LOADING

Type to search

O przejściach

Kowalczyk 9 marca 2013
Share

Siedzę w domu, za kilka godzin czeka mnie kolejna przeprowadzka na inne miejsce.

I tak sobie myślę, że życie składa się z wielu przejść. Z jednego stanu do drugiego, z jednej sytuacji w inną, z jednego środowiska w kolejne.

Nie wiem, jak to jest u Was, ale ja zauważam u siebie taki naturalny opór przed zmianami. Oswajam jakąś rzeczywistość, w której czuję się dobrze i nie chcę jej już zmieniać. Nawet jeśli trwanie w niej sprawia, że nie rozwijam się, a nawet cofam.

Poniekąd ta obawa przed zmianą jest naturalna. Mało jest chyba przejść, które by jakoś nie bolały.

Często musimy coś stracić, zostawić w progu nowej rzeczywistości, w jaką wchodzimy.

Po jakimś czasie jednak okazuje się, że to przejście, ta zmiana była konieczna, że wypłynęło z niej dla nas duże dobro.

Przypomina mi się tutaj pewna sytuacja sprzed kilku lat. Wyjeżdżałem z Radomia na studia w Krakowie. Może będzie to dla kogoś zaskakujące, ale nie miałem wtedy zielonego pojęcia o tym mieście. Wcześniej byłem w nim z jeden raz. Moje początki w Krakowie były raczej złe. Jestem bardzo przywiązany do swojego rodzinnego domu. Po pierwszym dniu na Uniwersytecie chciałem się spakować i wrócić do domu. Czułem się tu obco. Dopiero po trzech latach przekonałem się do Krakowa, w dużej mierze dzięki duszpasterstwu akademickiemu. Czas, który w nim spędziłem dał mi naprawdę wiele i w pewnym sensie mnie ukształtował.

I właśnie teraz, z perspektywy lat, mogę powiedzieć, że bardzo dobrze się stało, że w tym Krakowie byłem. Że to był naprawdę wielki prezent od Pana Boga.

Nie wiem, jakim człowiekiem byłbym, gdybym nie wyjechał na studia z domu. Ale wiem, że teraz jestem pewniejszy, bardziej otwarty, niż przed wyjazdem.

Przejścia, choć ich nie lubimy, są konieczne.

Jest też takie przejście, którego nie można z niczym porównać – to śmierć.

Jest ciekawe, że Pan Jezus wielokrotnie podkreśla w czasie swej działalności, że musi odejść z tego świata, że musi umrzeć.

Przygotowuje uczniów na swoją Paschę – przejście z tej rzeczywistości w inną, lepszą.

Ten dzień w końcu dla Pana Jezusa nadchodzi i faktycznie, tak jak się On spodziewał, był dla Niego skrajnie trudnym doświadczeniem. Ale po Wielkim Piątku jest jeszcze Poranek Wielkanocny. Jest Chrystus, który pokonuje odwiecznych wrogów człowieka – śmierć i Szatana … i już nigdy nie umiera, żyje na wieki.

Mam wrażenie, że przez swój krzyż i zmartwychwstanie Pan Jezus chce każdemu z nas dodać odwagi przed wszelkimi zmianami w naszym życiu i wreszcie tą ostateczną zmianą, jaką będzie dla każdego z nas, nasza śmierć. Przekonuje, że od bólu nie zawsze trzeba uciekać.

Jest taka pieśń wielkopostna: ” nie płacz, to tylko krzyż, przecież tak trzeba”.

Czy nie da się inaczej, bez krzyża, bez bólu, delikatnie? Nie wiem. Pewne jest, że Pan Jezus do zmartwychwstania i do swojej chwały doszedł właśnie nie inną drogą, ale tylko Drogą Krzyżową.

Każda zmiana jest pewnym obumieraniem, coś w nas musi umrzeć, by mogło powstać coś nowego. Dobrze o tym pamiętać, bo jeszcze wiele przejść przed nami.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz