LOADING

Type to search

Nastoletnia matka Boga

Eryk Markowski 23 grudnia 2014
Share

Już jutro będziemy wspominali niezwykłe wydarzenie. Oto Bóg, wszechmogący, wszechwiedzący i wszechwszystko przychodzi na świat. A przychodzi nie w rydwanie ognia, nie zstępuje z Nieba w otoczeniu aniołów, archaniołów i rzeszy świętych. Pojawia się na ziemi tak, jak każdy z nas – został urodzony przez kobietę.

Fra_Angelico_043

O tej kobiecie chciałbym na dzień przed wigilią Bożego Narodzenia parę słów napisać. Odnoszę bowiem wrażenie, że w całym adwencie jest ona jakoś pomijana. I oczywiście nie chodzi mi o to, że jest ważniejsza niż przychodzący Chrystus – nic z tych rzeczy. Miriam nie zwraca na siebie uwagi. Jest skoncentrowana na Tym, którego nosi w swoim łonie, którego będzie wychowywała. Pomyślmy jednak o tym, jakim dziwnym i tajemniczym dla niej czasem musiała być ciąża. Same okoliczności zajścia w ciążę są dosłownie bezprecedensowe. Nie będę opisywał sceny zwiastowania, znamy ją wszyscy. Zastanawiam się co czuła Maryja po odejściu archanioła? Czy pojawiła się w jej młodym umyśle myśl „nie, to nieprawda, zmęczona jestem, przywidziało mi się, śnię na jawie”? Nie byłoby to dziwne. W końcu Maryja jest takim samym człowiekiem jak każdy z nas. W czasie zwiastowania była młodą, około piętnastoletnią dziewczyną. Czy nie pomyślała sobie, że może to jakieś młodzieńcze fanaberie? Miała przecież prawo tak pomyśleć.

Bb_jwJhCcAAcdvR

Idźmy jednak dalej. Po zwiastowaniu Maryja udaje się do swojej ciotki Elżbiety, która również w nieziemski sposób jest w ciąży. Spotykają się więc dwie kobiety niesamowicie obdarowane przez Boga. W domu Elżbiety Maryja spędza pierwsze miesiące swojej ciąży. Co ciekawe, nie spędza ich ze swoim narzeczonym Józefem, a właśnie z ciotką. Myślę, że była to bardzo dobra decyzja. Maryja oswaja się ze swoją sytuacją w domu kobiety, która jest w podobnej sytuacji. Myślę, że razem z Elżbietą spędziły ogromną ilość godzin na zastanawianiu się nad swoim położeniem i swoim wyróżnieniem. Dzieliły się radościami, refleksjami, obawami, smutkami. I nawzajem się umacniały i wspierały. Decyzję Miriam o wyprawie do Elżbiety można zatem uznać za całkowicie uzasadnioną. Może Maryja chciała tak po ludzku sprawdzić prawdziwość słów Gabriela?

546628_205533906238264_1552304808_n

Po krótkim opisie wizyty u ciotki opis przebiegu ciąży zostaje urwany. Wiemy jedynie, że Maryja przebywała u niej 3 miesiące. Możemy się domyślać, że 3 miesiące oznaczają tutaj do narodzin Jana Chrzciciela. Gdy bowiem Gabriel przybył objawić Miriam jej wybranie, to oznajmia jej, że Elżbieta jest już w 6 miesiącu. Wiemy, że po powrocie Maryi do Nazaretu jej narzeczony Józef chciał ją oddalić, czyli zerwać zaręczyny. Nie ma co się mu dziwić – narzeczona znika mu na 3 miesiące, a gdy wraca, jest w widocznej ciąży. Co miał sobie pomyśleć? To, co pomyślałby każdy chłop – pewnie go zdradziła. Ale gdzieś z tyłu głowy musiała mu kołatać myśl, że to niemożliwe, że taka wspaniała kobieta nie zrobiłaby czegoś takiego. Gdy Bóg zainterweniował do niego we śnie – nie miał już wątpliwości. A raczej miał ich pewnie jeszcze więcej, ale zdecydował – to jest moja narzeczona, kocham ją, nie pozwolę jej skrzywdzić, sam jej nie skrzywdzę.

A co działo się w sercu Miriam? Czuła w sobie rozwijające się dziecko, o przywidzeniu nie mogłoby być już zatem mowy. Czy się bała? Myślę, że tak. Wiedziała, że zostanie matką Boga, że to już naprawdę nie żarty. Myślę, że w jej głowie było mnóstwo pytań, obaw, wątpliwości. Myślę, że cały czas rozmawiała z Bogiem, pytając Go, o co chodzi, jak to będzie. Jej fenomen polega na tym, że nie dała się ponieść emocjom. Rozważała wszystko w swoim sercu tzn. że wszystko miała dokładnie przemyślane i przemodlone. Była rozsądna, zrównoważona. Sądzę, że wraz z rozwojem ciąży była coraz bardziej niespokojna i zalękniona. Miała mnóstwo myśli i obaw związanych może nawet z samym porodem. Jak to będzie urodzić Boga? Jak będzie wyglądał? Czy będzie bolało czy może Jezus wyjdzie z jej łona zupełnie bezboleśnie? Nie znamy na te pytania odpowiedzi. Poznamy je pewnie dopiero w Niebie, gdy będzie okazja zapytać o to osobiście Miriam.

3596275884_e541ba0b3e_o

Pomyślmy w święta również o Maryi. Niech w centrum będzie Ten, którego urodziła, ale pomyślmy też o tym, ile ona przeszła. Ile musiała pokonać w swoim życiu różnych zmartwień, jak musiała się czuć niezrozumiana, a jednocześnie wyróżniona. Postarajmy się na tyle, na ile to możliwe wczuć się w sytuację młodej dziewczyny z Nazaretu, pięknej, uśmiechniętej, pełnej planów na przyszłość, podekscytowanej zbliżającymi się zaślubinami z Józefem, jej wymarzonym mężem. Zobaczmy jak bardzo musiało się zmienić jej życie, jak bardzo ona musiała być przesiąknięta Bogiem. Uczmy się tego od niej. Prośmy ją, aby uczyła nas bycia z Bogiem. Ona doświadczyła tego jak nikt inny przed nią i po niej.

Tags:

You Might also Like

Dodaj komentarz