LOADING

Type to search

Moda wysokiego c

8 grudnia 2017
Share
Prasuję najlepszą sukienkę (tę granatową w groszki), zakładam błyszczące szpilki i biorę jedną z moich eleganckich kopertówek doskonale nadających się na takie okazje. Wyglądam nieziemsko, ponieważ piątkowy wieczór spędzę w świątyni sztuki dźwięczącej różnymi barwami.

Dobra, żartowałam. Coraz częściej kupuję sukienki, których nie trzeba prasować, od szpilek wolę trampki, a moja jedyna kopertówka leży nieużywana już drugi rok w ciemnych odmętach szuflady. Tak naprawdę wieczorne wizyty w filharmonii coraz rzadziej łączą się u mnie z wieczorowym strojem. Nie dlatego, że nie szanuję muzyki i muzyków, w końcu także i mój kręgosłup jest krzywy właśnie od ćwiczenia etiud i nokturnów. I nie jest mi źle z tą krzywizną, bo bez muzyki nie wyobrażam sobie życia.

Dlaczego więc na koncerty symfoniczne, nawet te z największymi sławami muzycznego świata, wybieram coraz częściej dress code typu smart casual (używając tej modowej korpoterminologii)? Czy nasiąknęłam już popkulturowymi nawykami na tyle, że przenoszę je także do mojego obcowania z muzyką klasyczną? Czy mój kontakt ze sztuką jest tak integralną częścią mnie, że nie mam ochoty na przebieranki w zbyt eleganckie sukienki i odliczanie minut do końca koncertu fortepianowego Rachmaninowa wywołanego (na szczęście!) cichym zgonem moich stóp w tych przepięknych szpilkach? A może po prostu wolę unikać tych niezręcznych sytuacji, kiedy to ja jestem elegancka, a cała reszta melomanów paraduje po korytarzu filharmonii w jeansach, dresowych sukienkach czy starwarsowych koszulkach ukrytych dla niepoznaki pod trochę-ale-nie-za-bardzo-elegancką marynarką? I kiedy trzy razy pytam pani w kasie, czy przyszłam na dobrą godzinę, bo widzę, że to chyba jacyś turyści zwiedzają budynek i robią sobie co chwilę selfie, które minutę później z dołączonym hasztagiem filharmonia ma obiec wirtualny świat znajomych.

Moja odpowiedź na to pytanie jest cały czas niepewna i nieśmiała, bo też i problem jest dużo głębszy niż samo ubranie. To pytanie o status muzyki klasycznej dziś, o jej stopień uprzystępnienia, o umiejętne balansowanie między elitarnością a powszechnością. Jedno jest pewne: dziurawe jeansy, plastikowy kubek piwa w ręku czy selfie z grającą orkiestrą w tle to już norma na większych koncertach symfonicznych, które wyszły poza eleganckie sale koncertowe. Jakie konsekwencje będą miały te tendencje? Czy powinniśmy je wspierać czy raczej hamować? Odpowiedź pozostawiam każdemu z osobna. Można jej poszukać na przykład przy dźwiękach koncertu fortepianowego Rachmaninowa.

Tags:
Poprzedni artykuł

Dodaj komentarz