji C-14: każdy kto zwraca uwagę na dziwne okoliczności towarzyszące operacji z miejsca może być wrzucony do szufladki z napisem „oszołomy”, „zwolennicy teorii spiskowych”, „maniacy religijni” czy o podobnej nazwie. Specjaliści od datowania radiowęglowego mają być jak żona Cezara. A krytyka ściśle naukowa jest utrudniona bo nigdy nie ujawniono dokładnych szczegółowych sprawozdań z operacji…

Enigma Całunu Turyńskiego pozostała nierozwiązana… C.D.N.

Wykorzystałem fragmenty moich artykułów "Znienawidzona tkanina i jej wrogowie. Czy Całun Turyński należy uznać za fałszerstwo?" i W potrzasku bredni. Prawdy i półprawdy na temat poplamionych krwią relikwii pasyjnych, zamieszczone na portalu Trynitarianie: http://www.trinitarians.info/index.htm Zapraszam również do dyskusji na forum SFiNiA, prowadzone przez Jarosława Dąbrowskiego: http://www.sfinia.fora.pl/katolicyzm,7/calun-turynski-jednak-prawdziwy,6001.html

Następny artykuł

Dodaj komentarz