LOADING

Type to search

Nie tego, lecz Barabasza

Jakub Żebrowski 29 marca 2013
Share

Pietro Sarubbi urodził się w Mediolanie w roku 1961. Jako nastolatek był bardzo zamknięty w sobie. Nie grał jak inni chłopcy w piłkę, lecz godziny spędzał zamknięty w swoim pokoju. Tłumione nerwy powodowały, że Pietro wybijał szyby, brał nóż, którym na drzwiach wypisywał swoje imię oraz jak sam opowiada, spalał w domu różne przedmioty. Gdy gniew i złe nastawienie do całego świata sięgnęło zenitu uciekł z domu. Włoska policja odnajdując go, umieściła w internacie. On ponownie uciekł, a policja znów umieszczała go w ośrodku zamkniętym. Taka historia powtórzyła się kilka razy. Gdy nie wiedzieli co z tak uciążliwym „pacjentem” zrobić, umieścili Pietro w Ośrodku Salezjańskim. Niejaki ks. Luigi był jego opiekunem. Gdy Sarubbi spalił np. firankę, salezjanin mówił do niego: „Dobrze, że tak zrobiłeś. Była i tak już stara.” Dzięki temu księdzu po części opanował swoje negatywne emocje, lecz nadal brakowało mu wewnętrznego spokoju.

Karierę aktorską rozpoczął w 1979 roku, pracując w teatrze, a następnie w RAI w programach telewizyjnych. Swojego czasu nazywano go Kubą Wojewódzkim tamtejszego show-biznesu.

Pewnego dnia zadzwonił do niego Mel Gibson, prosząc o spotkanie. Pietro często grał rolę przywódcy mafii, dlatego w pierwszej chwili pomyślał, że Gibson ma mu do zaoferowania rolę w filmie typu „Naga broń 5”. Lubił grać złe role, ponieważ to właśnie czarne charaktery zostawały do końca filmu. Takie postacie grały długo, więc można było zarobić dużo pieniędzy. Wówczas dla Pietra mamona miała największą wartość.

Mel Gibson i Pietro Sarubbi spotkali się w Rzymie. Nasz aktor słysząc, że film jaki mają zrobić, ma być o ostatnich godzinach Jezusa Chrystusa. W tym czasie Pietro był bardzo daleko od Boga, a co za tym idzie, również daleko od Kościoła. Pamiętał jeszcze z lekcji religii, że św. Piotr był jedną z ważniejszych postaci (która mogła być postacią dobrze opłaconą). Pietro bez wahania powiedział, że chce być św. Piotrem. Mel Gibson oznajmił mu, że wcieli się w postać Barabasza. Aktor nie chciał przyjąć tego do wiadomości, gdyż ten złoczyńca w „Pasji” miał pojawić się na (dosłownie) 2 minuty. To znaczyło, że Sarubbi zarobi mało kasy. Giboson przez ponad godzinę przekonywał go do roli Barabasza, która później miała zmienić życie Pietro.

„Kto żyje bez miłości i spotyka kogoś, kto żyję miłością, jest poruszony tą miłością, którą czuję od tego człowieka.” – powiedział uczniom ZSS w Łodzi Pietro Sarubbi, który spotkał wielką miłość Gibsona do męki i zbawczej śmierci Jezusa. „Miłość to wielki dar. Nie wszyscy to mają.” On wówczas nie miał prawdziwej miłości, ani do bliźniego, ani do Stwórcy.

„Powiedziałem, że zagram rolę Barabasza. Nie dlatego, że byłem przekonany do niej, ale dlatego, że widziałem w oczach Mela Gibsona pasję i miłość to tego filmu, który miał powstać.”

Nadszedł czas kręcenia najbardziej kultowego filmu o ostatnich godzinach życia Chrystusa. W scenariuszu filmu, który powstał 12 lat wcześniej, aktor mógł przeczytać, że Barabasz jest przedstawiony jako „ogromny, skuty łańcuchem, podobny bardziej do zwierzęcia niż do człowieka”.

W książce, która w zeszłym roku Pietro Sarubbi napisał, w niesamowity sposób opowiada (w czasie teraźniejszym) o przeżyciach związanych z kręceniem „Pasji”. „I znów po raz setny jestem prowadzony przez rzymskich żołnierzy, a w moim sercu burza człowieka od zawsze zmuszanego znosić przeciwności, jakie los mi wyznaczył. Gdy jestem już blisko, moją uwagę przyciąga wysmukła postać Jezusa stojącego w oddali.” Pietro podkreśla, że aktor grający Jezusa niesamowicie realistycznie wczuł się w powierzoną mu rolę. „Niczego nie oszczędzono, on siebie też nie oszczędza.”

Miłosierne oczy aktora grającego Jezusa miały niewyobrażalny wpływ na nawrócenie z błędnej drogi przyjemności Pietro. Na spotkaniu z nim powiedział, że „przez oczy tego aktora spojrzał na mnie Jezus”.

Rąbka tajemnicy na temat powstawania niezwykłej „Pasji” uchylił nam Sarubbi. Opowiadał o tym, że gdy trwało nagrywanie scen z szatanem, na planie filmowym panowała atmosfera strachu. Aktorzy słyszeli dziwne niekontrolowane dźwięki i widzieli na własne oczy zjawiska, o których sam aktor nie chciał publicznie mówić. „Czuliśmy obecność szatana.” Sprowadzono, więc pewnego księdza egzorcystę z Watykanu, który codziennie rano odprawiał Mszę św., w której uczestniczyli wszyscy biorący udział w tym przedsięwzięciu (nawet ci, którzy byli sceptycznie do tego nastawieni).

Wróćmy jednak do miłosiernego spojrzenia Jezusa, które nawróciło „Barabasza”. W działalności Chrystusa ważne było spojrzenie na osoby, które spotykał. Za każdym razem patrzył się na ludzi z wielkim miłosierdziem, które leczyło. Teraz również patrzy na nas z perspektywy tabernakulum, w którym namacalnie jest obecny. Patrzy na nas przez oczy drugiego człowieku, w którym jest obecny. Oczy to najważniejsze źródło informacji o człowieku. Mówią o nas prawdę i pokazują nasze właściwe oblicze. Oko zamknięte w trójkącie to alegoria Bożej Opatrzności, która czuwa nad nami.

W te święte dni, w których nasz Pan Jezus Chrystus zginął za Barabasza, który jest symbolem naszej całej cywilizacji, patrzmy prosto w oczy drugiego człowieka. Nie odwracajmy wzroku, lecz odnajdujmy spojrzenie Jezusa Miłosiernego, który patrzy przez bliźniego, i który „umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował” J 13, 1

Dodaj komentarz