LOADING

Type to search

Normalność się zdarza…

Marta Kobylska 14 stycznia 2019
Share

W ostatnim dniu grudnia zrobiłam króciutką listę kończenia różnych rzeczy w Nowym Roku :) Zauważyłam, czytając kilka artykułów – osób, które również zrobiły podsumowanie minionego roku – że zapanowała moda na wybór jednego słówka, które będzie określało nasze dwanaście miesięcy. Przeczytałam to u Magdy z bloga SweetSpoon. Stwierdziłam, że to świetna nowomoda i ja w 2019 roku stawiam na jedno słowo: #NORMALNOŚĆ.

Wychodzisz z domu. Zauważasz sąsiadkę, więc mówisz jej dzień dobry. Ale…ona nie odpowiada. I nie, wcale nie jest głucha. Wiesz, że powiedziałaś to wystarczająco głośno. Idziesz do sklepu, ale ekspedientka robi łaskę, że Cię obsłuży. Widzisz, że ma focha na cały świat i automatycznie stwierdzasz, że to Twoja wina. Ale u licha zastanawiasz się, co mogłaś jej złego zrobić przez pięć minut swojego bycia w tym sklepie?! W międzyczasie trafiasz na Mszę Świętą i usilnie rozmyślasz co Ty w ogóle robisz w Kościele. Nie, że w konkretnym, ale W OGÓLE w Kościele?

Ostatnio doszłam do wniosku, że moje życie mogłabym określić tylko jednym słowem: nienormalne. Gdzie nie pójdę tam spotykam się z czymś dziwnym. Nie pesymistycznym, ale zwyczajnie czymś, co mam poczucie, jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia. Wszystko robimy „na odwal się”. Nie chcę powiedzieć, że wszyscy, ale chcę nakreślić Wam moją obserwację ostatnich kilku tygodni. I nie, żebym mówiła tylko o innych, a sama myślała o sobie, jak o aniołku. Co to to nie! Zauważam, że nie chce nam się! Nie chce nam się…ŻYĆ. Większość rzeczy i sytuacji wykonujemy automatycznie. Bo musimy (nikt na nas nie zarobi, nikt za nas studiów nie skończy, nikt nam nie znajdzie drugiej połówki). Więc chodzimy po tym świecie jak takie małe robociki. I nie jesteśmy nawet już w stanie udawać, że nas to nie rusza. Boli nas to życie. Boli nas ta automatyzacja.

Dodaj komentarz