LOADING

Type to search

Miłość broni się sama

Kasia Węglarczyk 30 września 2014
Share

Reinhard pracuje na poczcie. Praca jak praca, trochę monotonna, miasteczko nieduże, klienci wciąż ci sami, wszyscy się znają. Reinhard jest wesoły, przyjazny, ma miłą żonę i trójkę udanych dzieci, ludzie go lubią. Jest fajny i taki – wydawałoby się – normalny. Jednak ma swą mroczną tajemnicę.

Codziennie po pracy, zamknąwszy pocztę, Reinhard nie wraca bowiem do domu, do żony i dzieci, ale idzie grać w karty z kolegami. Gra nałogowo, do późna, i tak przez sześć lat. Pewnego razu wraca wyjątkowo późno, o drugiej w nocy. Żona dawno już śpi, ale na jego widok podnosi się i idzie do kuchni. Odgrzewa kolację. Zrobiła do tego dwie sałatki, którą woli? Z pomidorami? – Reinhard słucha z niedowierzaniem, patrzy z niedowierzaniem. Próbuje się doszukać w zachowaniu żony jakiegoś podtekstu, może sarkazmu, może moralnej wyższości, emocjonalnego szantażu – ale nie. Ona po prostu zatroszczyła się o niego, bo pewnie jest głodny. Nagle Reinhard uświadamia sobie, że przez minione sześć lat, kiedy grał i wracał po nocy, zaniedbywał dom, ignorował żonę i kątem oka tylko dostrzegał, jak dorastają ich dzieci – przez całe te sześć lat nie usłyszał od niej ani słowa wymówki. Gdy to do niego dociera, przeżywa wstrząs. Rzuca karty, pragnie coś zmienić. Zachowanie żony jest zachowaniem z innego świata, i Reinhard czuje naraz, że tęskni za tym światem.

Reinhard pracuje na poczcie. Jest wesoły, towarzyski, ale to nie wszystko. Związał się z ruchem Focolari, który w centrum stawia braterstwo, płynące z doświadczenia „Boga odkrytego na nowo jako miłość”. Ta rzeczywistość pociąga go tak samo, jak postawa żony, i jest tak samo niejasna. Niejasny jest też krzyż, na który Reinhard spogląda czasem z tęsknotą, ale i z niezrozumieniem. Któregoś razu we wspólnocie czytany jest Hymn o miłości z Drugiego Listu św. Pawła do Koryntian. Reinhard patrzy na krzyż i tak jak kiedyś nagle przejrzał na oczy, tak teraz nagle – rozumie. Miłość z Pawłowego listu, miłość żony do niego i miłość z krzyża – miłość, która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy i we wszystkim pokłada nadzieję – jest jedną i tą samą miłością. Jest jedna.

Reinhard pracuje na poczcie. Praca jak praca, trochę monotonna, ale on próbuje natchnąć ją czymś więcej. Chce odpowiedzieć na to, czego doświadczył, za czym tęsknił i co zrozumiał; chce żyć miłością w codzienności, po prostu. Któregoś dnia przychodzi klient, jeden z tych, co to wciąż ci sami, wszyscy się znają. Prosi o pokazanie nowego modelu telefonu. Reinhard odwraca się, otwiera gablotę i nagle czuje przeszywający ból w plecach. Wie, że to nóż. Jeden, drugi, kolejny raz, po chwili traci rachubę. Dociera do niego, że żegna się z tym światem. Ma jedną, ostatnią myśl: co mogę jeszcze zrobić? Pozostało tylko jedno, i Reinhard robi to: mówi temu człowiekowi, że mu przebacza. Nie udaje, naprawdę tak czuje, chce to powiedzieć. Napastnik rzuca nóż i ucieka, a Reinhard traci przytomność.

Fot. Artur Kaszowski

Fot. Artur Kaszowski

Reinhard otrzymał dwadzieścia siedem ciosów nożem od zdesperowanego imigranta. Po serii trudnych operacji przez miesiąc pozostawał w śpiączce. Nie bardzo wiadomo, jakim cudem przeżył. Okoliczności napadu są też niewyjaśnione, być może motyw był rabunkowy, ale ostatecznie nic nie zginęło. Nożownika szybko złapano, odsiaduje wyrok, a Reinhard jeszcze raz świadomie, po odzyskaniu przytomności, powtórzył słowa przebaczenia. Nigdy nie miał koszmarów, ani razu nie śnił mu się ten napad, nie nabrał nieufności do ludzi. Był w stanie pójść potem na tę samą pocztę, choć już tam nie pracuje – jest na rencie, nie wrócił całkiem do zdrowia. Snuje teraz swoją opowieść w miłych towarzyskich okolicznościach: jakieś urodziny, śmiechy, ktoś gra na pianinie, jemy szarlotkę. Jej kęsy więzną mi w gardle, gdy go słucham, ale Reinhard kończy i z uśmiechem przysuwa sobie talerzyk. Jest nadal wesołym, przyjaznym, zwyczajnym facetem, który dzieli się chętnie swą niewiarygodną historią, bo wierzy, że po to właśnie Bóg przywrócił go do życia.

To historia o przebaczeniu, o sile miłości, której nie można zatrzymać dla siebie, która musi być przekazywana dalej, skoro się jej doświadczy. Przebaczenie, jakiego zaznał Reinhard – czyste, bezwarunkowe, niepamiętające złego, pozbawione komentarza – dało mu siłę, aby i on przebaczył, nawet temu, który chciał go zabić. To doświadczenie go zmieniło: nie żadne umoralniające kazanie, nie pobożna lektura, ale sałatka z pomidorów, podana z czułością o drugiej w nocy. Ono też prawdopodobnie ocaliło mu życie, bo czyż można inaczej rozumieć zachowanie napastnika niż w ten sposób, że poraziła go, a może przeraziła, odmienność tej miłości, postawa nie z tego świata? Patrzę, jak Reinhard je szarlotkę, i myślę o tym, czym wobec tego są wszystkie ewangelizacyjne napinki, akcje, eventy. Czy Jezus potrzebuje dziś fighterów, żeby się przebić do ludzkiej świadomości, czy potrzebuje mocnych środków? Pewnie to wszystko jest ważne i cenne, nie przeczę. Jest jednak niczym wobec jednego gestu miłości, wobec jej skali rażenia. Ona tak czy inaczej znajdzie sobie drogę. Obroni się sama.

Tags:
Poprzedni artykuł

You Might also Like

1 Komentarzy

  1. zwyczajny katolik 25 października 2014

    Piękna opowieść. Świetne pióro. Podoba mi się prostota sytuacji. „chce żyć miłością w codzienności, po prostu.” Pytanie jak to zrobi. Mam pewną propozycję: http://blogownia.stacja7.pl/zrob-to-zostan-zwyczajnym-katolikiem/ Zapraszam:) Z Panem Bogiem!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz