LOADING

Type to search

Mamy trudne czasy?

1 lutego 2018
Share

Dzisiejsze czasy są trudne. Ile razy słyszałaś to sformułowanie? Przypuszczam, że co najmniej kilka razy w ostatnim miesiącu.

 

Dobrze, jak nie za dobrze

Czy rzeczywiście nasze czasy są trudne? Czy może my sami sobie je komplikujemy? Kiedyś myślałam, że już znam odpowiedź na to pytanie, ale niestety przeliczyłam się. Doszłam do takiego punktu, gdy naprawdę nie wiem czy nasze czasy są cięższe od czasów naszych babć, wujków czy rodziców. Wiem jedno: na pewno są inne. Oni zmagali się z brakiem jedzenia na półkach, my mamy go pod dostatkiem. Codziennie spotykamy ludzi, którzy walczą z nadwagą, przechodzą na kolejną dietę czy wykupili od Nowego Roku karnet na siłownię czy basen.

Z jednej strony jest to zabawne, z drugiej, o zgrozo, mnie to przytłacza. Doszłam do wniosku, że wymiękam. W końcu szczerze jestem w stanie sobie powiedzieć, że nie mam potrzeby bycia „na czasie”. Wiem, że nie lubię siłowni, więc już nie marudzę, że koleżanki chodzą, a ja nie. Bo czemu miałabym robić coś, co mnie nudzi i po czym czuję się jeszcze gorzej? Zdecydowanie wolę pójść na dłuższy spacer czy pobiegać. Całe liceum, trochę nawet studia, zmagałam się, wbrew sobie, z ludźmi (nawet w rodzinie), którzy jak tylko pojawiło się coś nowego w sklepie, musieli to od razu mieć. Nawet nie dlatego, że było to dobre, fajne czy ładne. Chcieli to mieć, bo ktoś inny też to miał. Jak tu nie oszaleć i żyć w zgodzie ze sobą?

Tak, ja jestem wpływowa. I ty też, chociaż jeszcze o tym nie wiesz

Myślałam, że kto, jak kto, ale ja nie ulegam wpływom innych ludzi. Jestem silna, opanowana i nic nie wytrąci mnie z równowagi. Nawet nie wiem kiedy, ale też zaczęłam myśleć, że chciałabym mieć to czy tamto. Miałam na to pieniądze, więc czemu miałabym sobie odmawiać? Na szczęście taki stan nie trwał długo. Już wiem, że nie potrzebuję nowego telefonu, bo jest po prostu nowy, ale jeśli naprawdę mój stary popsuje się, to wtedy postaram się o ten nowy, a jeśli przez jakiś czas będę miała starą Nokię, to też nic się nie stanie. Jeśli nie będę miała przepięknej, nowej sukienki, to wiem, że mogę spać spokojnie, bo moja stara też daje radę i jest w naprawdę dobrym stanie. Wolę kupić sobie nową książkę czy kwiaty do wazonu.

Niestety. Trzeba być naprawdę świadomym dzisiejszego konsumpcjonizmu. Każdy z nas podświadomie dąży do ulepszania swojego życia. Rodzice, media, wreszcie świat – narzucają nam, jak powinniśmy żyć, żeby być szczęśliwi. Niestety, ale zapominają oni, że nie ma uniwersalnego przepisu na szczęście. To, co uszczęśliwia nasze mamy, niekoniecznie trafia do nas. I w efekcie kończymy studia, których nie lubimy; pracujemy w miejscu, które nie daje nam radości; spotykamy się z ludźmi tylko dlatego, że odpisują nam na wiadomości na Facebooku, więc na pewno nas lubią.

Od Nowego Roku stawiam wyraźne granice

Wiem już, że nie muszę być online czy od razu odpisać na każdą dostaną wiadomość w Internecie. Jeśli odpiszę kilka godzin później, to też nic się nie stanie. Zanim to zrozumiałam, minęło trochę czasu… Chciałam pomóc każdemu, być dla tych, na których mi zależy. I jestem. Ale nie całą dobę, bo wiem, że mnie to kosztuje więcej niż im będę w stanie pomóc.  Powoli przenoszę, a przynajmniej staram się – pisanie na społecznościówkach, chociażby na zwykłe sms’y. Uczę moich najbliższych, że potrzebuję chwil ciszy – bez komputera, na spacerze czy wyjeździe. Zauważyłam, że duszę się, gdy raz w tygodniu nie wyjdę na dłuższy spacer. Wiem, że więcej pomogę innym, gdy też będę szczęśliwa. A gdy ktoś mnie pyta o poradę, to staram się oczywiście pomóc, ale asertywnie dbam najpierw o siebie. Bo wiem, że gdy sama jestem w złym stanie psychicznym, to naprawdę na niewiele mogę przydać się komuś. Moje rady nie będą obiektywne. Czy to źle? Teraz wiem, że już nie. A jeśli nie potrafię pomóc, to po prostu mówię, że nie potrafię. Dlaczego? Bo pomoc za wszelką cenę może naprawdę zniszczyć nam samym psychikę. Warto stawiać granicę innym, a sobie – najbezpieczniejszą granicę.

Z zawodu logopeda, audiofonolog i familiolog, a z zamiłowania fotograf i włóczykijka. Lubi autostop i pociągi, słowo pisane & czytane.

Tags:

You Might also Like

Dodaj komentarz