LOADING

Type to search

Powszednie „Ojcze nasz” – pogawędka z Bogiem na poziomie.

Mirek 30 sierpnia 2013
Share

Czy znajduję tę odrobinę czasu by pogadać z Bogiem? Tak, pogadać. Przecież jeżeli chcę, żeby był w naszym domu to powinienem z nim rozmawiać. Tak jak się rozmawia z domownikami. Czasem o czymś ważnym, czasem o błahostkach.

Zdarza się, że tylko słucham co mówią moje dzieci, choć nastrój mam taki, że wcale nie mam na to ochoty. Ale trwam. Jeżeli Bóg jest częścią mnie, powinienem traktować go jak domownika. Przecież umiem się modlić. Sam Jezus Chrystus nas tego nauczył. Czy jednak mówiąc „Ojcze nasz” zastanawiałem się o co tak naprawdę proszę? O czym z Nim rozmawiam?

Niech się święci Twoje imię, niech nastanie Twoje królestwo! Czekam na to Boże, bo Twoje Królestwo to dla nas Ziemia Obiecana. Pragnę więc Twojego Nieba na Ziemi! Jeżeli mówię te słowa po znojnym dniu, to rzeczywiście są one szczere… Bo najczęściej mam wszystkiego dość. Niech więc Ono nadejdzie. Chcę już wrócić z tej ziemskiej emigracji – do Ciebie.

Jestem gotów przyjąć twoją wolę – To trudne, prawda? Bo skąd niby wiem kiedy to wola Jego, a kiedy moja? Sam wiem jak często się mylę. Chciałem dobrze… Tylko jakoś nie wyszło… Często zawodziły nerwy, brakowało cierpliwości, uporu, konsekwencji. Albo po prostu mówię sobie, że w chwili podjęcia decyzji to było najlepsze rozwiązanie. Albo zaszły jakieś nieprzewidziane zdarzenia. Więc to jednak była moja wola. Mimo, że najlepsza, to moja. Nie Jego. Boże, nastrój mnie abym umiał podejmować takie decyzje, które nawet po latach będzie można dobrze ocenić. Jesteś wszechwiedzący i jesteś moim przyjacielem i przyjacielem wielu ludzi, więc Twoje decyzje na pewno nie będą złe. Niech tak się właśnie stanie. Może jakiś drogowskaz? Wola Boga to nie koniecznie wola Kościoła. Mamy tego liczne przykłady na przestrzeni dziejów. A ja mówię: Niech się stanie tak jak Ty chcesz – daj mi znać co mam zrobić, a ja to zrobię! Kurczę, czy jestem na to gotowy? Czy moja dusza jest jak kamerton, który wyda dźwięk, gdy ktoś uderzy w drugi? Czy nadajemy na tych samych falach? Jeżeli tak nie będzie – nie będzie drogowskazu. Ale przecież mówię do Niego: „Bądź wola Twoja! – tak w niebie, jak na ziemi”. Nastrój mnie Panie na swój głos. To takie oklepane stwierdzenie znane z kazań „Słuchać Twojego głosu”. Ale… gdybym tylko spróbował okazałoby się, że coś tam w środku szepcze…

Chleba naszego daj. Nic więcej. Abym przeżył. I tak jestem tu tylko na chwilę. Bo po życiu na tej planecie będę przecież z Tobą. Jak robotnik emigrujący za pracą. Chcę tu tylko przeżyć, a ze skarbów, które tu zarabiam będę korzystał po powrocie – z Tobą. A zatem, chleba nam Panie daj, abyśmy nie przymierali głodem. Nic więcej nam nie potrzeba.

I wybacz nam, tak jak my wybaczamy innym – nie bezwarunkowo! Odmierz mi taką miarą, jaką ja odmierzam. Jeżeli jestem taki dobry, nie boję się, że coś będzie nie tak. To proste. Wszystko w moich rękach. Jak często mówisz „wybacz” do innych? Przepraszam, że zawiodłem, że nakrzyczałem, że tak zrobiłem (albo nie zrobiłem). Albo mówisz „oj tam… każdy może się pomylić”. A ile mam osób na liście ludzi, z którymi wolałbym się nie spotkać, którzy mnie skrzywdzili, których nie lubię, lub w obecności których zwyczajnie źle się czuję. I co? Nasz Przyjaciel znający głębię naszych serc przebaczy nam – tak jak my przebaczamy. Czyli jak? Niedbale? Machnięciem ręką? A może też trafimy do Niego na indeks? Chyba niedobrze. Może wyjść na to, że ja tu o chlebie i wodzi zbieram skarby do Królestwa a tu… odpuszczą mi tak, jak ja odpuszczam. Oooo. Chyba tu sporo ode mnie zależy. Codziennie budząc się mam szansę jeszcze coś zrobić. Zabliźnić, załagodzić. Uśmiechnąć się. Bóg jest miłością i przebacza – jak sam powiedział – nawet gdy twoje grzechy są jak szkarłat. Chcesz zobaczyć jak to jest przebaczyć komuś winę jak szkarłat? Może na początek warto o kimś dobrze pomyśleć? Albo właśnie o czymś zapomnieć, podkreślić grubą krechą? Co mi po tym że tu, na tej ziemskiej emigracji, ktoś mnie zrobił w balona? Przyjdzie czas że po powrocie do domu sobie to odbijemy. Mało kto będzie miał możliwość spotkać się ze swoim zamachowcem. Naszego „przebaczam” być może nikt nie usłyszy poza Nim. Tak bardzo chciałoby się pokazać swoją dobroduszność: zobaczcie, przebaczyłem mu! Może byłby to dobry przykład dla innych? Ale gdy pohamujesz swoje parcie na szkło – i tak wygrałeś – bo Bóg, który widzi w ukryciu, odda Tobie. Może nie dziś i nie jutro. Może nie w tym życiu, a może nie bezpośrednio Tobie. Ale twojemu dziecku, ojcu? Ale odda – wszak sam tak powiedział. Wierzysz w to? I niech nas nie kusi zło. Nie ma siły – jestem za słaby. I tak codziennie Cię przepraszam i liczę, że mi przebaczysz – bo ja się staram tak robić. Proszę więc Twoją potęgę i mądrość: popychaj mnie tam gdzie będę mógł spokojnie zbierać swoje skarby a nie trwonić ich.

I nie wódź nas na pokuszenie. Wiesz, Boże, że jak wpadnę w łapska zła, to musi minąć trochę czasu aż znów wrócę do Ciebie. Jak ten syn marnotrawny. A co będzie, gdy kiedyś tego czasu zabraknie? Nie chcę się uzależniać i potem iść na odwyk. To strata czasu! Mógłbym ten czas wykorzystać na zbieranie skarbów. Nie wiem kiedy kończy mi się paszport i deportują mnie stąd do Ciebie. Ty widzisz więcej, proszę więc, prowadź nas tam, gdzie nie ma pokus i chroń nas od złych przygód. Przecież nie chcesz naszej krzywdy. Niech więc stanie się Twoja wola, jak mówiłem wcześniej. Wszystko od tego się zaczyna. Jestem słaby, więc muszę przepraszać, ale z Twoją pomocą wiem, już wiem co powinienem robić, co jest dla mnie ważne, by przeżyć tu i gromadzić skarby Tam.

 

Te wszystkie znaki dałeś mi ucząc mnie modlitwy „Ojcze nasz”. Niech więc tak się stanie i … dziękuję.

Dodaj komentarz