LOADING

Type to search

Mnie to pociąga

Dominika Frydrych 26 września 2014
Share

No więc pociągi. Nie rozumiem, dlaczego to wciąż mój ulubiony środek transportu. Gdyby jeszcze rodzime składy przypominały choćby w najmarniejszym ułamku Orient Express. Albo gdybyśmy mieli połączenia tak kultowe jak Moskwa – Władywostok. Albo przynajmniej gdyby te brązowe zasłonki były czyste. Tymczasem jedynym, co mogłoby zbliżyć polską kolej do Orient Expressu jest morderstwo. Najbardziej kultowym połączeniem pozostaje trzynaście godzin z Krakowa do Kołobrzegu w lipcu. Na zasłonki lepiej opuścić zasłonę milczenia. A jednak jeżdżę tylko pociągami.

Dworzec. Preludium. Ludzie ustawiają się w kilometrowe kolejki do kas i mrużą oczy przed tablicą z odjazdami, ściskając nerwowo rączki walizek na kółkach. W powietrzu czuć niepokojącą woń rajzefiber. I zapiekanek lub innych kotletów, które pobliska garkuchnia serwuje jako danie dnia. Rozlega się żeński głos. Wjechał na tor piąty przy peronie drugim! Niech się zacznie przygoda.

Nie wiem, jak to wygląda u innych, ale ze mną w przedziale zazwyczaj siada pełen przekrój społeczeństwa. Od strony korytarza posępny chłopak w dresie. W przepastnej kieszeni spodni ma schowaną puszkę jasnego pełnego. Na siedzenie obok położył swój plecak. Dalej studentka z laptopem na kolanach. Odcięta słuchawkami od świata, słucha muzyki – a wszyscy słuchamy razem z nią – i szybko stuka w klawiaturę. Naprzeciwko mnie starsza pani pochylona nad krzyżówkami panoramicznymi. Raz na jakiś czas zerka z dezaprobatą na chłopaka, który właśnie z głośnym psykiem otworzył puszkę. Potem jej irytacja przenosi się na mnie – niechcący ją kopnęłam, przekładając nogę na nogę. Jest też kobieta z telefonem przy uchu. Przez sto kilometrów barwnie omawia operację swojego męża i zgrabnie wplata w to przepisy na przetwory z warzyw i owoców. W końcu ojciec z kilkuletnim synkiem. Mężczyzna podaje dziecku bombę zegarową. Czyli wielką paczkę chipsów bekonowych. W myśl zasady no risk, no fun.
Zerkam na nich. Nie widzą. Każdy zajmuje się swoimi sprawami. Nie dowiemy się o sobie niczego podczas podróży. Poza tym, że różnimy się jak tylko może różnić się od siebie siedem osób. A łączy nas tylko wspólny przedział.

Odwracam głowę. Szyba brudna, oby tylko nie zasnąć i się o nią nie opierać. Za nią? Pola. Pola. Domy. Więcej pól. Gdzieś w tle kawałek lasu.

Nagle stajemy. Zupełnie mnie to nie dziwi. Pociągi, którymi jeżdżę, zawsze zatrzymują się gdzieś w szczerym polu. Spodziewana niespodzianka. Różnie – pięć minut, kwadrans, pół godziny. Ludzie są chyba nieprzyzwyczajeni, bo atmosfera w przedziale gęstnieje. Dziecko zaczyna płakać, kobieta porzuca temat operacji i przeskakuje w nieudolność polskich kolei, starsza pani prycha i coraz bardziej zamaszyście wpisuje hasła, studentka marszczy brwi, chłopak gniecie pustą puszkę jednym ruchem. Pojawia się konduktor. Wąsaty, w kolejowym uniformie. Spokojnie przyjmuje falę krytyki. Za Włoszczową ponoć awaria trakcji – tłumaczy flegmatycznie tej od krzyżówek, oglądając jej bilet. – Po co się złościć? Zaraz ruszymy.

Stoimy dobry kwadrans. Na kolejnych dworcach pewnie już na wszelki wypadek ogłosili, że opóźnienie pociągu może ulec zmianie. Słusznie. Czasem w podróży zdarza się niejedna przerwa. Spontaniczna kłótnia ojca i pani od krzyżówek. Zaraz dołącza się kobieta z telefonem. Zastanawiam się, czemu żaden autokar klasy lux ze sprawnym wi-fi i tylko jednym namolnym współpasażerem obok, nie dorównuje tej menażerii zamkniętej w ciasnej przestrzeni, zmuszonej do wspólnego pokonania trasy. Dlaczego nie umiem nawet wyobrazić sobie, że środek transportu zmieniam? Jest to niewytłumaczalne. Ale coś mi mówi, żeby znów kupić studencki w drugiej klasie przy oknie. Lub przy korytarzu. Za każdym razem wiem, co mnie czeka i za każdym razem się do tego uśmiecham. Coś pociągającego jest w pociągach.

Znów mknę przez pola, zatrzymując się raz na jakiś czas w nieokreślonym miejscu. Znów z nadzieją patrzę na kolejnych konduktorów. A oni najczęściej o awarii trakcji mają pojęcie równie mgliste co ja. Ale mają rację – ani to pierwsza, ani ostatnia awaria. Kiedyś dojedziemy.

A wtedy głos z nieba oznajmi nareszcie, że pociąg skończył bieg.

metro-407204_1280

Tags:

You Might also Like

10 Komentarzy

  1. Pingback: cialis pills
  2. Pingback: viagra pills
  3. Pingback: cialis online
  4. Pingback: viagra online
  5. Pingback: cialis
  6. Pingback: viagra
  7. Pingback: buy cialis
  8. Domi 7 października 2014

    Domi trafione w sedno :))

    Odpowiedz

Dodaj komentarz