LOADING

Type to search

Naftalina i moher, czyli inwazja chodzących trupów

Maria Józefina Magner 14 września 2013
Share

Coś dla miłośników horrorów w stylu retro. Początek XXI wieku. Zapach pasty do podłóg w kościelnym budynku. Rekolekcje wielkopostne dla licealistów. Prowadzeni na rzeź uczniowie są zaskoczeni, bo w kościele nawet nie mogą usiąść. Powód? Prosta ekonomia proboszcza – rekolekcje lepiej mieć raz, a dobrze – w związku z tym na przedpołudniowe spotkania zaprosił też wiernych parafian. Efekt? Niezapomniany obraz zajętych ławek, dominujący zapach naftaliny, rzędy moherowych beretów. I to cudowne oburzenie, że ta młodzież przyszła i stoi, i nie można się skupić, i czego tam chce. Stać młodzi na długich naukach księdza. Wszak jest Wielki Post i trzeba się umartwiać. Trzeba wielkiej wiary, by przygłuchych staruszków, potępiające wzrokiem babcie (a czemu przychodzą tak na ostatnią chwilę, wstyd!) i całą tę grupę rześkich emerytów uznać za swoje umiłowane siostry i braci w wierze.

Trudno się dziwić, że po takim doświadczeniu wspólnoty wierzących częściej młodzi wychodzili z Kościoła, niż w nim zostawali. W ten sposób budował się stereotyp Kościoła, do którego chodzą tylko stare babcie, cuchnące naftaliną i w moherowych beretach. Stereotyp ten, niestety, nie wziął się z księżyca. Często sami proboszczowie się do tego przyczynili. Jak wiadomo, rekolekcje szkolne są wydarzeniem, na które przychodzą ludzie na co dzień dość luźno związani z Kościołem. Od tego, czego podczas nich doświadczą, zależy czasem bardzo wiele. Choć nie wszystko. Na szczęście Duch wieje tam, gdzie chce…

Pozostaje postawić pytanie: Nie ma miejsca dla ludzi starszych w Kościele? Jest! Tylko trzeba zrobić wszystko by byli też ludzie, którzy będą się chcieli we wspólnocie Kościoła zestarzeć. Ja już swój ulubiony moher mam!

Następny artykuł

Dodaj komentarz