LOADING

Type to search

Ludzie z problemem

Kasia Węglarczyk 17 stycznia 2014
Share

W każdym polskim kościele są tacy. Babcia w czapce z obłąkanym uśmiechem, obchodząca dokładnie wszystkich po kolei na znak pokoju. Kloszard z siatami przyklejony do ostatniej ławki, pochrapujący w momentach ciszy. Turetyk wyprowadzany raz na jakiś czas po spowodowaniu kolejnego lokalnego skandaliku. Biała dama owinięta od stóp do głów, leżąca krzyżem podczas przeistoczenia. Tak zwani ludzie z problemem.

U nas jest między innymi on – Skaner. Ktoś go tak kiedyś nazwał i zostało. Skaner porusza się automatycznie, jakby był nakręcanym mechanizmem. Ruchy ma kanciaste, krok powolny, skręca tylko pod kątem prostym. Czasem przystaje i powoli obracając głową, lustruje otaczającą go rzeczywistość. Jest nieśpieszny, lecz metodyczny. W tym jego wytłumieniu jest coś niepokojącego, jakiś element nieobliczalności, jakby za chwilę mógł wybuchnąć, wymknąć się spod kontroli. Bóg jeden raczy wiedzieć, co wtedy Skaner mógłby zrobić.

Do jego rytuałów należy obchód wszystkich bocznych ołtarzy, przedstawiających franciszkańskich świętych. Przed każdym uklęknie albo się przeżegna, postoi jakiś czas (z pewnością wyliczony w znany tylko jemu sposób), potem rusza dalej. Czasem coś mruczy pod nosem. Do komunii jest zawsze pierwszy, o ile tylko zdąży na czas z obchodem. Bywa, że wypada to przedwcześnie. Klęczy wtedy niewzruszenie na środku przez kwadrans albo pół godziny, studiując grubą księgę – Biblię czy brewiarz. Wydaje się niezainteresowany akcją liturgiczną, zanurzony we własnej rzeczywistości – a jednak jakoś w niej uczestniczy.

Przyznam, że mało znam Skanera, choć widuję go od lat. Nie wiem, jak ma na imię ani jaka jest jego historia. Wiem, że jest wrażliwy na dźwięki, te bardziej wyraziste go drażnią. Muszę uważać, gdy śpiewam, na gitarę łypie niechętnie. Gorzej ma moja koleżanka skrzypaczka. Kiedyś podszedł do niej i w połowie utworu znienacka złapał za gryf, uniemożliwiając dalszą grę. Nic nie mówił, patrzył w przestrzeń, ale nie zwalniał żelaznego uścisku. Ona trwała więc bez ruchu, wstrzymując oddech, a ja dokończyłam pieśń, choć obie lekko się trzęsłyśmy. Czułyśmy, że jest wściekły.

Wiem też, że Skaner nie lubi dzieci, ani w ogóle tematu rozmnażania, bo zdradził się z tym kiedyś, gdy zaczął półgłosem wyzywać matkę z małą córeczką. – Wasza płodność jest bezwstydna – podsumował. Może rozdrażniło go dziecięce kwękanie, jak każde naruszenie ciszy i ładu. Potem nastąpiły jakieś luźne asocjacje do osobistego dzieciństwa Skanera, nieprzeznaczone chyba specjalnie dla niczyich uszu. Zaciekawiły mnie jednak. Powiem tyle, że nie wspomina go dobrze.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fot. Basia Kozyra

Różnych Pan Bóg ma lokatorów. Skaner bywa irytujący, nieraz przeszkadza w sprawowaniu liturgii. Ma jednak swoje miejsce w naszym kościele. Można do tego podejść faryzejsko: dzięki Ci, Panie, że nie jestem jak on. Widząc mizerię innych ludzi, mogę łatwiej docenić to, co mam. Być wdzięczna, że nie jestem bezdomna, z marginesu, chora psychicznie. Chyba jednak nie tędy droga. Myślę, że przeciwnie. On w jakimś sensie przypomina mi, jaka jestem. Zamknięta w sobie, skupiona egoistycznie na swojej wizji świata, duchowo autystyczna. Zalękniona, chodząca utartymi ścieżkami, nieznosząca żadnych odstępstw od planu. Przelewająca swoje frustracje i zranienia na innych ludzi. A kiedy mnie zdenerwują, próbująca ich blokować i zniewalać według swojego widzimisię. Różnica taka, że ja się po prostu lepiej maskuję. Biedny Skaner ma zaś to wszystko na wierzchu, podaje nam swoją słabość na tacy.

„Ludzie z problemem” przypominają nam, że Kościół nie jest zbudowany na sile człowieka. Nie chodzi bynajmniej o gloryfikowanie słabości. Do wspólnot religijnych lgną osoby zranione, z kompleksami, szukające akceptacji i bezpieczeństwa. Nie jest rolą chrześcijan utwierdzanie ich w ich słabości, przeciwnie – zdrowa wspólnota pomaga je przezwyciężać, prowadzi do uzdrowienia, szukania rozwiązań. Niemniej punktem wyjścia zawsze musi być uznanie tej słabości, dostrzeżenie jej w sobie. Przypominanie o tym jest bezcenne.

Tags:

Dodaj komentarz