LOADING

Type to search

Metanoia – przemyślenia wielkopostne (2)

Marek Janik 25 marca 2014
Share

Dzisiaj chciałbym zająć się kwestią rozumienia wiary. A dokładniej pytaniem: czy wielkość naszej wiary, mierzy się ilością wysłuchanych przez Boga próśb?

 

To pytanie ostatnio mocno mnie nurtuje. A dokładnie, od momentu mojej obecności na modlitwie uwielbienia, prowadzonej przez jedną ze wspólnot charyzmatycznych. Młody lider wyszedł na środek kościoła i z pasją przekonywał wszystkich obecnych, że wystarczy z wiarą poprosić Boga o to, co jest nam potrzebne, a On nam to da. Potem nastąpiła żarliwa modlitwa zakończona stwierdzeniem, że Bóg wysłuchał prośby swego ludu, zostali uzdrowieni tacy i tacy ludzie. Następnie wyszły na środek osoby, które powiedziały świadectwo o tym, jakie Bóg zdziałał cuda w ich życiu. Cudowne doświadczenie Boga we wspólnocie Kościoła.

 

Powinna być we mnie radość i euforia z faktu działania Boga, ale jej nie było. W głowie pojawiło się natomiast pytanie: a co z osobami, które nigdy nie doświadczyły wysłuchania  swoich modlitw, a raczej nie odczuły tego w swoim życiu. Czasami proszą wiele lat i nic. Czy to znaczy, że ich wiara jest za słaba? Modlitwa za mało gorliwa? Przecież idzie się załamać i stracić resztki wiary. I tak się dzieje. Wokół nas jest mnóstwo „szarych” katolików, którzy nie widzą działania Boga w swoim życiu i jest im ciężko. Szczególnie, gdy spotkają kogoś, kto doświadczył cudu. Czują się do niczego.

 

Czy jednak ich odczucia są właściwe?

NIE.

 

Prawdziwości Boga i wiary w Niego nie możemy opierać na szeroko rozumianym „sukcesie”. Są cuda, jest Bóg. Z takiego rozumienia wychodzą ci, którzy nie rozumieją Boga. Im potrzeba metanoi.

 

Co chwila słychać w mediach, że Kościół przeżywa kryzys, bo: coraz mniej ludzi uczestniczy we mszy św., coraz mniej młodzieży uczy się katechezy, coraz mniej ślubów, chrztów. Znowu w mediach katolickich słyszymy np. o wzroście liczby ochrzczonych w Afryce, o ogromnej liczbie młodzieży na polach Lednickich itd. Przerzucamy się liczbami, jakby to był najważniejszy wykładnik obecności Boga w świecie.

 

Bóg jest bez względu na liczby i cuda.

 

Czym jest wiara?

 

Trwaniem przy Bogu mimo wszystko. Jest  trwaniem, gdy wszystko przeczy Jego istnieniu. Gdy wszystko i wszyscy mówią – Boga nie ma. Człowiek, którego nazwałem „szarym” katolikiem, to człowiek wielkiej wiary. Nie widzi Boga, nie czuje Jego obecności, nie doświadcza cudów – a trwa. Wielka wiara. Takich ludzi w Kościele jest mnóstwo i między innymi dzięki nim Kościół istnieje.

 

Problem  w tym, że te osoby siebie postrzegają negatywnie, gdyż według ich odczuć Bóg nie działa, bo są za słabi. To nieprawda – Bóg działa, tylko jeszcze nie rozumiemy Jego woli i tyle. Pamiętajmy o słowach Jezusa:

 

Błogosławieni którzy nie widzieli, a uwierzyli.

 

Nie widzieli, nie tylko samego Boga, ale także Jego działania – przeżywają noc ciemną.

 

Bóg jest i działa w życiu każdego człowieka, KAŻDEGO. Pragnie szczęścia nas wszystkich. Nie ma dla Niego „szarych” katolików. Wszystkich wysłuchuje.

 

Wracam więc do pytania: czy wielkość naszej wiary, mierzy się ilością wysłuchanych przez Boga próśb?

Nie.

 

Bo nie nam decydować, czy Bóg nas wysłuchuje, czy nie. Nie znamy myśli Boga. Trzeba nam z pokorą przyjmować Jego wolę i cieszyć się tym, co nas spotyka. Wiem, że jest trudno trwać przy Bogu, kierując się własnym postrzeganiem. Ale to trwanie, jest głęboką wiarą. Jeszcze raz powtarzam za Jezusem:

 

Błogosławieni którzy nie widzieli, a uwierzyli.

 

Błogosławieni czyli szczęśliwi.

 

Ci, którzy nie postrzegają działania Boga w swoim życiu są szczęściarzami. I ja tego nie rozumiem i chyba nikt tego po ludzku nie zrozumie. Mamy do wyboru zaufać sobie lub Bogu. Ja wybieram Boga.

 

Błogosławieni którzy nie widzieli, a uwierzyli.

 

METANOIA.

Dodaj komentarz