LOADING

Type to search

Niezależni od kontekstu #1. Kumple to grunt.

magas 16 grudnia 2016
Share

Zanim dojdę do samej refleksji – słowo wstępu. Tworzę tego bloga trochę na ‘dwie ręce’ i w ogóle nie planowałem z nim ruszyć na S7. Ale skoro już tak okazja się trafiła, to i tu spróbuję swoich sił. To będzie taka seria wieczornych rozmyślań, opartych na znalezionych w danym dniu złotych myślach, wyjętych z kontekstu (stąd tytuł serii)… W końcu nie ma lepszej pory na refleksję niż wieczorna modlitwa.

Koniec wstępu. Posłuchajcie…

“Przyjaźń wymaga dużej ilości taniego alkoholu, długich rozmów do świtu, długich podróży zapchanym pociągiem, a czasem i trzymania za włosy, gdy ktoś rzyga do kibla, choć to ostatnie, to raczej w przypadku kobiet. A w miarę upływu czasu coraz trudniej jest poznawać kogoś nowego, bo zamykamy się na takie doznania, stajemy się coraz bardziej cyniczni i podejrzliwi. Nie jesteśmy w stanie już się otworzyć, tak jak to było, kiedy się miało osiemnaście lat.”

~Piotr C.

I, mimo że ostatnia kwestia właściwie mnie nie dotyczy (jeszcze niedawno sam miałem osiemnaście), to już dostrzegam, ile prawdy tkwi w tych słowach. Przyjaźń to relacja niesamowicie głębiej osadzona i cenniejsza niż miłość. Choć na miłości właśnie się opiera.

W przeciwieństwie do miłości, nie chodzi tu tylko o chemię. Przyjaźń to te wszystkie detale rzeczywistości, elementy codzienności, które spajają dwa lub więcej ogniw w komunię zależności. Umyślnie używam słowa ‘zależność’, gdyż wiem jak często ma się dość, jakby ktoś zakuł Cię z jakimś imbecylem na wieki w kajdany. Chce się rzucić wszystko i wszystkich w czorty – wszystkie wspólne wspomnienia, sekrety, dziwaczne zwyczaje. Najlepsi przyjaciele mają to do siebie, że najbardziej denerwują i irytują.

Ale wiesz, jednocześnie bardzo ich kochasz i nie ma bata, żebyś się od nich odwrócił. Nie ma na świecie siły, która by tę Waszą relację zniszczyła. Która zniszczyłaby owoc tylu nieprzespanych nocy, tysięcy kłótni wniebogłosy i przede wszystkim – wspólnie przeżytych lat. Czas bowiem jest takim swaćbą dla przyjaciół. To on w pewnym momencie, w sposób tylko sobie znany, zbiera Was do kupy, wymawia sakramentalne ‘tak’ i zakłada Wam na palce niewidzialne obrączki lojalności, wierności i tego, że się nie opuści, mimo że ten drugi zacznie się zachowywać jak kompletny burak.

Bo przyjaźń to przede wszystkim ciężar. Dodatkowe brzemię, które bierze się na ramiona tylko po to, żeby je z drugim dzielić. Jakoś tak wtedy raźniej iść przez szarzyznę codzienności, łatwiej podnosić się po tych wszystkich policzkach, które wymierzyło życie.

Bo przyjaźń to takie dziwne coś, że wszystko się dzieli, a człowiek jakby coraz więcej zyskiwał…

sua

I to prawie wszystko, co chciałem Wam dzisiaj powiedzieć o przyjaźni, o przyjaciołach. Może mniej brutalnie niż wywołany Piotr C., którego bardzo cenię za realizm wypowiedzi. Zaprawdę, kiedy się go czyta. Osobiście, postrzegam świat podobnie – jak multum oddziaływań wrogich sobie jednostek. Tylko, że ja uważam to bardziej za konkurencję, w której istnieje coś takiego jak respekt wobec wroga. A przyjaciel to, wbrew pozorom, najsilniejszy przeciwnik. Zna wszystkie nasze słabości, wszystkie sekrety, które może wyjawić, by zniszczyć Ci życie. A jednocześnie ostoja – wiesz, że tego nie zrobi, bo jesteście takiej samej przegranej pozycji i tylko wespół możecie stawiać czoło światu.

Znowu się rozgadałem, kurczę, źle się ze mną dzieje. Czytajcie Piotra C., świetnie ukazuje rzeczywistość, zwłaszcza tę naszą, polską. A moim ukochanym Przyjaciołom i wszystkim Przyjaciołom na świecie dedykuję taką prostą piosenkę, którą wieki temu napisał mój Mistrz, George Brassens. Dzisiaj w wykonaniu Zespołu Reprezentacyjnego. I pamiętajcie – kumple, przyjaciele to grunt!

Wasz wieczorny Magaś ;D

Ps. Pomyślcie o nich przed snem. Śni się bowiem podobno dla kogoś ;)

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz