LOADING

Type to search

Antidotum na samotność

Andrzej Górny 6 września 2020
Share

Ewangelia z dn.06.09.2020.

Mt 18, 15–20.

Na podst.wpisu:

Naczynia połączone

POUCZENIE BRATERSKIE

Dzisiejsza Ewangelia porusza bardzo trudny temat “pouczania” drugiego człowieka(upomnienie braterskie), które jest związane wewnętrznie z miłością i połączone z duchową walką o dobro innych…Ileż to razy–specjalnie nie zastanawiając się–”przypinamy łatkę” bliźniemu. Dzieje się tak dlatego, że kogoś nie lubimy lub lubimy…sensacje. Przekazywanie niesprawdzonych informacji otoczeniu na temat życia drugiego człowieka, to–delikatnie mówiąc–plotkowanie, żeby nie powiedzieć obmowa. Stąd już tylko krok do oszczerstwa(oczernienia). A nawet jeżeli te “plotki” okażą się prawdą—to nie powinniśmy rozpowiadać na około o czynach bliźniego, lecz upomnieć go “w cztery oczy”…I należy to czynić w sposób wyważony–tak, jak my chcielibyśmy być potraktowani gdy przewinimy. W tej “krytyce” starajmy się upodobnić do Jezusa Chrystusa—bądźmy delikatni i wyrozumiali—tak, jak On traktował grzeszników. Jezus wyraźnie kieruje swoich uczniów w kierunku pewnej konsekwentnej walki o człowieka, nie pozwala im zatrzymać się na tym–żeby coś co jest nie tak, coś co jest nie dobrego w relacji braterskiej–uległo tylko odsunięciu gdzieś w pozorną niepamięć. Powinno to zostać podjęte, jakoś ujawnione, postawione w prawdzie, a jednocześnie z miłością. MIłość więc oznacza również i tę umiejętność upomnienia, które jest zarazem wewnętrzną walką o duchowe dobro drugiego człowieka. Chyba najgorsze jest obmawianie na łonie rodziny, bądź w gronie przyjaciół. Zdarza się, iż stawiamy sobie za “punkt honoru” poruszenie tematu niewłaściwego zachowania osoby bliskiej…Tak samo dzieje się, gdy “przytakujemy” i przyzwalamy na obmowę drugiego człowieka przez naszego partnera w rozmowie. W ten sposób podtrzymujemy, a nawet “rozniecamy” ogień plotki. To zło trzeba tłumić w zarodku i nie pogrążać bliźniego oraz samych siebie…Na tym możemy zakończyć etap “pouczania” człowieka, który wyrządził nam krzywdę. Jeśli jednak winowajca nie poczuwa się do odpowiedzialności za zło, które wyrządził i nie chce go naprawić–wówczas przy pomocy świadków–trzeba nadać sprawie bieg sądowy…Istnieje jeszcze problem “fałszywych świadków”, którzy nie zawahają się stać “klakierami” w celu osiągnięcia własnej korzyści. Wówczas pozostaje tylko wyrok “instancji wyższej”, a ostatecznie samego Boga…

Mamy z całą pewnością w tle też i naukę Jezusa, gdzie mówi: “Czemu widzisz drzazgę w oku swego brata, a w swoim nie widzisz belki?”

A więc na pewno punktem wyjścia jest najpierw—aby pozwolić upomnieć siebie, samemu się przemienić. Wtedy dopiero ta nasza osobista przemiana czyni nas otwartymi na posłanie do drugiego człowieka. Jezus jednak daje ten podstawowy kierunek myślenia, w którym ta walka wzajemna o siebie jest ważną treścią ludzkiego życia. Ten dzisiejszy świat może ma w sobie taką tendencję, tak jakbyśmy mieli sobie wszystkim nawzajem dać „święty spokój”. Wielu ludzi tak mówi, że byłoby dobrze—jakby wszyscy ludzie dawali sobie nawzajem święty spokój . Ale w gruncie rzeczy świat, w którym wszyscy ludzie dają sobie tylko i wyłącznie święty spokój , nie interesują się sobą, uważają, że szacunek dla drugiego człowieka, jego poglądów i tak wystarczy—to jednocześnie tworzy się w ten sposób świat ludzi wyizolowanych, gdzieś zamkniętych, w jakichś własnych przestrzeniach, nie spotykających się ze sobą na głębszej płaszczyźnie. A ostatecznie taka sytuacja doprowadzi do konfliktów—bo prędzej czy później wyjdzie z człowieka to, co gdzieś w nim siedzi. Okaże się, że w ten sposób nie da się dojść do porozumienia, nie da się skonstruować czegoś dobrego. Nie da się  stworzyć dobrego poziomu międzyludzkich relacji—tylko wtedy, gdy człowiek jeden drugiemu daje tylko ten przysłowiowy “święty spokój”. Bo jednocześnie w ten sposób nie interesuje się innym głębiej i swoje własne ja stawia w centrum.

Sytuacji życiowych–które wymagają analizy, uwagi, gdzie ja mam  pójść, co z sobą zrobić, na ile jestem posłany i jak jestem posłany do drugiego–jest tysiące…A jednocześnie słuchamy Głosu Pana Jezusa—widzimy, że potrzeba jest konsekwencji, że jeżeli jest coś nie tak, to próbujmy jednak nie schować tego, nie odsunąć na dalszy plan, żeby z większą siłą nie wróciło—ale próbujmy podjąć konflikty w samym ich źródle i tam szukać łaski, osobistej przemiany, ale i ostatecznie lepszego zrozumienia dla siebie nawzajem.

Co się zaś tyczy drugiej części dzisiejszej Ewangelii—to również dotyczy ona wspólnoty Kościoła w sensie zgromadzeń. Ostatnimi czasy kościoły pustoszeją. Wiara stała się “niemodna”, a Boga odstawiono na zakurzoną półkę…Człowiek próbuje uniezależnić się od wszelkich przykazań i obowiązków–tylko przyjemności. W dodatku pandemia też przerzedziła kościoły…Ale modlić się można wszędzie i to niekoniecznie samemu. Dobry przykład modlitwy zbiorowej w obecnym okresie to włączanie się do modlitwy online.

Powierzajmy również naszemu Mistrzowi wszystkie nasze sprawy i samych siebie w modlitwie wstawienniczej. Zwrócmy uwagę na rolę wspólnoty. Jezus mówi najpierw, że jeśli nie wystarczy upomnienie w cztery oczy, to weź jeszcze jednego, albo dwóch …  Po czym dodaje : „ Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię Moje, tam jestem pośród nich”.

A więc jeśli samemu nie dajesz rady, to poproś wspólnotę i razem podejmijcie walkę o brata. Jezus zapewnia wspólnotę wierzących o swojej obecności. Będzie pośród nich. Modlitwa wspólnoty czerpie swoją moc ze zjednoczenia z Chrystusem, który trwa w jedności z Ojcem. Modlitwa wspólnoty chrześcijan staje się więc modlitwą samego Jezusa, który wstawia się za wierzącymi u Ojca, a jeśli modlitwa będzie zgodna „to wszystkiego użyczy Ojciec, który jest w niebie”. On na pewno nie będzie  głuchy na wołanie swojego ludu!

 

 

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz