LOADING

Type to search

O Powstaniu Warszawskim raz jeszcze

Rafał Krysztofczyk 20 lipca 2014
Share

Kolejna „okrągła” tym razem rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego skłania do refleksji nie tylko nad tym Powstaniem. Wszystkie najważniejsze nasze powstania : listopadowe, styczniowe i warszawskie (świadomie pomijam Powstanie w Getcie Warszawskim, bo to temat na oddzielne rozważania) były w sensie militarnym powstaniami przegranymi, więcej one niejako były skazane na przegranie. Wielu uczestników tych powstań, bardziej świadomych sztuki wojennej, przypuszczało, że taki może być koniec. Czyżby więc zamierzali popełnić zbiorowe samobójstwo ? Wiemy z całą pewnością, że to fałszywy pogląd. A zatem dlaczego ? Piszę to ze swojej perspektywy, ale może moje gdybanie ma jakowyś sens.
Zarówno zabory jak i późniejsza okupacja niemiecka i sowiecka, jakby to nie zabrzmiało patetycznie, była otwartą raną Ojczyzny. Każda rana boli, nie pozwala o tym bólu zapomnieć, ale każda rana z czasem ulega zagojeniu i zabliźnieniu, a i blizna z czasem staje się mało widoczna. Przyczyna tego jest dość zwyczajna – zwycięża wola życia, wola, która jest najbardziej elementarnym pragnieniem każdej istoty żywej. Nie przypadkiem gdy z powodu jakiś tragicznych okoliczności tej woli braknie, ludzie normalnie zdrowi – umierają. W czasie okrutnej okupacji hitlerowskiej ludzie nie zważając na ekstremalne warunki, a może mimo nich, chcieli „normalnie” żyć. Zawierali małżeństwa, wyprawiali skromne wesela, matki rodziły dzieci a dziadkowie cieszyli się i rozpieszczali wnuki. Młodzi umawiali się na randki, a jak się dało to i tańczyli. Jak w normalnym świecie opłakiwano zmarłych naturalną śmiercią i chowano przy śpiewie żałobnych pieśni. Rany mogły powoli, ale się zabliźniać. Pokolenie urodzone w niewoli odczuwałoby już proporcjonalnie mniejszy ból. Ojczyzna i te wszystkie wielkie wartości kojarzące się z nią powoli stawałyby się wspomnieniem i legendą. Jeśli tak się nie stało, to dlatego, że kilka czy kilkanaście procent społeczeństwa, postanowiło nie przyzwyczaić się do bólu i ran. To dziesiątki tysięcy, często młodych ludzi, obdarzonych niesłychanie silna wolą życia, zdecydowało, że są wartości od niej większe. Oni chcieli żyć ze wszystkich swoich młodych sił. Chcieli się bawić i cieszyć. Chłopcy chcieli umawiać się w spokoju ze swoimi dziewczynami , a te patrzeć zakochanym wzrokiem w twarz wybranego. Podjęli ryzyko realnej śmierci, aby ocalić wartości większe niż ich młodość i miłość. I choć to może zabrzmieć jak oklepany frazes, wygrali moralnie, przegrywając militarnie. Czy można zbudować wagę i jakie na niej położyć szale, by zważyć co było ważniejsze – morze cierpień i śmierć cywilnych mieszkańców Warszawy czy też niepogodzenie się z niewolą teraźniejszą i spodziewaną z rąk przyszłych „wyzwolicieli”. Wątpię aby możliwa była pełna odpowiedź na to pytanie. Pobożni ludzie zwykli w takich wypadkach mówić :” Jeden Pan Bóg wie”. A jak zmierzyć i policzyć, niepoliczalne efekty Powstania Warszawskiego. To że było dla następnych pokoleń punktem odniesienia dla walki o godność bytowania i wolność Ojczyzny.
W jakiejś mierze zgadzam się z przeciwnikami patriotyzmu martyrologicznego. Tylko jak budować ten nowoczesny, czy może po prostu inny, gdy dramatycznie brakuje współczesnych wzorców. Czy moi młodzi rodacy mają je czerpać z telenoweli czy z „Życia na gorąco” ? A może miłości i przyjaźni mają się uczyć od naszych celebrytów, których partnerskie związki nie potrafią przetrwać czterech pór roku ? To ja już wolę odwołać się do słów profesora Witolda Kieżuna – powstańca warszawskiego:” Ja skończyłem powstanie z wręcz kultem kobiet. Wtedy wszystko było inaczej. W tej chwili upowszechniony jest erotyzm. Straszne rozluźnienie obyczajów. Kult kobiety zanikł, niestety […] Byliśmy pokoleniem, które umiało opanować swoje żądze. Jak się człowiek zakochał, to tę kobietę czcił. Uważał że fizyczne wykorzystanie jest nie na miejscu […] Ja sam dopóki nie wziąłem ślubu kościelnego, nie mogłem dotknąć mojej ukochanej”. Stosując ironiczną klasyfikację mego blogowego kolegi, to jest zapewne turbo schizofrenia, tylko dlaczego taka piękna ?

Dodaj komentarz