LOADING

Type to search

Matka Teresa i księżna Diana. Moje święte

1 lutego 2018
Share

Zdumiewa mnie fakt, że osoby z tak różnych światów mogą być sobie niesamowicie bliskie. A może zupełnie nie powinno mnie to dziwić? Może to zbyt pochopne stwierdzenie? A może świat, w którym jestem nie zawsze musi mieć wartości, które podzielam? Wiem jedno – ich przyjaźń była zrozumiała, bo obie potrafiły kochać. Prawdziwie kochać.

1992 rok. Właśnie wtedy, na konwencie w Rzymie, doszło do spotkania świętej i Diany. Rozmawiały bardzo długo, w zasadzie tylko one wiedzą o czym, ale ta rozmowa była dla księżnej jedną z najważniejszych. Później określała ją jako „spełnienie długoletniego marzenia”. I właśnie spotkanie z Matką Teresą było momentem, kiedy postanowiła oddać się pomocy charytatywnej, mimo sprzeciwu Karola i otoczenia.

Mary C, Johnson, która była obecna przy ich spotkaniu opowiadała tak: „Matka powiedziała mi, że ona i Diana chcą pobyć same, z Jezusem (…). Nigdy nie zapomnę widoku czarnych, lśniących szpilek Diany obok rozczłapanych sandałów Matki. Szpilki wyglądały na założone pierwszy raz. Matka nosiła tę samą parę butów codziennie, ponad dziesięć lat”.

Matka Teresa, laureatka wielu nagród, stała się ikoną szeroko rozumianego dobra. W sumie nikogo nie powinno to dziwić, skoro całe jej życie było życiem dla bliźnich. Jedną z moich ulubionych historii z jej życia (a była ich cała masa!) jest ta, gdy przygotowywała koszyki bożonarodzeniowe dla biednych. Jedna z osób, która pomagała świętej wspomina to tak: „Serce we mnie rosło, kiedy widziałam jak Matka napełnia pojemnik po brzegi i ugniata. Rozlegały się głosy: „Matko, mamy jeszcze tyle koszyków do przygotowania”. „Bóg nam przyśle”, odpowiadała. Wiara i ufność wydawały się być u niej bez granic.

Podobny obraz

nbcchicago.com

Diana, zresztą podobnie jak Matka, walczyła z obecnością mediów na co dzień. Od początku związku z księciem nie miała łatwo. Gdy zaczęła zdawać sobie sprawę z tego w jakim znajduje się świecie, jak wygląda jej małżeństwo, próbowała pokonać w sobie zaburzenia, na które cierpiała. Bulimia i depresja były dla niej wyjątkowo ciężkie, ale bycie w świecie, którego nie rozumiała i który traktował ją oschle, pozbawiał ją sił. Mimo to, powiedziała kiedyś, że nic nie przynosi jej więcej szczęścia niż pomoc słabszym, a to jest cel, i zasadnicza część jej życia – a raczej przeznaczenie.

W ostatnim roku swojego życia bardzo często odwiedzała szpitale, pragnęła widywać się z ludźmi chorymi, potrzebującymi. Brała udział w akcjach dobroczynnych, zbiórkach, wspierała finansowo tych, których mogła. Razem z Hilary Clinton uczestniczyła w zbiórce pieniędzy na badania diagnozujące raka piersi.

Zmarły w tym samym tygodniu. Może to kiepskie co napiszę, ale boli mnie, że śmierć Diany przyćmiła informacje o śmierci Matki Teresy, bo w końcu to ta pierwsza miała więcej „odbiorców”. Nic więc dziwnego, media czuły się winne wypadku Lady Di i może dlatego postanowiły poświęcić do końca jej uwagę. Ale to chyba bez znaczenia, bo dla mnie obie były wzorem. Wzorem coraz rzadziej spotykanej miłości do drugich. To one są przykładami jak postępować dziś. I coraz mocniej kochać.

 

Dodaj komentarz