LOADING

Type to search

Ziemia boskich cudów i ludzkich wojen.

Ba Laski 21 lutego 2019
Share

Wszystkie wpisy

Światowy punkt trzech wielkich religii. To miejsce święte dla żydów, muzułmanów i chrześcijan. Dla każdego z tych wyznań, święte inaczej. Miasto dawnych cudów i niedawnych cierpień oraz bólu.



Samolot przelatuje nisko nad szklanymi biurowcami, po chwili miękko dotyka płyty lotniska. W Polsce zostawiliśmy śnieg, w Tel Avivie słońce razi w oczy. Kierujemy się w stronę Jerozolimy. Wraki wojskowych pojazdów, pozostawione jako pamiątka wojny narodowowyzwoleńczej, kontrastują ze sznurem markowych samochodów, podążających nowoczesną drogą. I tak już będzie przez cały czas – w Ziemi Świętej bolesne „wczoraj” nieustannie miesza się z niewiele łatwiejszym „dziś”.

JEROZOLIMA

Po śliskim bruku biegną dzieci z tornistrami, prowadzone przez kobiety szczelnie opatulone w chusty. Arabska dzielnica powoli się budzi. Kilka ulic dalej spotykamy żydowskie rodziny – nie sposób nie uśmiechnąć się na widok przedszkolaków w jarmułkach i z zakręconymi pejsami. Pośród nich przemykają prawosławne siostry zakonne w charakterystycznych czarnych czepkach, gdzieniegdzie mignie znany nam franciszkański habit. Jerozolima to święte miasto trzech największych religii – dla żydów to Miasto Dawidowe, w którym znajdowała się Świątynia Salomona z Arką Przymierza. Muzułmanie wierzą, że to stąd Mahomet wstąpił do nieba, a chrześcijanie czczą miejsca męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Jedno z  hebrajskich tłumaczeń określa Jeruszalaim „miastem pokoju”. Widok rozstawionych na każdym rogu, uzbrojonych po zęby grup żołnierzy z palcami na spustach karabinów maszynowych zdaje się przeczyć tej nazwie.

TROCHĘ HISTORII

– Po zmartwychwstaniu Chrystusa rozpoczęły się prześladowania Jego wyznawców, które nasiliły się po 70 r.n.e., kiedy Jerozolima została zrujnowana podczas powstania żydowskiego. 60 lat później – po kolejnym powstaniu – miasto przebudowano jako Aelia Capitolina. Miało ono być typowo rzymskim miastem, w którym judaizm i chrześcijaństwo były zakazane – tłumaczy Franciszek Kucharczak, historyk Kościoła i redaktor Gościa Niedzielnego. – Cesarz Hadrian w szale zacierania śladów wybudował świątynie pogańskie zarówno w miejscu dawnej świątyni żydowskiej, jak i na Kalwarii, ale chrześcijanie i żydzi przekazywali sobie pamięć o swoich świętych miejscach.


Wszystko zmieniło się w roku 313, kiedy cesarze Konstantyn i Licyniusz wydali edykt mediolański, zaprowadzający wolność wyznania w Cesarstwie Rzymskim. Wreszcie można było otwarcie przyznawać się do wiary w Jezusa. Wkrótce po ogłoszeniu edyktu do Ziemi Świętej przybyła matka Konstantyna, św. Helena, która ufundowała wiele kościołów, w tym bazyliki Grobu Pańskiego i Wniebowstąpienia w Jerozolimie i Bożego Narodzenia w Betlejem. Sam Konstantyn przyjął chrzest na łożu śmierci, ale wszyscy jego następcy byli już chrześcijanami.

Dochodzący zza okna głos nawołującego do modlitwy muezina miesza się z współczesną, polską piosenką „Weź nie pytaj, weź się przytul”, graną w kuchni przez młodzież. Za ścianą rozmawiamy o nawróceniu Konstantyna. Współczesność i historia. Sacrum i profanum. Jerozolima w pigułce.

O to, aby móc klęknąć przed Bożym Grobem, toczyły się wojny – mówi Stanisław Kucharczak, historyk. – W 638 roku Jerozolima została zdobyta przez muzułmanów. Przez kolejne lata chrześcijanie mieli jednak możliwość pielgrzymowania do swoich świętych miejsc. Było tak aż do początku drugiego tysiąclecia, kiedy miasto zostało złupione, Bazylika Grobu Pańskiego zburzona, a dostęp do niej odcięty przez Turków seldżuckich. Ta decyzja wywołała ogromne oburzenie w Europie. Papież Urban II wezwał rycerzy do krucjaty, której celem miało być wyzwolenie Ziemi Świętej. Na jego apel odpowiedziało prawie 100 000 ochotników, którzy po trzech latach dotarli do Jerozolimy i w 1099 roku odbili ją z rąk muzułmanów. Krzyżowcy ustanowili Królestwo Jerozolimskie i zabrali się za odbudowę zniszczonych miejsc kultu. To z ich epoki mamy większość istniejących do dziś kościołów i kaplic.

ŚWIĘTE WNĘTRZA I WYPRAWY KRZYŻAKÓW

Na przyzwyczajonych do kapiącego złotem baroku czy strzelistości gotyku odbiorcach ogromne wrażenie wywiera prostota jerozolimskich świątyń. Nie ma tu zbędnych dekoracji, wnętrza są proste, zazwyczaj jasne i uporządkowane. Jakby projektował je żołnierz, a nie architekt…

Współcześnie wyprawy krzyżowe mają raczej czarny PR. Skąd wzięło się takie przekonanie?

Wielu historyków uważa, że ich celem był wyłącznie kolonialny podbój, ale wśród rycerzy dominowała raczej motywacja religijna – ocenia Stanisław Kucharczak i dodaje – według mnie jest w tym sporo romantyzmu, taki poryw serca. Niestety, po niespełna stu latach muzułmanie ponownie zdobyli miasto, które pozostawało w ich rękach aż do XX wieku.

Zapada zmrok. Trzask kołatki w drzwi Bazyliki Grobu Pańskiego jest dla pielgrzymów sygnałem do wyjścia. My wchodzimy do środka i stajemy się świadkami zdumiewającego spektaklu. W przedsionku świątyni gromadzą się duchowni różnych wyznań, sprawujących opiekę nad tym miejscem: prawosławni z Patriarchatu Jerozolimy, ormianie i katolicy, reprezentowani tu przez franciszkanów. Wrota zostają zamknięte od zewnątrz, a następnie przez małe okienko do środka podawana jest drabina, służąca do sięgnięcia do górnego skobla. Rano wszystko powtórzy się w odwrotnej kolejności.

  Klucznikami odpowiedzialnymi za otwieranie i zamykanie drzwi od setek lat są… muzułmanie. Stało się tak na mocy decyzji sułtana, który w ten sposób pogodził skłóconych ze sobą chrześcijan. Procedura otwierania i zamykania drzwi jest elementem tzw. Status Quo. Ten tajemniczy termin oznacza zbiór zasad, porządkujących współistnienie w świętym miejscu trzech Kościołów chrześcijańskich. – W ramach stworzonego w XIX wieku Status Quo zostały określone miejsca i pory nabożeństw poszczególnych wyznań, prawo własności kaplic czy zasady używania kadzidła – wyjaśnia o. Sławomir, nasz przewodnik. – I tak na przykład prawosławni modlą się w kaplicy Grobu między północą a trzecią rano, po nich swoją liturgię mają ormianie, a między 5:00 a 8:00 Eucharystię mogą sprawować tam katolicy. Później sanktuarium otwarte jest dla wszystkich pielgrzymów, aż do wieczora, kiedy to drzwi zostają zamknięte, a wewnątrz pozostać może dokładnie 15 przedstawicieli z każdego wyznania – objaśnia nam ten skomplikowany mechanizm.

  Przy płycie Grobu mieszczą się zaledwie cztery osoby. Obok mnie prawosławny kapłan z włosem rozwianym niczym Wernyhora podaje mi telefon i prosi o zrobienie mu zdjęcia. Próbuje ze mną rozmawiać, ale mój rosyjski ogranicza się do „da, niet, sabaka”, więc dowiaduję się tylko, że jest archimandrytą, co jest odpowiednikiem naszego opata. Każdy z nas modli się w ciszy – mamy surowo przykazane, że w czasie czuwania nie wolno odprawiać żadnych wspólnych modlitw. Status Quo w praktyce… W ciągu dnia jest inaczej – liturgie poszczególnych wyznań mieszają się ze sobą. Gdy popołudniowa procesja prowadzona przez franciszkanów dociera na Kalwarię, niżej rozpoczyna się prawosławne nabożeństwo. Łaciński chorał niknie pod grzmotem mocnych, męskich głosów. Jeśli siłę modlitwy by mierzyć poziomem decybeli, to zostajemy daleko w tyle…

Każde z wyznań bardzo pilnuje swoich stref i pór modlitwy. Przynosi własne dywany, świece, sprzęty liturgiczne. Każdy dba o to, by odprawić wszystkie przypisane mu nabożeństwa, bo gdyby z któregoś zrezygnował, ktoś inny chętnie zająłby jego miejsce lub czas – opowiada Franciszek Kucharczak, dodając, że Status Quo ma też gorszące oblicze. – Obok Płyty Namaszczenia od Wielkanocy do Zesłania Ducha Świętego stoi metalowa drabina. To symbol zwycięstwa franciszkanów w bójce z prawosławnymi o prawo napełniania lampek oliwą… Inna drabina stoi na gzymsie elewacji bazyliki. Nikt dokładnie nie wie, kto, kiedy i po co ją tam postawił, nie pełni żadnej konkretnej roli, ale można znaleźć ją na rycinach z XVII wieku. I choć nie ma żadnego powodu, aby tam stała, to skoro wszystko musi zostać tak, jak przed laty, to nie można jej ruszać… .

Czarno-biały kot zdaje sobie nic nie robić z zasad Status Quo. Ku utrapieniu sprzątających Bazylikę zakonnic każdego dnia wślizguje się pomiędzy pielgrzymami, a nocą, kiedy jedyne wyjście pozostaje zamknięte, wyrusza na obchód, szukając towarzyszy zabawy. I nie robi mu różnicy, czy tuli się do katolickich, czy prawosławnych kolan…

BETLEJEM

Miejski autobus wiezie nas do Betlejem, leżącego na terenie Autonomii Palestyńskiej. Wjeżdżając, nawet nie zauważamy granicy – dopiero przy wyjeździe zatrzymujemy się na posterunku w murze bezpieczeństwa. Pół metra przede mną zatrzymuje się żołnierz z palcem na spuście karabinu maszynowego, jego uzbrojona koleżanka przegląda nasze paszporty. Arabowie muszą wysiąść i poddać się kontroli na zewnątrz. Od kilku lat miejsca narodzenia i śmierci Jezusa oddzielone są od siebie murem, mającym chronić Żydów przed niebezpieczeństwem ze strony islamskich terrorystów z Hamasu.

  W mieście panuje inna atmosfera niż w położonej zaledwie 8 km dalej Jerozolimie. Hebrajskie, kanciaste litery widać tu rzadko – dominują arabskie „robaczki”. Na miejscowym targowisku panuje ogromny gwar, sprzedawcy krzyczą na całe gardło – mam wrażenie, że chcą mnie zabić, ale chyba jednak po prostu zamierzają sprzedać mi ogórki. Nie widać ani jednego żyda – ich wejście na teren autonomii wiązałoby się z ogromnym ryzykiem. Natomiast ok. 30% mieszkańców Betlejem to chrześcijanie arabskiego pochodzenia. Muzułmańskimi miastami są też Nazaret i Kana Galilejska – w tej ostatniej, katolicy są jednak bardzo szanowani, bo, jak tłumaczy nasz przewodnik, gdy w 1948 roku wojska żydowskie równały z ziemią arabskie wioski, franciszkanie na prośbę mieszkańców wyszli z białą flagą, dzięki czemu miasteczko zostało ocalone.

  Docieramy pod bazylikę Narodzenia Pańskiego. Jako jedyna z ważniejszych chrześcijańskich świątyń nie została nigdy zburzona – mury wzniesione 1700 lat temu stoją do dziś. – W ustaleniu miejsca narodzenia Jezusa niechcący pomógł cesarz Hadrian – uśmiecha się Franciszek Kucharczak. – Aby zniszczyć chrześcijańskie miejsce kultu, nakazał zasadzenie tu gaju ku czci Adonisa. Było to o tyle dziwne, że w okolicy nie mieszkali żadni poganie, nie było tu rzymskich baz wojskowych. Wiadomo więc było, że znajdowało się tu coś cennego – wyjaśnia, i dodaje, że wczesnochrześcijański teolog, Orygenes, już ok 230 roku pisał, że w Betlejem wszyscy zgodnie wskazują miejsce narodzenia Chrystusa. Gdy więc po edykcie mediolańskim św. Helena przybyła do Betlejem, pozostało tylko wybudowanie bazyliki. Dziś, podobnie jak Grobem, opiekują się nią ormianie, grecy i katoliccy franciszkanie.

GALILEA

  Ziemię Świętą traktujemy „z buta”. Wspinamy się na Górę Błogosławieństw i mijając cytrynowe gaje schodzimy do Kafarnaum, przedzieramy się wąską ścieżką wokół szczytu Taboru. Galilea poraża zielenią – z Polski wyjechaliśmy w lutym, tu widzimy maj. Z pagórków spoglądamy na Jezioro Genezaret, zwane największym sanktuarium Ziemi Świętej, bo to w jego obrębie wydarzyło się najwięcej opisanych w Ewangelii wydarzeń. Takie same pejzaże podziwiał Jezus…

Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! (…) A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz.” – czytamy w 11 rozdziale św. Mateusza, apostoła.

  Z wszystkich trzech miast, którym Jezus czynił wyrzuty, dziś pozostały tylko ruiny. Najlepiej zachowane są te z Kafarnaum – miasta, w którym osiadł Jezus, gdy po opuszczeniu Nazaretu przyjął chrzest Janowy i po 40 dniach postu na pustyni rozpoczął działalność publiczną. Wtedy miasto mogło liczyć 3-4 tysiące ludzi, w większości rybaków i rolników. Ale w przeciwieństwie do Betlejem, Nazaretu czy Jerozolimy, które nieprzerwanie od czasów Jezusa są zamieszkane, Kafarnaum w którymś momencie historii przestało istnieć.

– Pod koniec XIX wieku znaleziono tu ruiny starożytnego miasta. Franciszkanie odkupili tę ziemię od Beduinów w ciemno, nie wiedząc, co dokładnie kryje się pod warstwą ziemi – zaczyna opowieść o. Sławomir. –  Podczas wykopalisk odkryto liczne domy, synagogę, a także pozostałości ośmiokątnego kościoła, który – jak się okazało – przykrywał ruiny domu, który już w I w.n.e. przestał pełnić funkcję mieszkalną, a stał się miejscem modlitwy.

 

MIEJSCE BIBLIJNYCH CUDÓW JEZUSA

  Gdziekolwiek nie spojrzeć, widać… kamienie. Szare, nieforemne, na pierwszy rzut oka rozrzucone w zupełnie przypadkowy sposób, po chwili zaczynamy dostrzegać w nich jakiś porządek. Ale skąd wiadomo, że akurat tu spotykano się na modlitwie? Jak w kupie kamieni rozpoznać ślady Pana?

– W czasach Chrystusa ludzie nie znali wysypisk śmieci – tłumaczy zakonnik, – pozostałości sprzętów domowych wdeptywało się w ziemię. W tym domu w I w.n.e. pojawiła się posadzka na podłodze, a pomieszczenie zaczęło być wykorzystywane w sposób uporządkowany, bez śladu przedmiotów codziennego użytku – mówi, wskazując na leżący na terenie sąsiedniego domu kamień młyński. Jeśli dodać, że na ścianach odkryto napisy „Panie Jezu Chryste pomóż słudze swemu” czy „Chryste, zmiłuj się”, możemy mieć prawie pewność, że ówcześni mieszkańcy chcieli wyróżnić miejsce, w którym mieszkał Jezus. To tu uzdrowił paralityka i teściową Piotra, gdzieś za rogiem powołał celnika Mateusza, w stojącej obok synagodze powiedział uczniom, że kto będzie spożywał Jego ciało, nie umrze na wieki. Tu działa się Ewangelia.


  Nad Jeziorem Galilejskim wstaje nowy dzień. Fale wściekle biją o kamienisty brzeg. Zaczynam rozumieć, dlaczego niektórzy nazywają je morzem… A jeszcze nocą tafla była absolutnie spokojna i tylko Tyberiada na przeciwległym brzegu migotała niczym kolia na wieczorowej sukni. Taka jest historia ziemi Boga – czasem spokojna, częściej szarpana burzami, rozrywana walkami pomiędzy wyznawcami trzech wielkich religii. Mijają tysiące lat, a wezwanie z psalmu 122 – proście o pokój dla Jeruzalem – pozostaje nadal aktualne… .

Następny artykuł

Dodaj komentarz