LOADING

Type to search

Msza św. – “kapuściany przewodnik” cz.2

Piotr Kapusta 30 marca 2015
Share

W drugiej części swojego przewodnika po mszy św., chcę skupić się na opisie liturgii eucharystycznej i obrzędów zakończenia.

Ofiarowanie darów.  Darami, jakie składamy na ołtarzu są przede wszystkim chleb i wino, ale rzadko kiedy jest to widoczne podczas liturgii, bo z reguły nie przynoszą ich do ołtarza wierni, ale ministrant. Rzadko kiedy mamy też możliwość wsłuchania się w słowa, jakie wtedy wypowiada kapłan przy ołtarzu, bo jesteśmy zaabsorbowani śpiewem i zbieraniem tacy. A szkoda, bo z ust kapłana padają piękne słowa: „przez to misterium wody i wina daj nam, Boże, udział w bóstwie Chrystusa, który przyjął nasze człowieczeństwo”. Kapłan modli się o nasze przebóstwienie! Odrobina wody wlewana do kielicha z winem, to znak połączenia  ludzkiej i boskiej natury w Jezusie, ale również znak życia wiecznego, gdzie nasza ludzka natura (woda), zostanie przesiąknięta Bożą obecnością (winem), symbol wiecznego życia (woda) i radości (wino), jakie staną się naszym udziałem, a w zasadzie, jakie już stają się naszym udziałem na uczcie niebieskiej. Różnica jest taka, że teraz jakby za zasłoną gestów i znaków, a po śmierci, bezpośrednio.

Tak na marginesie, symboliczna złotówka wrzucana na tacę, to wyraz naszej troski o Kościół lokalny i gotowość do minimum wyrzeczenia dla Chrystusa. To również gest solidarności z Kościołem, jako również moim domem, o który chcę zadbać. Jeśli jednak  ten gest kojarzy ci się tylko z wyzyskiwaniem przez kler, to może poszukaj innej formy okazania Kościołowi swej troski o jego potrzeby. Przypominają mi się słowa (wtedy jeszcze ojca) F. Błaszkiewicza, żeby dawać na tacę mądrze i tam, gdzie rzeczywiście słyszysz dobrą nowinę na mszy. Pięknie wygląda, i tak powinno być, aby tacę zbierał nie ksiądz (bo po pierwsze to nie jego funkcja, a po drugie przez to zbiórka na tacę przypomina formę pobrania opłaty za udział we mszy św.), lecz przedstawiciel wiernych świeckich. Dlaczego? Bo taca to wyraz naszego daru dla wspólnoty Kościoła. Dalej dobrze by też było, aby tacę przyniesiono przed ołtarz i (tak jest u mnie w kaplicy) postawiono na stoliczku na dary, stojącym przed ołtarzem.

Kolejny gest, również łatwy do przegapienia, to obmycie przez kapłana dłoni i wypowiadane wtedy słowa: „obmyj mnie, Panie, z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego”. Gest dla mnie o tyle piękny, że pokazujący iż nawet najbardziej święty kapłan, nadal potrzebuje oczyszczenia, by stanąć przed Bogiem, znak tego, że każdy z nas (nawet kler) jest grzesznikiem.

Prefacja, czyli przedmowa do modlitwy eucharystycznej. Zaczynają ją bardzo mocne słowa kapłana: „Módlcie się aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg Ojciec wszechmogący”. Msza to nie tylko ofiara i modlitwa kapłana, ale to również nasza ofiara. My też mamy swój udział w kapłaństwie Chrystusa. Eucharystię sprawujemy najpierw na chwałę Bożą, następnie na pożytek nasz i całego Kościoła.

W następującym teraz dialogu, dziękujemy Bogu za wszelkie otrzymane od Niego dobro. Warto sobie uświadomić za co chcę Mu dziękować, czy w ogóle odczuwam taka potrzebę. Warto też tę chwilę dziękczynienia przenieść na całe nasze życie, a nie tylko moment mszy. Przynajmniej parę razy w ciągu dnia mieć chwilę na to, by wznosić swoje serce do Pana, tzn. oderwać się na chwilę od przyziemnych spraw i zwrócić do Niego, przypomnieć o Jego obecności. Na co dzień mamy na o mnóstwo możliwości: rachunek sumienia, modlitwa brewiarzowa, anioł Pański, różaniec, koronka do miłosierdzia Bożego, akty strzeliste…

Po tym dialogu następuje prefacja w sensie ścisłym. Warto wsłuchać się w jej słowa, gdyż jest to modlitwa zmienna, a w krótkiej formie ukazująca piękno dzieła zbawienia człowieka.  Zawsze kończy ją wezwanie, by wraz z aniołami i świętymi oddawać chwałę Bogu słowami: „Święty, święty, święty”.

Sanctus. Śpiewem, czy słowami, w każdym razie wielbimy Boga słowami Pisma św., słowami aniołów i świętych (zob. Iz6,2-3; Ap4,8).  Rozważając słowa tego hymnu, chcę zwrócić uwagę na parę elementów. Przede wszystkim śpiewając  Sanctus, wyrażamy naszą wiarę w to, że Bóg jest istotą niepojętą, niewypowiedzianą, inną od wszystkiego, co istnieje (takie jest bowiem znaczenie słowa „święty”). Modlimy się też do Boga, który jest wojownikiem, Panem Zastępów, czyli Wodzem wojsk ziemskich i niebiańskich, przyzywając Jego pomocy i wsparcia w naszej walce duchowej. Słowa „Hosanna na wysokości”, znaczą tyle, co: „Zbaw nas, ocal, uratuj, Ty, który mieszkasz wysoko w niebie”.

msza

Modlitwa eucharystyczna. Kluczowy moment całej mszy św., złożony z tzw. epiklezy (czyli modlitwy przyzywającej Ducha św., aby uświęcił chleb i wino, przemieniając je w Ciało i Krew Jezusa), opowiadania o ustanowieniu i słów konsekracji (swoistej podróży w czasie i zanurzenia się w wieczności, bo oto tu i teraz dzieje się to samo, co 2000 lat temu, Ostatnia Wieczerza i całe wydarzenie zbawczej ofiary Chrystusa rozgrywa się pod zasłoną symboli na naszych oczach); anamneza (czyli przypomnienie zbawczych wydarzeń i odnowienie przymierza), ofiarowanie. Nie na darmo właśnie w tym momencie mszy mówimy o wielkiej tajemnicy wiary, o misterium, które przekracza możliwości pojęcia go samym tylko rozumem.  Warto też mieć świadomość tego, że kiedy kapłan podnosi do góry najpierw hostię, a później kielich z winem, to czyni to po to byśmy wpatrywali się w nie, a nie pochylali głowy i bili się w piersi na znak żalu. Czas żałoby, pokuty już minął, teraz jest czas na radosne wpatrywanie się w Boga i adorowanie go, oddawanie Mu hołdu przez pokłon w momencie, gdy kapłan opuszcza patenę lub kielich i klęka.

Kapłan zanosi też w modlitwie wstawienniczej prośby do Boga za żyjących i zmarłych, Kościół i cały świat. Całość modlitwy eucharystycznej kończy doksologia, czyli zaniesienie modlitw Bogu i ofiarowania Mu samych siebie „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”, nasze amen po raz kolejny wyraża udział w misji kapłańskiej Chrystusa i podkreśla, że to nie jest tylko ofiara księdza, ale i nasza. Istnieje nawet zwyczaj, że podczas doksologii kapłan ma trzymać patenę z hostią i kielich tak długo w górze, aż zgromadzenie nie skończy śpiewać amen.

Ojcze nasz. Pięknie wygląda to w kościołach, gdy podczas tej modlitwy razem chwytamy się za ręce, podkreślając, że jesteśmy wspólnotą dzieci Bożych. W tej modlitwie wyrażamy wszystko, co najważniejsze, odnawiamy niejako przymierze chrzcielne i przypominamy sobie prawdę o tym, że Bóg jest naszym Ojcem, Jezus naszym Bratem, a my wszyscy jesteśmy dziećmi Boga i to jest nasza prawdziwa tożsamość. Warto świadomie wypowiadać każde słowo tej modlitwy, a nawet zajrzeć wcześniej np. do Katechizmu Kościoła Katolickiego i komentarzy do tej modlitwy, by nie były to tylko puste słowa, ale byśmy żyli jej słowami i po wyjściu z kościoła.

Znak pokoju, czyli gest wyrażany z reguły tylko przez skinienie głową, czasem podanie ręki, mający mówić że jesteśmy razem, przebaczamy sobie i dobrze sobie życzymy. Sam Jezus kazał nam przed złożeniem daru na ołtarzu najpierw iść i pojednać się ze swym bratem (Mt5,24). Adnotacja jak wyżej: oby ten gest nie był pusty i przedłużał się na codzienność, a nie jak to niestety zwykle bywa, że po wyjściu z kościoła od razu pokazujemy swą obłudną naturę i obmawiamy, kłócimy się, wyzywamy.

Baranku Boży. W czasie gdy my sobie śpiewamy, często nie wiadomo czemu bijąc się w piersi, choć czas aktu pokuty na mszy już dawno za nami, kapłan łamie konsekrowaną hostię i podnosi ją, przypominając nam w ten sposób prawdziwego i jedynego baranka paschalnego, którym jest Jezus i którego ofiara jest przebłaganiem za nasze grzechy, przynosząc nam pokój i zbawienie oraz wolność dziecka Bożego. Kapłan wypowiada słowa Jana Chrzciciela z ewangelii Jana (J1,36) i pytanie, czy naprawdę jestem gotów jak uczniowie Jana uwierzyć w to, że w tym oto pozornym kawałku chleba jest sam Zbawiciel i Bóg, i czy jestem gotów na to, by jak pierwsi apostołowie, którzy usłyszeli od Jana te słowa, porzucić wszystko i iść za Jezusem, naśladować Go. Naszą odpowiedzią są słowa setnika z Mt8,8, wyrażające wiarę, że Jezus samym tylko słowem może uzdrowić moją duszę, tj. całe życie i najgłębszą cząstkę mnie samego. Myślę, że tu jest właśnie idealny moment, by na znak uznania swej grzeszności i niegodności tego, by przyjąć w sobie Boga, uderzyć się przy tych słowach w pierś, lub choćby położyć rękę na piersi i spuścić wzrok/głowę.

Komunia święta. Przyjmujemy do swego wnętrza całą Trójcę. Komunia oznacza tak ścisłą wspólnotę, w której wszystko co moje jest twoje, a co twoje jest moje, więzi rodzinne. W zasadzie to nie my przyjmujemy Boga, ale On nas, stajemy się niejako czwartym elementem Trójcy i nie skłamiemy mówiąc, że odtąd już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus, bo tak naprawdę jest. Dlatego po komunii powinna być jednak chwila ciszy, by każdy bez pośpiechu mógł choć chwilkę pobyć sam na sam z Panem i Go poadorować w sobie i świątyni swego ciała. Księża, którzy sprawują mszę, to tylko oni  powinni udzielać komunii i to jedynie z konsekrowanych na mszy hostii, a nie z rezerwy w tabernakulum.

Błogosławieństwo i rozesłanie. Obrzędy zakończenia tak naprawdę wcale mszy nie kończą. Wręcz przeciwnie, udzielone błogosławieństwo i słowa: „Idźcie w pokoju Chrystusa”, są słowami umocnienia na cały tydzień, byśmy dzień po dniu żyli eucharystią w codzienności, będąc świadkami Chrystusa. Jezus w osobie kapłana, tak jak kiedyś apostołów, tak teraz nas posyła na misje, abyśmy byli Jego apostołami dla wszystkich ludzi. Słowa rozesłania są bowiem zlepkiem tekstów z Mk16,15 („Idźcie na cały świat i głoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu”), oraz z J20,21 („Pokój wam; jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam”). Mam w zwykłym szarym dniu stawać się bardziej chrystusowy. Co do uwag pobocznych, to dwie: po pierwsze najpierw wychodzi ksiądz, a my za nim. Irytujące jest to, gdy komuś tak się spieszy do domu, że nawet te dwie, trzy minuty dłużej nie może zostać i poczekać aż odejdzie od ołtarza kapłan z asystą liturgiczną i ustana śpiewy. Zero zrozumienia czym jest msza, zero związku i miłości z Bogiem, a mnóstwo rytuału zewnętrznego i chodzenia z tradycji, przyzwyczajenia. Oczywiście nie wszystkich te słowa dotyczą, są sytuacje wyjątkowe, ale nie o nich tu piszę. Druga rzecz: wychodząc z kościoła już nie musisz żegnać się wodą święconą. Po co? Czy nie rozumiesz, że już jesteś czysty i uświęcony i że mieszka w tobie sam Bóg? To On cię uświęca.

Powyższy tekst nie wyczerpuje oczywiście bogactwa tematu i symboliki liturgii mszy. Życzeniem moim jest, by ten tekst choć w drobnej mierze przyczynił się do bardziej świadomego uczestnictwa w misterium eucharystycznym, które jest w końcu sercem życia Kościoła. Artykuł powstawał w oparciu o wiedzę wyniesioną z wykładów i pozycje: S. Hahn, „Uczta Baranka”; P. Terwitte, M. C. Leitschuh, K. Vellguth, „Msza święta. Odkryj ten skarb”.

Tags:
Następny artykuł

You Might also Like

Leave a Reply