LOADING

Type to search

Misjonarz-anioł

Monika Łoboda 10 czerwca 2019
Share

TEKST: MONIKA ŁOBODA

Gdy byłam w Indiach, często przychodziła mi do głowy myśl, aby spotkać się z ojcem Marianem Żelazkiem, mimo że odległość między Bangalore a Puri wynosiła ponad 1400 kilometrów. W końcu pewnego dnia wsiadłam do pociągu i ruszyłam w drogę do Puri. Podróż trwała półtora dnia.

Późnym wieczorem stan Orissa powitał mnie gwarem, duchotą i rikszarzami. Bez wody pitnej, wśród komarów czekało na mnie miejsce w aszramie ojca Mariana.

Tej samej nocy jeden z Hindusów przyniósł mi wiadomość na kartce: „…śpij dobrze! Jutro o 7 rano Msza św. w aszramie. Dobranoc, o. Marian”.

Następnego dnia o poranku, tuż przed wschodem słońca, w małej kapliczce wśród palm, rozpoczęłam modlitwę jutrznią wraz z ojcem Marianem. Misjonarz wypowiadał każdy wers spokojnym rytmem, dokładnie akcentując każde słowo. Można było zatopić się w psalmy i pływać w głębokiej, modlitewnej atmosferze.

Eucharystia. Ojciec Marian, okryty pomarańczowym szalem, celebrował liturgię. Rozmyślałam o tym, jak w skromnym i ukrytym aszramie można odkryć na nowo wielkość i siłę wiary. Przenikała mnie myśl, że za ołtarzem znajduje się misjonarz-anioł.

Tego dnia chwile medytacji w ciszy pozwoliły mi przygotować się do spowiedzi. Głębokie rozmyślania naprowadzały mnie łagodnie do spotkania z Bogiem w sakramencie pojednania.

Wieczorem, po intensywnym dniu, siedząc na werandzie w aszramie, usłyszałam: Moniko, zapraszam do mojego pokoju…

Klęknęłam tuż przy „misjonarzu-aniele” i nastąpiła chwila tylko dla nas.

Słowa ojca Mariana płynęły jak życie – proste, skromne i prawdziwe.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz