LOADING

Type to search

Miłośnik Boga, ludzkiego świata i humoru. Pisanka o ks. Józefie Tischnerze (1931-2000)

Damian Jankowski 8 grudnia 2014
Share

Nigdy nie chciał być kapłanem, który jedynie głaska wiernych. O sobie mówił żartobliwie, że najpierw jest człowiekiem, potem filozofem, dopiero potem księdzem. O czasach seminaryjnej formacji wspominał, jak strasznie irytowała go psychoza kleryków względem świata. Przy swoich święceniach kapłańskich modlił się słowami Claudela: „Spraw, bym był siewcą niepokoju”.

Był Góralem z krwi i kości, wysoką ceniącym sobie swobodę i mocne poczucie humoru. Przysłowiowo chorował, gdy chciano uczynić go Dziekanem Wydziału Filozoficznego PAT (co się w końcu udało). Niechęć do zajmowania oficjalnych stanowisk została mu już do końca życia. Gdy widziano w nim kandydata na biskupa, wyznawał, że on by się do takiej posługi nie nadawał. Uszczypliwie dodawał, że jak jednak obserwuje, co się dzieje w tych sferach, to i on by tak potrafił. Żartował, że Prymasem nie został, bo akurat nie było go w domu, gdy dzwoniono z Watykanu.

Przeciętny Polak kojarzy księdza Tischnera z jego słynnym rozróżnieniem na trzy rodzaje prawdy (“święta prawda, też prawda i gówno prawda”). A przecież mieliśmy do czynienia nie tylko z gawędziarzem. Był wybitnym przedstawicielem powojennej filozofii, Heglem polskiego Kościoła (nawiązując do słów Jana Pawła II). Stały uczestnik spotkań naukowych w papieskim Castel Gandolfo. Polemizował m.in. z marksizmem i z tomizmem. Jak sam o sobie pisał, był filozofem Sarmatów, filozofem ludzkiej nadziei, który ma świadomość, że kopie dół zawsze o pół metra od swojego skarbu.

tischner

Twórca Etyki Solidarności, pełniący funkcję polskiego Sokratesa w obliczu przemian ustrojowych. Wielu środowiskom podpadał, zwłaszcza w kręgu przykościelnym. Część księży nie mogła mu zapomnieć wypowiedzi o tym, że nie spotkał on nigdy kogoś, kto by stracił wiarę po lekturze Marksa, ale znał wielu, którzy stracili ją po kontakcie ze swoim proboszczem. Przyjaźnił się z liberałami, niewierzącymi, marksistami. W polskim katolicyzmie irytowała go powierzchowność i cierpiętnictwo. Modlił się o wiarę głęboką, wiarę biblijną, która ujawnia się dopiero w momencie trudnego doświadczenia. Uwielbiał Norwida. W Radiu Maryja widział zagrożenie sparodiowania religii. Ci, których dotknęły jego słowa, twierdzili, że choroba, na którą umierał (rak krtani) jest karą za grzechy.

Przyjaciel Jana Pawła II (i chyba tylko dzięki jego przyjaźni zawdzięczał to, że nigdy nie doznał większych kar kościelnych), Adama Michnika, Jacka Żakowskiego, Jarosława Gowina.

Jak by się dzisiaj odnalazł wśród swoich przyjaciół i znajomych, w nieco innej rzeczywistości społeczno-politycznej? Bliskie mu osoby zostały przecież kardynałami, politykami, większymi niż dawniej krytykami polskiego Kościoła hierarchicznego. Tischner pewnie stanąłby wśród nas, popatrzył na ukochane Tatry i westchnął jak kiedyś: „Świat mi się zbyt podoba, abym usiłował go zmieniać”.

Tags:
Następny artykuł

Leave a Reply