LOADING

Type to search

Niecierpliwość? To moje drugie imię

1 lutego 2018
Share

Nowy Rok – nowe plany, marzenia, tajemnice. Wszystko to brzmi niezwykle obiecująco. Ale jak jest naprawdę?

W ten piękny 2018 rok weszłam z ogromnym i zadziwiającym, wręcz stoickim spokojem. Przy mojej włoskiej naturze to nie lada gratka! Byłam naprawdę zszokowana, że w końcu nic mnie nie wytrąca z równowagi, że nie analizuję tysiąca spraw na minutę i wreszcie nie przejmuję się opinią innych. Po Świętach po prostu wyjechałam za miasto i oddychałam czystym (wreszcie bez smogu!) powietrzem! Ktoś pomyślałby, że to ucieczka, ale przed wyjazdem domknęłam wszystkie sprawy i po prostu wyłączyłam telefon.

Minęło zaledwie kilkanaście dni i…wróciłam stara ja. Może nie do końca taka stara, bo dwudziestokilkuletnia, ale jednak stare nawyki zawsze się przypomną. Stare nawyki czy może po prostu włoski temperament?

Naprawdę muszę czasem od nowa zdawać sobie sprawę, że Nowy Rok to nie do końca, a przynajmniej nie od razu nowa ja. Brzmi brutalnie? A i owszem. Ciężko przyznać się do tego, że jest się pioruńsko niecierpliwą. Że codziennie, kilka razy dziennie irytuję się na coś, na co tak naprawdę nie mam wpływu. Spóźniony tramwaj, przedłużone zajęcia na uczelni, nieodebranie ważnego telefonu… Brzmi to znajomo?

Zastanawiam się czy niecierpliwość to tak naprawdę drugie imię kobiety? Czy wszystkie tak mamy? Zrobiłam mały research wśród znajomych koleżanek i dochodzę do wniosku, że po części tak. Może nie wszystkie reagujemy na niektóre sprawy bardzo emocjonalnie, a przynajmniej na zewnątrz nie wszystkie. Zapewne znajdzie się też całkiem spora grupka kobiet spokojnych. W sumie odkąd pamiętam, zastanawiałam się jak to jest, gdy nic nie jest w stanie wyprowadzić cię z równowagi. Życie musi być naprawdę poukładane. Tymczasem, gdy ja sobie coś zaplanuję i choć jedna, maleńka część tego planu wyjdzie inaczej niż chciałam, wpadam w zniecierpliwienie. Jak z tym walczyć?

Mam kilka sprawdzonych sposobów na niecierpliwość i irytację!

  • Mnie zazwyczaj pomaga po prostu zwykłe „Jezu, Ufam Tobie”, powtórzone kilka razy, czasem w różnych językach (tak, po włosku też odmawiam, w końcu czemu na włoski temperament miałaby nie pomóc modlitwa po włosku? ;))
  • Gdy nie pomaga modlitwa Św. Faustyny, chwytam się O. Dolindo – „Jezu, Ty się tym zajmij!” I wiecie co? On się tym wszystkim zajmuje. Moją piekielną irytacją, moim „chcę natychmiast!”, moim tysiącem zdenerwowań i rozczarowań, które powodują każdego dnia małe trzęsienie ziemi i koniec świata.
  • Jest jeszcze jeden, niby zwyczajny – jedzenie i dobra herbata & kawa. Gdy łapię się na takim zachowaniu, czasem przychodzi mi do głowy myśl, że być może to wszystko bierze się z tego, że jestem najzwyczajniej w świecie głodna? Warto zdawać sobie sprawę z tego, w jaki sposób reaguje się na głód. U mnie jest to złość i chęć do pokłócenia się. Więc ci, co lepiej mnie znają, wiedzą po prostu, że warto mnie wtedy nakarmić i szybko uspokoję się.
  • Ale muszę też przyznać, że mam czasem tak po prostu ochotę pokłócić się. Dla sportu? Chyba tak. Co wtedy? Na to niestety nie znalazłam jeszcze sprawdzonego sposobu, ale całkiem nieźle funkcjonuje tu przytulenie, czasem na siłę, wbrew sobie samej.

A wy, jakie macie sposoby na zniecierpliwienie, irytację, podenerwowanie? :)

 

Z zawodu logopeda, a z zamiłowania fotograf i włóczykij. Idealistka. Kwiatkofil. Lubi autostop i słowo pisane; pociągi i słowo czytane.

Tags:

You Might also Like

Dodaj komentarz