LOADING

Type to search

O Józefie Tischnerze po ludzku

Paulina 29 października 2014
Share

Drukowanie

Pierwsza strona i pierwsze ciarki. Kolejne po obracaniu kolejnych stron. To książka pisana emocją. Emocjami żyje zawsze spotkanie. Wielkimi emocjami spotkanie z człowiekiem, na którym po prostu nam zależy. A właśnie takim spotkaniem jest „Jego oczami” na papierze. Spotkaniem z żywym wciąż w pamięci i budzącym wciąż wielkie emocje Ks. prof. Józefem Tischnerem. Z człowiekiem, na którym nadal zależy tym, którzy tej książki nie będą czytać, ale którzy będą ją przeżywać.

Zwłaszcza, że pierwsi byli tutaj ci młodzi ludzie, którym na Księdzu Tischnerze zależało (i zależy!) pomimo tego, że nie zdążyli spotkać się z nim osobiście. I to fenomen tej publikacji. Brak spotkania na żywo nie jest przeszkodą w spotkaniu się raz jeszcze z Filozofem z Gór. Co więcej, spotykamy się z nim właśnie dzięki tym zapaleńcom. Przede wszystkim dzięki jej głównemu autorowi, Szymonowi J. Wróblowi. Młody reżyser i dziennikarz już na początku stwierdza znamiennie, że „jeszcze nie wszystko w tym świecie da się przeliczyć na pieniądze (na szczęście) i że trzeba działać, a nie narzekać”. Skoro „Jego oczami” na papierze, to wcześniej ten sam tytuł jako kinowa produkcja. Produkcja bez szans na produkcję, a dokładniej na środki do tego potrzebne. Stąd też ekipa filmu „pierwsza”, bo pierwszy był właśnie obraz (film na DVD jest dołączony do książki).

A na równi z ekipą, bo w rodzinnej, co da się wyczuć w tekście, atmosferze, właśnie rodzina i przyjaciele Ks. Tischnera. Tym bardziej nie dziwi, że książkowe spotkanie z nim jest tak uczuciowe. Bo to spotkanie z osobami, które ks. Tischnera, mówiąc wprost, kochają. I także Czytelnik dzięki nim i formule książki, może pokochać ks. Tischnera.

Książka jest spotkaniem, a przynajmniej jego namiastką, bo opiera się na rozmowie. Przecież jeśli spotkanie, to rozmowa, jak pisał Tischner w swojej „Filozofii dramatu”. Tekst jest tak żywy, że momentami daje się nawet usłyszeć śmiech Kazimierza Tischnera, brata Filozofa, opowiadającego zabawne historie. I znów, jak na emocje w życiu przystało, jest i wesoło, i smutno, i poważnie. Dzięki temu, każdy, nie tylko filozof, znajdzie tu coś dla siebie. A właściwie przede wszystkim nie filozof. Bo to książka bardziej o człowieku, niż o filozofie. Choć ludzie nauki i amatorzy Tischnerowskiej filozofii nie będą rozczarowani. Fragmenty jak najbardziej ludzkich wspomnień są przeplatane myślami Józefa Tischnera. Też jak najbardziej ludzkimi. Nie bez powodu. Bo przecież chciał „uczłowieczyć” filozofię. I patrząc między innymi na tę książkę, można z całym przekonaniem powiedzieć, że mu się udało.

Wspomniałam o Szymonie J. Wróblu, reżyserze filmu „Jego oczami”, jako o „głównym” autorze. A to dlatego, że tę książkę piszą także właśnie ludzie. Ludzie, dla których jako filozof i ksiądz żył Józef Tischner. 150 pokazów filmu a później spotkania i rozmowy, dyskusje, wspomnienia. To powód, dla którego powstała książka. Szczególne miejsce mają tutaj młodzi ludzie. Nie tylko ci, którzy przywołują dla nas postać ks. Tischnera. Również ci, którzy przywołują jego myśl między innymi w Ogólnopolskim Konkursie Filozoficzno – Oratorskim „Na ścieżkach życia – Tischnerowskie drogowskazy”. Autor książki nadaje rozdziałowi o nich tytuł „Młodzi, którzy nas zadziwili”. I nie przesadza.

A na ścieżkach, na których powstawał film, a potem książka, możemy znaleźć się i my. Dzień po dniu poznajemy dokładne relacje z prac na planie filmu. Dowiemy się z nich na przykład tego, w jakich okolicznościach Szymon J. Wróbel wymyślił ostateczny tytuł filmu i jak ekipa poradziła sobie z kręceniem zdjęć zza klauzury sióstr klarysek.

„Jego oczami. Czyli to, co nie zostało dopowiedziane w najnowszym dokumencie o ks. Józefie Tischnerze” pokazuje, że to, co chciał moim zdaniem pokazać Tischner. W życiu przed emocją są rozum i myśl. Ale ludzie mają to do siebie, że myśl muszą przeżyć, żeby móc przeżyć życie.

Dodaj komentarz