LOADING

Type to search

Lunch z Bogiem

ks. Łukasz Czaniecki 23 lipca 2015
Share

Serce Manhattanu, tuż obok Grand Central, nieco dalej Times Square, w cieniu ginących w blasku słońca jednostajnych wieżowców. Przychodzą przed pracą albo w czasie przerwy na lunch. Dobrze ubrani dyrektorowie i managerowie, sprzątaczki i tragarze, z identyfikatorami wielkich korporacji, z kroplami potu na czole, siadają w ławkach, ale po chwili na dźwięk dzwonka wstają. In the name of the Father, and of the Son, and of the Holy Spirit. Kościół św. Agnieszki na 43 Wschodniej, właśnie zaczyna się jedna z sześciu codziennych Mszy. Lunch z Bogiem.2015_NYC_000  

Lipiec i sierpień w Nowym Jorku są duszne i parne, powietrze niemal nieruchome, noc nie przynosi ulgi, nagrzane tony betonu i stali oddają nagromadzone za dnia ciepło. Ulicami o każdej niemal porze płynie rzeka ludzi. Skąd przychodzą, dokąd idą? Ciężko zgadnąć, zawsze jednak się spieszą. Dlatego ich zatrzymanie się na pół godziny w kościele, w zwykły dzień, zaskakuje jeszcze bardziej. Dwie Msze rano, trzy w południe, ostatnia późnym popołudniem, jutrznia i nieszpory, trzy razy dziennie otwarte drzwi konfesjonału, cztery i pół godziny adoracji Najświętszego Sakramentu. Na każdej Mszy krótka homilia. Dzień kończy się różańcem. A busy day.

2015_NYC_001

Jest Bóg w wielkim mieście. Nie przestaje szukać i zaskakiwać, zwłaszcza w konfesjonale, który nie stał się, jak w wielu miejscach Europy, schowkiem na miotły. Wiele bardzo dobrych, głębokich spowiedzi, które uczą pokory i stają się dużo lepszym orzeźwieniem niż najnowsza klimatyzacja. Niesamowite jest też doświadczenie jedności w różnorodności, ludzi, którzy przyjechali tutaj z Filipin, Korei, Chin, Ameryki Południowej, Meksyku. Dla Boga nie ma granic i tutaj widać to jak na dłoni. Wierzą i grzeszą tak samo. Mają takie same problemy, uczucia, pragnienia. Klękają przed obrazem z Polski, z którego Jezus wychodzi i otwiera serce. O piętnastej miarowo recytują koronkę, prosząc o miłosierdzie dla siebie i jeszcze mocniej dla świata całego. Pośród wyścigu i ciągłego biegu, w przerwie między ważnymi biznesowymi decyzjami, zginają kolana, bo wiedzą, że człowiek nic nie ma z tego, że zdobędzie cały świat, jeśli poniesie stratę na duszy. W gorącym Nowym Jorku, to właśnie tutaj bije jedna z oaz, przy której zasadzone drzewa nie więdną, bo zapuściły korzenie bardzo głęboko.

Czego się od nich można nauczyć? Że kościelne peryferie, o których mówi ciągle papież Franciszek, nie są tylko na obrzeżach, ale także w centrach wielkich miast. Dlatego warto zaryzykować i otworzyć kościół na cały dzień i wypełnić go modlitwą, warto ułożyć grafik Mszy, nabożeństw i dyżurów w konfesjonale tak, aby dać ludziom możliwość spotkania z Bogiem w sakramentach, nawet tym, a może zwłaszcza tym, którzy mają jedynie pół godziny przerwy w środku dnia. Warto czekać jak Jezus przy studni, w samo południe, w najgorętszej porze dnia, aby odmienić życie chociaż jednej Samarytanki. Ona z pewnością opowie o tym innym. Warto oprócz modlitw z Mszału powiedzieć każdego dnia kilka słów od siebie, od serca. Kropla drąży skałę. Chyba właśnie tak głosi się Ewangelię.

Tags:

Dodaj komentarz