LOADING

Type to search

O lekcjach religii jeszcze słów kilka

szaliach 18 września 2014
Share

 

 

lekcja religii

 

Ostatnio obserwowaliśmy w przestrzeni medialnej spore zamieszanie w związku z wypowiedzią pewnego kapłana – katechety, który utożsamił niechodzenie na religię z apostazją. Duże słowa, równie duża afera i duże… głupstwo. Ale zostawmy bardziej wnikliwą ocenę tej opinii komuś innemu (o ile oczywiście znajdzie się ktoś, kto będzie chciał tracić czas na głupoty). Mnie cała ta atmosfera dyskusji, kolejnej już z cyklu „Po co w ogóle religia w szkole?”, skłoniła po raz wtóry do refleksji na tym zagadnieniem. Po co więc religia w szkole, może lepiej byłoby wrócić do sal katechetycznych?

Skończyłem liceum nie tak dawno, zaledwie 6 lat temu, w związku z czym mam w pamięci całkiem świeże wspomnienie szkolnej katechezy. Co pamiętam? Panią katechetkę, nienagannie ubraną, zadbaną kobietę w średnim wieku i to, że razem z dziewczętami z klasy licealnej dość często na naszych lekcjach przeglądała katalogi Avonu i Oriflame’u. Rysowaliśmy szaty i sprzęty liturgiczne. I pamiętam, że jaki Pani narysowała ornat, wszyscy śmieliśmy się w głos. Bo „fajny batman”. Zawsze znalazło się trochę czasu na to,  żeby zrobić „gotowce” na sprawdzian  z biologii, a w międzyczasie nasza katechetka (była gotowa się obrazić za takie sformułowanie) zdążyła powiedzieć kilka ciekawych herezji. Nie jest to bynajmniej słowo na wyrost. Powiedziała nam kiedyś, że w Kościele Katolickim wierzymy, że hostia jest tylko symbolem Chrystusa. Już wtedy coś mi nie pasowało, więc zapytałem znajomego duszpasterza, który zresztą także uczył w mojej szkole, czy takie teorie mają rację bytu. Nie mają. Od tej pory byłem na cenzurowanym, bo sprawa koniec końców otarła się o wydział katechetyczny kurii. Pani jednak misji kanonicznej nie cofnięto. I dobrze, cieszę się z tego, chociaż trochę mi było wówczas przykro, że katecheta plecie takie bzdury.

To jednak nie wszystko. Pamiętam też księdza, który w gimnazjum kazał nam przepisywać do zeszytu cale perykopy z Ewangelii. Żebyśmy się nauczyli czytać sigla i byśmy coś z tego Nowego Testamentu zapamiętali. Pamiętamy… ręce bolące od pisania. Czasami wychodziło tego po 10-15 stron.

Ale to w dalszym ciągu nie wszystko. Pamiętam jeszcze innego księdza, uczył nas pod koniec gimnazjum. Ciężki czas. Banda rozwydrzonych, zbuntowanych nastolatków. Ale nerwy puściły mu jeden raz, kiedy ktoś przed lekcją religii przyczepił do ściennej gazetki napis „Bóg tak, kościół NIE”. Nikt się nie przyznał, wszyscy dostaliśmy po dwie jedynki, przeprawione później na czwórki. Zabawnie. Ale to był jeden raz. W pamięci nas wszystkich (a wspominamy go zawsze, kiedy się spotkamy) pozostał wspaniały duszpasterz, który potrafił zapalić w nas, młodych – gniewnych, ogień religijnej ciekawości. Godziny spędzone na płomiennych dyskusjach, w których ksiądz, bynajmniej, nikogo nie próbował masakrować, a tym bardziej ganić za jakieś opinie czy przekonania. Niezwykle ciekawe lekcje, podczas których znalazł się czas i na kerygmat i na rozmowy o katolickiej etyce seksualnej. Można? Można, choć na pewno jest to trudne.

Znam kilku młodych księży, kilku kleryków czy zakonników na drodze do kapłaństwa. Wielu ma w sobie ciągle jeszcze ogromy zapał, by pomóc młodym złapać pociąg do wiary. Znam też niestety takich, którzy mocno poturbowani wyszli ze zderzenia z murem rzeczywistości, który czasem zdaje się nie do przebicia. Nieraz w rozmowie z nimi słyszałem zrezygnowanie i obserwowałem niemal fizyczną reakcję niechęci na samą myśl o szkole. Tak mijają tygodnie, miesiące, lata i kolejni sfrustrowani katecheci zasilają grono wypalonych zawodowo nauczycieli. I tu koło się zamyka.

Czy zatem w ogóle religia w szkole ma sens? Różne już słyszałem odpowiedzi na to lekko prowokacyjne pytanie, ale nie chcę nikogo nudzić ich przytaczaniem. Wiadomo, ta sprawa, jak każda inna, ma swych zwolenników i przeciwników, lepsze i gorsze argumenty za i przeciw. Ja bezwzględnie jestem za tym, żeby religia w szkole pozostała. Czy będzie prowadzona lepiej, czy gorzej, czy katecheci będą wierzący, czy może nie, co pewnie też się zdarza. Dla wielu młodych katecheza jest jedyną szansą na spotkanie z Kościołem. Tylko tam mogą spotkać księdza, usłyszeć cokolwiek o Chrystusie. A, jak mówi św. Paweł: „Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” (Rz 10, 17).  Może więc to przepisywanie całych pasusów ewangelicznych nie było całkiem pozbawione sensu?

Praca katechety to ciężka rzecz. Przeogromnie trudna i niewdzięczna. Kiedyś mój znajomy zapytany, czy nie chciałby pojechać na misje, odparł, że wystarczy mu szkoła. A skoro modlimy się za misje i misjonarzy, dlaczego zapominamy o tych, którzy światło wiary niosą wokół nas?

 

 

Następny artykuł

3 Komentarzy

  1. ŁZ 14 października 2014

    Trudno powiedzieć jednoznacznie, że tak byłoby lepiej, a tak gorzej. Każdy jest inny, na każdego zadziała coś innego. Uprzywilejowanie Kościoła Katolickiego może rzeczywiście budzić pewien sprzeciw, ale umówmy się, że wynika ze struktury demograficznej. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko regularnie uczestniczących w niedzielnej Eucharystii, doliczymy się przeszło 13 milionów ludzi. Dla nich i ich dzieci katecheza w szkole jest często nie tylko ułatwieniem, ale i żywą potrzebą.

    Odpowiedz
  2. Daria 1 października 2014

    Czy nie byłoby bardziej zasadne jednak nauczanie religii poza szkołą(bądź co bądź instytucją świecką) ? Chodziliby na nią faktycznie zainteresowani co pewnie wpłynęłoby zbawiennie na jakość zajęć i nerwy katechetów. Wydaje mi się, że świadectwo nawróconych rówieśników działałoby skuteczniej jako źródło wiedzy o Chrystusie. Abstrahując od problemu samego nauczania religii, Bóg pozwala się znaleźć tym którzy go szukają szczerym sercem i to odbywa się moim zdaniem (wnioskuję po obserwacji siebie i znajomych) poza katechezą. W innych kościołach nauka prowadzona jest dla chętnych w tychże instytucjach, własciwie jaki jest powód żeby Kościół Katolicki nauczał w szkole świeckiej?
    A na koniec dodam, że mimo swojego zdania na temat miejsca nauczania religii naprawdę szanuję i doceniam pracę dobrych katechetów.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz