LOADING

Type to search

Obudź Jezusa! (Mk 4, 35-41)

ks. Łukasz Czaniecki 22 czerwca 2015
Share

Kiedy pozwalamy Jezusowi spać, to nie dziwmy się, że ludzie zaczynają traktować nas jak eksponaty ze świata, który dawno przeminął. Obudź Jezusa! Tam, gdzie On dotyka się świata wszystko wiruje, burza ucisza pysk, wysiłek zamienia się w satysfakcję, niepewność w odwagę, zmartwiony wzrok w pełne zdumienia pytanie, które nadaje życiu smak: Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?

Ktoś kiedyś powiedział mi, że po śmierci jest inny świat. Że całe moje życie jest wędrówką, że warto się starać, warto wiosłować, warto płynąć mimo przeciwnego wiatru. Jednak poza słowami, poza niemal bajkową perspektywą, nie mam wiele. Nie widać brzegu, wiosłowanie męczy, burza się wzmaga, widzę wyraźnie, jak bardzo moje życie zależne jest od otoczenia, wystarczy silniejszy powiew historii, aby zdmuchnąć wszystko. Moje plany, marzenia i pogrzebać w głębinie cały wysiłek.

Apostołowie z burzą chcieli walczyć sami. Rosłe chłopy nie jeden raz siłowały się z falami zalewającymi pokład i wiatrem miotającym łodzią we wszystkie możliwe strony. Dopiero po czasie, kiedy sytuacja ich przerosła, zaczęli budzić Jezusa. Obudzić Jezusa. Bo On jest, przyszedł na świat, Słowo stało się ciałem, zamieszkało pośród nas i nigdy się z tego świata nie wyprowadziło. Tylko może stać się tak, że jest już zmęczony moim wymądrzaniem się, moimi planami naprawczymi świata, skomplikowanymi konstrukcjami myślowymi. Może widzi, że nic tu po Nim, więc cicho śpi. Żeby nie przeszkadzać.

To jest zadanie apostoła. Obudzić Jezusa. Jeśli dzisiaj w wielu miejscach Kościół tonie, to dlatego, że nie ma apostołów, biskupów, księży, świeckich, którzy budzą Jezusa w życiu swoim i innych. Bijemy się wtedy ze światem, walczymy i mocujemy się z przeciwnościami, powoli tracąc siły i zapał. Żegluga, która miała być przygodą życia, staje się uciążliwą próbą przetrwania. W tej sytuacji ciężko myśleć o nowych lądach, o odkrywaniu nowych ziem i wytaczaniu nowych szlaków. Spoglądamy tęsknie na port, z którego wyruszyliśmy, zaczynamy żyć wspomnieniami, kolejnymi rocznicami chrztu Polski i jubileuszami kapłańskich święceń, karmiąc się dawną chwałą. Nie płyniemy, w najlepszym wypadku dryfujemy. Wyjście jest tylko jedno: obudzić Jezusa. Bo to On ma moc zmieniać serca ludzi przez naszą posługę, przez nasze świadectwo, przez nasze słowo. Kiedy pozwalamy Mu spać, to nie dziwmy się, że ludzie zaczynają traktować nas jak eksponaty ze świata, który dawno przeminął. Obudź Jezusa! Tam, gdzie On dotyka się świata wszystko wiruje, burza ucisza pysk, wysiłek zamienia się w satysfakcję, niepewność w odwagę, zmartwiony wzrok w pełne zdumienia pytanie, które nadaje życiu smak: Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz