LOADING

Type to search

Moim kaznodziejom pod rozwagę

Rafał Krysztofczyk 30 sierpnia 2014
Share

Co roku kilka tysięcy naszych bliźnich ginie na polskich drogach, kilkadziesiąt tysięcy odnosi ciężkie rany. Jedno i drugie oznacza niewyobrażalne ludzkie tragedie. W jednej sekundzie wali się ludzkie życie, plany, radość. Przyczyną zdecydowanej większości tych nieszczęść jest zła wola i głupota. I nie lekceważmy tej ostatniej, Jezus umieszcza ją w jednym szeregu z bardzo poważnymi grzechami. Z rachunku prawdopodobieństwa z całą pewnością wynika to, że niemała część tych, którzy po pijanemu wsiadają do samochodu, albo lekceważą inne przepisy ruchu drogowego, uczęszcza do kościoła. Część pewnie przystępuje do sakramentu pokuty. I co ? I nic. Mam już trochę lat, jestem na każdej niedzielnej Mszy św. i nie przypominam sobie aby kapłan w homilii uświadomił tym, którzy z premedytacją łamią przepisy na drodze, że być może popełniają ciężki grzech. Mówi się za to często i słusznie o aborcji. Ale Bóg jest dawcą każdego życia . Czy ktoś odważy się je wartościować? Dlaczego więc cisza? Nie wiem. Festiwal straszliwej głupoty na naszych drogach wciąż trwa.

Ukochany przez wszystkich i czczony św. Jan Paweł II jako pierwszy papież przekroczył próg synagogi, modlił się pod „ścianą płaczu”, Żydów nazywał starszymi braćmi w wierze. Wokół wielu kościołów na otaczających ich blokach widnieją obelżywe antysemickie napisy, w Internecie jest ich niezliczona ilość. Na stadionach „patriotycznie” nastawieni kibice wysyłają Żydów „do gazu”. Nie zliczę ile razy słyszałem , że za całe zło tego świata odpowiadają oczywiście Żydzi. Osobiście słyszałem jak chwalono Hitlera, że „zrobił z nimi porządek”, a jedenastego września 2001 roku oczywiście tylko Żydzi nie przyszli do pracy w WTC. W innej wersji zginęli przede wszystkim Żydzi i przy okazji trochę „porządnych ludzi” Może ja jestem głuchy i ślepy, może opóźniony w rozwoju, ale znowu nie przypominam sobie abym kiedykolwiek i w jakimkolwiek kościele w czasie homilii usłyszał ocenę tych faktów. Żeby być precyzyjnym, od księdza profesora seminarium usłyszałem za to o „judeochrześcijanach”, relacji nie będzie. Dlaczego tak się dzieje, powtórzę – nie wiem.

Od czasu do czasu słyszę w różnych kościołach w czasie ogłoszeń parafialnych informację, że do puszek przy wyjściu będą zbierane ofiary, a to na dom samotnej matki, a to dla misjonarzy, by mogli karmić nędzarzy i głosić im Jezusa. Nieraz zdarzają się katastrofy żywiołowe czy jakieś inne tragedie, gdzie trzeba szybko ludziom pomóc. Informacja jest jedno, dwu zdaniowa obok tej, że jutro odbędzie się spotkanie chóru parafialnego, a pojutrze będziemy sprzątali teren wokół kościoła do którego to sprzątania proboszcz serdecznie nas zaprasza i z góry dziękuje staropolskim „ Bóg zapłać”. Wrzucam do puszki datek i staję z boku. Ponad połowa uczestniczących we Mszy św. obojętnie mija ministranta z puszką. Znam osoby dla których wydanie złotówki jest problemem, bo to jest cena kubka mleka i bułki na ubogie śniadanie. Ale nie oszukujmy się, zdecydowana większość, przepraszam zdaje się, że „puszczają mi nerwy” ma to w nosie, w głębokim niepoważaniu i obojętności. Kto ma im uświadomić jak nie kapłan, że wiara bez uczynków jest martwa. Kto ma im powiedzieć, że kiedyś dobry ale i sprawiedliwy Bóg zapyta : dlaczego nie nakarmiłeś głodnego, dlaczego nie odwiedziłeś chorego sąsiada, czemu nie zapytałeś ubogiej wielodzietnej rodziny jak jej pomóc? I jeszcze smutno – zabawna historyjka będąca jakąś ilustracją tego co napisałem. Pytam kolegę dlaczego tak wcześnie opuszcza miłą imprezę. Idę na rekolekcje parafialne – odpowiada, proboszcz bardzo prosił o liczne uczestnictwo. Kiedy za jakiś czas go spotykam i pytam o rekolekcje, ten chwilę myśli i mówi:” Wiesz dobre, kolejna chwila namysłu, wiesz ja się nie upijam, żony nie zdradzam, ciąży nie usuwam, nie no dobre, dobre.

Pisząc ten tekst nie mogę pominąć jeszcze jednego tematu, choć może nieco pobocznego do tytułu. Pereł jak wiadomo nie znajduje się na trawniku, w supermarketach też ich raczej nie sprzedają. Jak to się dzieje, że gdy zdarzy się, bo przecież to nie codzienność, kapłan, który jest jak ewangeliczna perła, to jego współbracia w kapłaństwie i przełożeni prasują go walcem drogowym. Nie ważne, że ten odnajduje zaginione owce, że idzie tam gdzie inni nie idą, że wzbudza nie kłamany szacunek wielu ludzi dobrej woli i wielkiego umysłu, nie ważne, bo „przyjdzie walec i wyrówna”. Do czego wyrówna? Do największego świętego – „świętego spokoju”?. Gdyby się nie wychylali, wiedliby spokojny żywot sytego. Nikt by im nie wytykał błędów, potknięć, niezręczności i „niewłaściwego” towarzystwa. A ilu jest tych oddanych swemu powołaniu o których nikt nie powie w telewizji i w samotności muszą znosić dyktat przeciętności? Dlaczego ci, którzy są starszymi w moim Kościele milczą? Jaką korporacyjną korzyść mają na względzie? Czy znajdzie się ktoś, kto nie bacząc na różne ograniczenia powie „dość”. Kto odpowie na te pytania? Niech zakończeniem tych trudnych i bolesnych dla mnie refleksji, będą słowa kochanego Franciszka:” Nie ma miejsca dla przeciętności, która prowadzi zawsze do wykorzystywania świętego Ludu Bożego dla swoich korzyści. Biada złym pasterzom, którzy wypasają siebie samych, a nie stado”

Dodaj komentarz