Ze stołu znikają  kanapki, butelki z wodą, owoce. Jeden, dwa, trzy… Cześć! Z Bogiem! Powodzenia! Trzaskają kolejny raz drzwi (chyba trochę za mocno jak na uszy sąsiadów). W domu zapada cisza. Zbieram z kuchennego stołu okruchy ze śniadania. Na czystym blacie kładę … Biblię. Czas wejść w ten dzień przez Złotą Bramę. Kluczem jest Słowo. Jakie dzisiaj?

 

„Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim dwunastu oraz kilka kobiet, które zostały uwolnione od złych duchów i od chorób: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów, Joanna, żona Chuzy, rządcy Heroda, Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ( udzielając) ze swego mienia.”Łk 8.1-3
Joanna, żona Chuzy… Joanna, żona… Joanna… Te słowa odbijają się echem w mojej głowie. Jakby, wymieniona z imienia kobieta, chciała dzisiaj, po dwóch tysiącach lat, coś powiedzieć . Była na pewno kimś niezwykłym. Pochodziła z wysokiego rodu. Jej mąż Chuza zarządzał domem Heroda Antypasa. Joanna miała znaczącą pozycję w społeczeństwie. Oczywiście, nie należy tego rozumieć w kategoriach naszych czasów. W tamtej kulturze bowiem, kobieta właściwie przynależała do mężczyzny. Była ograniczone przez prawo, religię, obyczaje i tradycję. Znajdowała się na uboczu życia publicznego. Kobieta nie mogła nawet rozmawiać na ulicy z mężczyzną, też z własnym mężem. Królowała za to w domu.

A Joanna z tego domu… odeszła. I to na dodatek  z majątkiem. Miała pieniądze i postanowiła je wydawać na utrzymanie Nauczyciela i otaczających Go, niepracujących, młodych mężczyzn .”Usługiwała (udzielając) ze swego mienia”. Takie postępowanie kobiety nie mieściło się w ówczesnych standardach (w naszych czasach też budziłoby  nieprzychylne komentarze). Przecież Jezus, chodzący po Galilei, to nie był nasz słodki Jezus z milionów obrazków ale ktoś zupełnie nieznany. Osobnik niejednoznaczny, a nawet niebezpieczny. Prorok, uzdrowiciel a według niektórych – szarlatan. Joanna przekroczyła wiele zasad wyruszając z Nim na wędrówkę. Już jej stała, trwająca wiele dni, obecność w bezpośrednim otoczeniu Jezusa była czymś niedopuszczalnym. Słuchała nauki, którą Mistrz hojnie przekazywał swoim uczniów. A przecież, szanowany rabbi Eliezer grzmiał „Lepiej byłoby spalić wszystkie słowa Prawa niż włożyć je w ręce kobiety”! Niewiasty nie mogły studiować świętych ksiąg.

Dlaczego żona Chuzy ruszyła w tę włóczęgę  po bezdrożach galilejskich? Może, jak twierdzi lakonicznie Łukasz, należała do tych,”które zostały uwolnione od złych duchów i chorób”? Coś musiało  mocno dotknąć jej wnętrza, jakiejś bolesnej rany, która miała swoje źródło w fatalnym wydarzeniu w raju. Joanna  nie mówi o swoim powołaniu, nawróceniu. I chyba dobrze. Dzięki temu mogę uzupełnić jej historię moim życiem. Jedno jest jednak  pewne, dla wszystkich jej sióstr – „Jezus przychodzi, aby swą łaską uleczyć pęknięcia, wypełnić otchłanie, skutki grzechu pierworodnego zniekształcające obraz kobiety”(brat Efraim) [1]. To wspaniała wiadomość.

Spotkanie z  Mistrzem dało Joannie taką siłę, że potrafiła przeciwstawić się tradycji, obyczajom i prawu. Rewolucja  w sercu kobiety i konieczność wyruszenia w drogę za Wybawicielem. A co na to jej mąż ? Co na to teściowa? Inne, szlachetne matrony żydowskie? Rabini? Faryzeusze? Myślę, że Joanna musiała zapłacić, za pójście z Jezusem, wieloma upokorzeniami.

Historia jej  powtarza  się odtąd w każdym pokoleniu kobiet. Można śmiało przyjąć Joannę za patronkę  w sytuacjach, gdy  najbliżsi  nie rozumieją naszego chodzenia za Panem. Gdy próbujemy dbać o jedność małżeństwa i równocześnie o jedność z nieznanym dla małżonka Bogiem. Oczywiście, najlepsza patronka nic by nie pomogła, gdyby nie otwartość na  kobiety samego Jezusa. Rewolucja naszego Mistrza. Joanna i inne poszły za Nim. Odtąd, jak to stwierdził brat Efraim-„Dla apostołów, dla rodzącego się Kościoła, Opatrzność miała twarz kobiety”.

Ale to nie koniec historii żony Chuzy. Skrutując dalej tekst Łukasza, dochodzimy do tragicznych wydarzeń w Jerozolimie. Nauczyciel z Nazaretu staje przed Herodem Antypasem. Łukasz relacjonuje ich spotkanie:”Na widok Jezusa Herod bardzo się ucieszył. Od dawna bowiem chciał Go ujrzeć, ponieważ słyszał o Nim i spodziewał się,  że zobaczy jakiś znak, zdziałany przez Niego…”Łk 23.8-11 . Skąd u tetrarchy takie zainteresowanie skazańcem? Kto mu opowiadał o Jezusie,  o Jego cudach? Może Chuza, jego zarządca, wspomniał  o Nauczycielu, z  którym wędrowała jego żona. A może ona sama dzieliła się swoją fascynacją z innymi kobietami z otoczenia władcy? A kto tę rozmowę przekazał Łukaszowi? Niektórzy badacze twierdzą, że urzędnik rzymski i przyjaciel tetrarchy Manaen, który później został chrześcijaninem. Ja jednak, kobiecym uchem, słyszę tutaj głos Joanny.

Słowo prowadzi nas dalej. Pod krzyż. „Wszyscy Jego znajomi stali z daleka a również niewiasty, które Mu towarzyszyły od Galilei przypatrywały się temu.” Łk 23. 49. Była tam też Joanna. Dbała o Nauczyciela gdy żył, teraz  patrzyła na Jego śmierć. Chciała  oddać mu ostatnią posługę. Józef zdjął ciało  Jezusa z krzyża. Złożył w grobie.”Były przy tym niewiasty, które z Nim przyszły z Galilei. Obejrzały grób i w jaki sposób zostało złożone ciało Jezusa. Po powrocie przygotowały wonności i olejki lecz zgodnie z przykazaniem zachowały spoczynek w szabat”Łk.23.  55-56  Niewiasty, mimo bólu i lęku po stracie Nauczyciela, wiedziały, że trzeba wszystko wypełnić do końca.

Co przeżywały  kobiety oczekując całą dobę aby namaścić ciało Mistrza? To był chyba najsmutniejszy szabat w ich życiu. Jezus wszedł do odpoczynku Boga. One wyglądały świtu.

Nie wiedziałam, że Łukasz jeszcze raz wymieni żonę Chuzy z imienia. I ma to miejsce w najpiękniejszym (przynajmniej dla mnie) kontekście. Wraz z Joanną staniemy  w poranek dnia pierwszego przy grobie Jezusa. Wonności i olejki przygotowane. Kamień odsunięty od wejścia. Kobiety wchodzą do środka… Grób jest pusty, zaskoczenie i bezradność. A po chwili pojawiają się przed nimi jacyś mężczyźni.  Mają w sobie coś niezwykłego, co karze kobietom pochylić się aż do ziemi. -„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj, zmartwychwstał.” Najwspanialsze słowa jakie można usłyszeć! Jest w nich radość w najczystszej postaci. Ci w lśniących szatach musieli być samą energią, siłą i światłem. „Przypomnijcie sobie jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei: Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie. Wtedy przypomniały sobie Jego słowa.”Łk 24.5-8

Joannie też wszystko się przypomniało z tej galilejskiej wędrówki. I wszystkie rany niezrozumienia, upokorzeń i niesprawiedliwych sądów w jednej chwili zostały uleczone. O świcie dnia pierwszego układanka życia zalśniła fantastycznymi kolorami. Więc to wszystko miało sens. Więc to wszystko ma sens… -„Jest to niezwykłe-mówi brat Efraim-kobieta, która pierwsza zgrzeszyła jest również pierwszą, która została zbawiona, i to w sposób cudowny”.

Pamięć u żony Chuzy okazała się zbawienna. Ona przypomniała sobie słowa Nauczyciela o  zmartwychwstaniu. Niestety, apostołowie mieli problem z pamięcią. To o czym opowiadały Maria Magdalena, Joanna i Marta, matka Jakuba, uznali za „czczą gadaninę i nie dali im wiary”. Potrzebowali więcej czasu lub bardziej wiarygodnych świadków. Pierwsza ewangelizacja kobietom raczej nie wyszła. Myślę jednak, że nie załamały się tym niepowodzeniem.I tak przecież miały rację.

Dobrze, że Cię poznałam Joanno, żono Chuzy, rządcy Heroda. Twoja droga była piękna i …jakoś bardzo mi znajoma.

[1]Brat Efraim,”Jezus Żyd praktykujący”wydawnictwo iii Kraków 1994