LOADING

Type to search

Nie róbmy z Bożego Narodzenia imienin wujka Zdziśka

Marcin Łopienski 25 grudnia 2018
Share

– 16 grudnia 2018 roku, kościół  na Starym Mieście w Warszawie. Ponad tydzień przed świętami Bożego Narodzenia.

Zabawna scena: w długiej, naprawdę długiej kolejce do konfesjonałów stoi chłopak, który z uśmiechem od ucha do ucha przygląda się ludziom, którzy ze zdziwieniem reagują na ogromny sznur osób. Z wielkim bananem na ustach odpowiada twierdząco na pytania: „O Boże! Taka długa kolejka do konfesjonałów?!”.

Zapewne ten wpis nie miałby sensu, gdybym to ja nie był tym chłopakiem. Tak akurat się złożyło, że w ten chłodny, warszawski wieczór wybraliśmy się wspólnie z narzeczoną na mszę do kościoła …. Chociaż nie wiem czy można pisać o wspólnym uczestnictwie, bo razem jedynie do świątyni weszliśmy i wyszliśmy. Bowiem praktycznie przez cały czas czekałem na swoją kolej do spowiedzi.

Sporo jest o tej kolejce, ale jest ona kluczowa. Stojąc w niej, tak jak już napisałem, uśmiechnięty od ucha do ucha, czułem olbrzymią radość. Bynajmniej nie z powodu jakiegoś sentymentu do czasów PRL-u (którego swoją drogą nie mogę mieć, bo jestem za młody) czy też dlatego, że inni też musieli swoje wystać, aby się wyspowiadać. Radowałem się, bo tak wiele osób (starszych, młodszych, rodzin z dziećmi) chciało przyjąć do siebie Chrystusa. I nawet jeśli ktoś powie, że za późno, pewnie odwlekali na ostatnią chwilę i stąd ta kolejka, puszczę sobie te uwagi mimo uszu.

Adwent to czas oczekiwania na przyjście Pana Jezusa, więc to wyczekiwanie w kolejce do spowiedzi to proza naszego życia. Jak tak zastanowimy się chwilę, to zdamy sobie sprawę, że cały czas na coś lub kogoś czekamy. Zarówno ja, jak i Ty, drogi Czytelniku, odczuwamy to samo. Tkwimy w tym stanie po same uszy, a wszystko dzięki geniuszowi Boga, który tak to wszystko poukładał. Bo czyż Boże Narodzenie w lipcu miałoby sens? Przez cały rok na coś liczymy, ale pod koniec roku oczekujemy Jego. Tego najważniejszego.

W zasadzie na ostatniej prostej przed Jego przyjściem, warto chyba zadać sobie pytanie: na kogo lub na co rzeczywiście tak wyczekujemy?

Od ponad dwóch lat jestem abstynentem i przy jakiejś okazji zapytałem swojego ojca:

– W zasadzie po co ten alkohol pierwszego i drugiego dnia świąt? Nie można inaczej?

– Tego nauczyłem się w domu, taką tradycję wyniosłem – usłyszałem.

Z szacunku do mojego taty nic nie odpowiedziałem, ale Wam mogę napisać: gdzieś mam taką tradycję! Może mój umysł jest już spaczony, być może szukam problemu tam, gdzie go nie ma. Macie prawo tak pomyśleć i uszanuję to. Ja jednak jestem zdania, że takie podejście to pomylenie świąt Bożego Narodzenia z imieninami u wujka Zdziśka. Moja babcia bardzo często mówi, że alkohol jest dla mądrych ludzi, ale to utopijne myślenie. Alkohol z mądrych, dobrych ludzi potrafi zrobić ich przeciwieństwo. Skłóca rodziny przy świątecznym stole, powoduje cierpienie, a czy my na co dzień nie mamy mało podziałów? Antagonizmów? Chyba nie o takie świętowanie nam chodzi. Nie o takie przeżywanie tego szczególnego czasu chodzi Kościołowi. Warto się nad tym zastanowić, póki jeszcze jest na to czas.

Dziennikarz sportowy 2×45.info. Twórca bloga przeczytane.net. Katolik, bibliofil, biegacz. W wolnej chwili lubię obejrzeć ciekawy film lub serial. Przez 17 lat byłem ministrantem w mojej rodzimej parafii w Białymstoku.

Tags:

You Might also Like

Dodaj komentarz