LOADING

Type to search

Niezależni od kontekstu #2. Toż to przecie grzech!

magas 21 grudnia 2016
Share
[heading style=”subheader”]Dzisiaj miał być Jung. Już go nawet sobie wczoraj przygotowałem, ale jak dorwałem rano ten cytat Schopenhauera, to wiedziałem, że muszę coś z nim wykminić.[/heading]
16/12/2016 “Każdy dzień to odrobina życia: każde przebudzenie, to odrobina narodzin, każdy poranek, to odrobina młodości, każdy sen zaś, to namiastka śmierci.”
 
~Arthur Schopenhauer
 
Wstajesz… I co? Co czujesz? Czym jest dla Ciebie ten niesamowity moment, kiedy rozpoczynasz kolejny etap swojej przygody? Radość i wdzięczność za to, że możesz działać, spełniać swoje marzenia, plany? Czy też ból? W nasze codzienne rytuały wpisał się taki oto schemacik – ‘Wyłączam znienawidzony budzik. Otwieram oczy, chociaż wcale nie chcę. Nie chcę wstawać. Nie chcę patrzeć na ten ohydny świat. Iść do pracy, która nie daje mi ani radości, ani spełnienia, o godziwych pieniądzach nie wspomnę.’ Zmarkotnieliśmy. Chyba przez przypadek zostawiliśmy radość w kieszeni starego, dawno niezakładanego płaszcza. A może, po prostu, tkwi ona w letnich spodenkach, które dotąd nie doczekały się prania. W dobie megalomanii i zachwytu wszystkim tym, co wręcz przytłacza swoim ogromem, zapominamy o tych miniaturkach. Dawno wyleciało nam z głowy, że każdy dzień to, tak naprawdę, odzwierciedlenie całego naszego życia. Od nocy do nocy, jak śpiewała artystka.

Kochamy święta Bożego Narodzenia. Za kolędy, za suto zastawiony świąteczny stół, za uginającą się pod ciężarem ozdób choinkę, za spotkania z bliskimi z całego kraju, za górę prezentów, za tłum, co o północy ‘Podnieś rękę, Boże Dziecię…’ wyśpiewuje pod niebiosy. A zapominamy o tym małym Szczególe, który kwili sobie na sianku. 

Zapominamy, że ten dzień radości, to dzięki Niemu. To On tu jest jubilatem, dla Niego to wszystko. A On się nie cieszy. I Jego Matka chyba też, bo jest świadoma, że za pół roku pod krzyżem znów będzie cierpieć. Józef stary już dostaje palpitacji na myśl, że do Egiptu trzeba będzie uciekać. Wół i osioł marzną na kość, a ze żłobu nie ma nawet czego skubnąć, bo Dzieciątko zasnęło.

Oni mają powód do smutku. Ból, zimno, tęsknota za rodzinami, bo jeszcze nie czują się taką Świętą Rodziną, za jaką my ich uznaliśmy. Oni naprawdę cierpią. Każdy ich dzień to olbrzymia ofiara. Ale jedno ich od nas różni. Nadzieja w sercu. Ta, która jeszcze nie zgasła. Ta, która nie pozwala się uskarżać. Ta, która daje siły do czynienia niemożliwego.

Pewnie ktoś rzuci na odchodne, że po co to wszystko? W końcu i tak na każdego przyjdzie pora, i każdy będzie musiał zamknąć oczy na wieki. No i czego się boisz?! Przeszedłeś przez narodziny, ból dorastania, niewdzięczność wieku średniego, cierpienia i choroby starości… Czy po całym dniu boisz się zasnąć? A nawet, jeśli sen zmorzy już w południe, czy przed szesnastą, to chyba mi nie powiesz, że wcześniejszy spoczynek to przykra wizja? Sen bowiem jest namiastką śmierci…

Wizja dzisiejszego wpisu trochę się zmodyfikowała podczas pisania, ale cieszę się, że zeszła na taki tor. Trochę bardziej świąteczno-melancholijny. W ogóle chyba taki klimat już pociągnę do świąt, a potem znowu ruszymy z tym światem, bo w końcu sylwester czeka… Na koniec – łapcie piosenkę zmarłego niedawno Bogusia Smolenia, która świetnie pasuje do tych moich kombinacji wieczornych.

Dobrze wykorzystajcie ostatnie piątkowe godziny, bo to najlepszy czas w całym tygodniu. Pamiętajcie, nie bójcie się myśleć! A po porządnej dawce kombinowania nad życiem, światem i tak dalej – kolorowych snów. Ciao!

Wasz wieczorny Magaś ;D

Ps. Ach, i czytajcie Artura, bo to naprawdę świetny gość! A facebooki kłamią.

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

Leave a Reply