LOADING

Type to search

Share

Zapraszam na drogę krzyżową… W Twoim przypadku może to być droga relacji, droga krzywdy, droga konkretnego wydarzenia, droga ogólnie tego, co Ciebie nosiło całe życie, a teraz Ty masz to nosić.

“Ten, który mnie uzdrowił powiedział: wstań, weź swoje nosze i chodź!” J 5,11

Nosi Cię?? cz.2 czyli O tym, co Ty nosisz…

Nieść musisz. Nosisz. Już nie Ciebie nosi, lecz Ty to nosisz. Ale jak? Sposób Twojego noszenia spraw/ relacji/ ludzi też może Ciebie zabijać. Może przytłaczać, może wysysać całą siłę jaką masz… Dlaczego? Bo masz złe podejście do tego. Złe w znaczeniu takim, że złe w konsekwencji dla Ciebie, nie tych innych, chociaż czasami też… Więc jak to wszystko nosić, żeby nie było to pospolitym znoszeniem? Hmmm, kogo by tu naśladować w takim przypadku? Może najlepiej Mistrza? Tego, który zna sposób noszenia taki, który prowadzi do sukcesu?

Zapraszam na drogę krzyżową… W Twoim przypadku może to być droga relacji, droga krzywdy, droga konkretnego wydarzenia, droga ogólnie tego, co Ciebie nosiło całe życie, a teraz to Ty masz to nosić.

I Jezus pokazuje jak… Pokazuje na swojej drodze krzyżowej. Bo Jego nosił ten Krzyż całe życie. I jakkolwiek zdefiniujemy czym Krzyż był, to dopiero gdy On wziął go w swoje ręce i poszedł, to dopiero z tym wszystkim zwyciężył. Za nas wszystkich. Myślę, że sposób w jaki On wziął i niósł swoje „nosze” będzie dobrą wskazówką dla nas. Bo przecież kogo naśladować, jak nie Mistrza? To od początku…

mountain-lake-984482

Żyjesz sobie, więc wstań! Przyjrzyj się temu wszystkiemu (relacjom/ ludziom/ sprawom/ wydarzeniom/ sytuacjom). Weź to wszystko i chodź. Wstań- bo z pozycji leżącego, przytłoczonego tym, źle widzisz, nie dasz rady tego podnieść. Weź te nosze i chodź. Na początku możesz się czuć jak skazany, pobity tym wszystkim, przerażony, osamotniony. I pewnie tak jest. Taka jest pewnie Twoja rzeczywistość wokół tych spraw/ludzi, wokół tych „noszy”. I nie ma nikogo. Niektóre oczy puste patrzą, niektóre ze współczuciem, niektóre ze wzgardą, że idziesz. Ale ważne, że idziesz. No i stało się. Przytłoczyło Cię to tak, że upadasz, fizycznie, na duchu i ogólnie, nie jest dobrze.

Te nosze są ciężkie. Większe od Ciebie. Przecież Ciebie nosiły całe życie, a teraz Ty to masz na swoich barkach. Teraz jest dobry moment żeby się poddać. Teraz masz wymówkę, że za ciężko. Że przecież upadłeś! Możesz zawrócić. Jeszcze zbyt daleko nie odszedłeś. Zbyt długo nie niesiesz. Tu jest miejsce Twojej decyzji. Decyzji o powstaniu bądź o leżeniu w tym miejscu z usprawiedliwieniem, że próbowałeś, ale za ciężko jest… jednak. Widzisz swoje słabości. Że nie jest tak pięknie jak Ci się wydawało, że siły też trochę brak. Hmmm, ta pycha… ach, ta pycha… albo ta skromność-urojona pokora… że nie, ja nie dam rady jednak… za słaby jestem… a w rzeczywistości nie chce Ci się starać… Tu w sercu trzeba odkryć prawdę. Jak jest? Jaki jestem? I popatrzeć na Mistrza. On wstał. To może i ja wstanę? Podnoszę siebie najpierw i teraz nosze i idę dalej… Etap starcia ze sobą już za Tobą. Pokonany. Wygrany. Teraz kolejny etap-starcia z bliskimi, z ludźmi.

Wiadomo, spotkania z innymi na tej drodze, gdy my niesiemy swoje nosze bywa niezręczny…przecież oni widzą, że się zmagam. A może ja chcę to sam przeżywać… bez udziału innych? Bo po co mają wiedzieć? A co jak zobaczą że mi się nie uda? A może chcę, żeby widzieli? Różnie bywa… Ale zawsze pojawi się ktoś, kto nam przetrze oczy, bo już nie widzimy nawet gdzie idziemy. Ktoś, kto nam spojrzy głęboko w oczy i zobaczy to, co naprawdę przeżywamy i będzie w tym z nami. Ktoś, kto po prostu weźmie to wszystko na chwilę bez gadania i poniesie trochę z nami. Ktoś, kto się będzie użalał nad nami. Ale to wszystko na nic- i tak będzie gleba. Za dużo. Bo teraz do tych naszych „noszy” dochodzą właśnie Ci ludzie. To, że się pojawią nie daje Ci gwarancji sukcesu. Kolejny upadek. Kolejna decyzja. Czy idę dalej? Czy może zrzucę winę na tych wszystkich ludzi? Czy ich obarczę moim niepowodzeniem? Jezus wstał. Więc i Ty dasz radę. Kolejny etap pokonany-starcie z innymi.

Idziemy dalej i mamy rzeczywistość. Zaczyna się wokół i z nami coś dziać. Wydarzenia nie do zniesienia. Kolejny mocny upadek, najgłębszy. Wydaje się, że nie do przejścia. Wstajesz, a tam same „niespodzianki”. To te sytuacje w życiu, w których wydaje Ci się, że Boga nie ma. Miało już być po wszystkim. Ostatni upadek był taki, że ledwo wstałeś, a ten cyrk dopiero się zaczął. Walczyć musisz w momencie, gdy siły nie masz na nic. To w tym czasie walą po Tobie tak, że ledwo stoisz. Walą po Tobie tak, że nikogo nie ma wokół. Znajdzie się może ktoś, kto szepnie: „dobrze Ci idzie, to ma sens, co robisz.” I ostatkiem sił, w końcu jesteś na tych noszach Ty. Już nie niesiesz. Już jesteś na nich. Tam gdzie Twoje miejsce. Nie- pod, lecz-na. I wszystko widzisz inaczej. I wszystko Ci się układa w całość. Zwyciężyłeś. I tylko Ty znasz odpowiedź na pytanie: „czy warto było?”

Jezus zna swoją odpowiedź. My też ją znamy.

Któregoś dnia, gdy patrzyłam na wielki Krzyż, który wisiał nad ołtarzem odniosłam wrażenie, że ostatnie Słowo Jezusa, z uśmiechem na Twarzy brzmiało: „Nareszcie! :) ”

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

Leave a Reply