LOADING

Type to search

Marzyciel łączący kontynenty?

Marta Cypel 20 maja 2019
Share

Z Mietkiem Szcześniakiem, muzykiem, wokalistą rozmawia Marta Cypel

Marta Cypel: 30 kwietnia odbył się Twój koncert. Utwory były dobrane w sposób nieprzypadkowy. Jakie było przesłanie tego koncertu?

Mietek Szcześniak: Mieliśmy Światowy Dzień Jazzu, więc ja nigdy nie śpiewałem standardów jazzowych na przykład, nie przygotowywałem jazzowych płyt, ale współpracowałem zawsze z jazzowymi muzykami i właściwie od początku, od mojego debiutu, znalazłem dom wśród braci muzycznej, która zajmowała się głównie jazzem polskim.

Czy jest jakaś osoba, którą się inspirujesz, jeśli chodzi o treści Twoich utworów?

O, jest wiele takich osób… wiele…  np. płyta „Songs from yesterday”, którą wydałem w 2016 roku i nagrałem razem z Krzysztofem Herdzinem i jego triem to inspiracja naszymi muzycznymi idolami. Potraktowaliśmy piosenki, które stały się z czasem kamieniami milowymi w muzyce rozrywkowej, jako tematy, które zostałyby dla nas napisane i w warstwie muzycznej i tekstowej. Tak wzięliśmy piosenki Beatlesów, piosenki Rolling Stonesów, Erica Claptona, Steviego Wondera i wielu innych, po to żeby opowiedzieć te historie w jazzowym sosie. Ja jestem muzykiem, więc dla mnie każda podróż muzyczna, każda próba z określonym gatunkiem muzycznym jest niezwykłą przygodą. Starałem się zawsze oddać cześć bazie muzycznej, ale nigdy mi to nie wystarczyło. Zawsze chciałem opowiedzieć rzeczy ważne za pomocą tekstów, bo kiedy do tej abstrakcji jaką jest muzyka, pięknej, która skraca dystans między głową a sercem dodamy tekst to tak jakbyśmy dodali sól do potrawy. Na przykład ostatnia moja płyta, czyli „Nierówni”, to kompozycje do wierszy księdza Jana Twardowskiego, ponieważ pomyślałem, że złożę mu taki drobny mój hołd. Lubię, inspiruję się i uważam, że poezja jest skrótem po cudzej mądrości, a poeta Twardowski ma jeszcze lekkość i umiejętność wyrażania, jak najprostszymi słowami tego, co czasem jest bardzo skomplikowane, z czym sami sobie nie radzimy. Żeby to jasno wyrazić postanowiłem tę niezwykłą treść włożyć w formę uniwersalną w miarę – jak sądzę – czyli muzykę rozrywkową, ale to klasyka XX-ego wieku, czyli bossa nova, samba, muzyka brazylijska. Nagrałem ją z Brazylijczykami i jak z tej opowieści wynika, wiele rzeczy mnie zachwyca i inspiruje. Lubię poezję i lubię muzykę.

Można powiedzieć, że jesteś marzycielem?

Jasne! I to takim marzycielem, któremu się parę marzeń spełniło.

A jakie masz jeszcze muzyczne marzenia do zrealizowania?

Przyleciałem trzy dni temu ze Stanów, kończę płytę z afroamerykańskim chórem z Los Angeles, który nazywa się Life Choir. Oni już nagrywali ze mną na płycie „Signs”, mojej pierwszej anglojęzycznej – Signs, czyli Znaki. A teraz postanowiliśmy z kierownikiem tego chóru  HB Burnumem i Wendy Waldman, z którą na stałe współpracuje w Los Angeles, napisać nowe piosenki w starym stylu, w stylu gospel i rhythm bluesa i… fajnie nam to wychodzi (śmiech), a poza tym jestem szczęśliwy, bo to jest spełnienie moich marzeń. I to nie chodzi o to, żeby robić jakieś wielkie kariery tylko, żeby dotknąć tego w rzeczywistości, tej bogatej kultury muzycznej, tego eksperymentu na ludzkości, który stał się dzięki powstaniu Stanów i który dał nam wiele wyraźnych gatunków muzycznych.

Czy teraz można powiedzieć, że Twoja muzyka łączy kontynenty?

Ja bym tak chciał. Na razie jestem rozkraczony pomiędzy… i kraczę, i niech wykraczę co dobrego… (śmiech)

Czy istnieje jakiś jeden utwór w Twojej twórczości, który jest szczególnie bliski Twemu sercu?

Żaden z nich nie był przypadkowy, do każdego mam bardzo delikatne namaszczenie, że tak powiem. Są takie w które nieco bardziej wierzyłem i wtedy one stawały się singlami, czyli czymś co chciałbym pokazać jako wizytówkę każdej z płyt. Natomiast właściwie wszystkie piosenki, które w życiu nagrałem, a trochę już w życiu ich nagrałem, są zapisem mojego myślenia, mojego życia.

 

Dodaj komentarz