LOADING

Type to search

Share

Nigdy nie spodziewałbym się takiego poruszenia. Nigdy nie przypuszczałbym, że może to wzbudzić takie kontrowersje. Do głowy by mi nie przyszło, że takie mogą być reakcje.
​​Cóż to takiego zaskakującego, poruszającego, kontrowersyjnego chodzi? O zakonnika w autobusie. 

Być może jest to przesada, i być może jest to pewnego rodzaju przewrażliwienie z mojej strony. Być może pierwszy akapit jest zupełnie niepotrzebny, ponieważ wcale nie było to takie poruszające, w ogóle nie wzbudzało to kontrowersji, a reakcje u ludzi są zwyczajne, jak u każdego.

people-feet-train-travellingI najpewniej zgodziłbym się z tym, ale jedna rzecz, jeden fakt, jedna twarz, którą zobaczyłem, przekonała mnie, że jednak pewnego marcowego popołudnia, w autobusie linii 9 w Szczecinku, doszło do „małej sensacji”: Oto wsiadł do autobusu marki Solaris młody mężczyzna, ubrany w jesienno-zimową kurtkę, bluzę z kapturem, oraz czarnym habitem z białą koloratką wystającą z kołnierza.

Rozmowy ucichły. Każdy, to spoglądał melancholijnie w okno, to wymieniał sobie porozumiewawcze spojrzenie. Niektórzy skusili się na lekki grymas, który był mieszanką uśmiechu, zakłopotania i zaskoczenia. Mogłem wyczytać na twarzach niektórych pasażerów takie lub podobne słowa: „Ksiądz? Tutaj, w autobusie?!”.

W tym momencie, któryś z czytelników może pomyśleć: przesada! Po prostu nikt nie spodziewał się księdza w autobusie, a melancholijne spoglądanie w okno i porozumiewawcze spojrzenia są na porządku dziennym. Po prostu nagle pojawił się nowy pasażer, który charakterystycznie wyglądał. Odpowiadam: Też tak bym pomyślał! Ale, jak już wspomniałem, jedna rzecz, pewien fakt, pewna twarz, jednak przekonała mnie, że to nie było zwykłe wydarzenie.

Tą rzeczą są oczy kobiety, tym faktem jest jej reakcja na mój widok, jej twarz powiedziała mi wszystko… ale po kolei.

Marcowe popołudnie. Chmury przesłaniają całe niebo czyniąc z niego bezkształtną szarą powłokę, która rozciąga się po całym krajobrazie. Zimny wiatr się uspokoił, ale co jakiś czas przypomina o swej potędze jaką okazywał tego dnia rano. Niemłoda kobieta, bardzo schludnie, choć skromnie ubrana, czeka na autobus. Tuli swój policzek do kożucha, którego kołnierz postawiła w celu ochrony przed zimnem. Autobus już przyjechał. Zatrzymuje się z charakterystycznym piskiem. Drzwi otwierają się gwałtownie z charakterystycznym syczeniem. Kobieta żwawo wchodzi do pojazdu, robi dwa kroki, pewne, zdecydowane. Patrzy pod nogi nie chcąc zahaczyć o próg, który przed chwilą przekroczyła. Jednocześnie sięga do kieszeni po bilet. Podnosi oczy w poszukiwaniu kasownika. I zamarła… Źrenice się jej rozszerzyły, otworzyły się jej usta. Kompletne zaskoczenie. Gwałtownie drgnęła, mimo, że autobus jeszcze nie ruszył. Nie zatrzymała się, ale jej tempo kroków się zmieniło, co dało się usłyszeć poprzez rytmikę stukotu obcasów o podłogę autobusu. Cóż się stało?

Zobaczyła młodego mężczyznę, ubranego w jesienno-zimową kurtkę, bluzę z kapturem, oraz czarny habit z białą koloratką wystającą z kołnierza. Nie powiedziała nic. Zamrugała tylko kilka razy, a następnie ruszyła w stronę kasownika. ZGRZYT. I usiadła. Tyłem do mnie, więc nie widziałem jej twarzy, tylko co jakiś czas się lekko pochylała na bok. Być może widziała mnie stojącego w jakimś odbiciu szyby, może w lustrze nad kierowcą?

Jaki wyciągam wniosek z tej historii?

Być może nie przestraszyłbym tej kobiety gdyby częściej widziała ona ludzi w habitach na ulicy. Być może za rzadko decyduje, że lepiej będzie zdjąć koloratkę i pójść do sklepu po np. chipsy „na cywila” (nie lubię tego określenia, ale po za „bezhabitowo” nic innego mi nie przychodzi do głowy). Być może nie potrzebnie wybieram się do miasta, czy do szkoły jadąc autem, skoro mógłbym piechotą w koloratce, tak by ludzie nie odwykli do widoku księdza w mieście.

A może przesadzam? Może nie jest wcale tak źle jak mi się wydaje? Przecież nie jest najważniejsze abym teraz dokądkolwiek idąc, miał na sobie strój zakonny! Z drugiej strony, nie chodzę do żadnych miejsc, w których miałbym się jej wstydzić, lub wywołać przez to jakieś zgorszenie… Chociaż nie wiadomo, bo przecież nie zawsze wypada, aby zakonnik zajadał się niezdrowymi chipsami w miejscu publicznym ;)

Kiedyś w kinie byłem na filmie Kryptonim U.N.C.L.E., gdzie po seansie spotkałem bardzo starego znajomego, który jedynie miał cień informacji o tym kim teraz jestem i czym się obecnie zajmuję. Byłem „bezhabitowo” więc zapytał mnie, co u mnie?, jak się żyje?, co porabiam?… A gdy odpowiedziałem, to zapytał się tonem udawanego oburzenia: To klerykom wolno chodzić na takie filmy?! Wtedy nie wiedziałem, że udawał i zrobiło mnie się po prostu głupio. Wydawało mnie się że nie robię nic złego, a tu gorszę starego znajomego.

Dylemat trwa. Za każdym razem, gdy wychodzę na kebaba, idę do kina, czy wybieram się na wycieczkę, zatrzymuję się na dłuższą chwilę i pytam samego siebie: Jak się ubrać?…

Tags:

Dodaj komentarz