LOADING

Type to search

Tags: ,

List do Józefa

Kamil Gąszowski 17 czerwca 2015
Share

Ludzie mówią, że co w rodzinie to nie zginie, więc postanowiłem naskrobać kilka zdań do Ciebie, słyszałem, że niektórzy tak robią – ufam, że przekażesz sprawę dalej.

received_10153263097881598

Nasza rodzina. Rys. Zuzia

Drogi Józefie!

Pozwól, że będę się do Ciebie zwracał bez oficjalnych tytułów. Podaruję sobie więc “święty” przed Twoim imieniem. Przecież wiadomo, że chodzi o Ciebie, a nie o jakiegoś innego Józka czy Józia, nie bierz więc tego do siebie. Nie chciałbym umniejszyć Twoich zasług.

Winny Ci jestem kilka słów wyjaśnienia. Tak się składa, że mamy wspólnych znajomych. Wiele lat temu poznałem Twojego syna. W zasadzie ta znajomość wyszła bardziej z jego inicjatywy, ale teraz coś nam się kontakt nie klei. To znaczy, widzę, że on bardzo by chciał, ale człowiek zabiegany, zalatany, jakoś tak czasu brakuje… Mam wrażenie, że nasze rzadkie rozmowy z Twoim synem nie są do końca szczere, coś jakby nam zakłócało kontakt. Ludzie mówią, że co w rodzinie to nie zginie, więc postanowiłem naskrobać kilka zdań do Ciebie, słyszałem, że niektórzy tak robią – ufam, że przekażesz sprawę dalej.

No więc mam na imię Kamil. Bóg obdarzył mnie życiem, w sumie, szczęśliwym, dał radosne życie moim dzieciom, a Twój syn zasiał we mnie jeszcze nadzieję życia na wieki. Tyle, że wiesz, ja sobie trochę z tym życiem nie radzę.

Zatem, żeby nie owijać w bawełnę przejdę do konkretów. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz, bo zdaje się że wiele nas łączy. No… przede wszystkim kobiety. Musisz przyznać, że trochę się nam przyfarciło. Nie żebym przyrównywał moje małżeństwo do Twojego, ale lepiej nie mogłem trafić, a Tobie tylko pozazdrościć takiej żony. Ja trochę chciałem przed małżeństwem uciec, myślę, że dobrze mnie rozumiesz, ale szczęśliwie już siódmy rok mija jak jesteśmy po ślubie. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale ja nie żałuję tej decyzji, i widzę, że Magda też nie. Oczekujemy właśnie czwartego dziecka! Pamiętasz jak Wasz syn dał Wam nieźle popalić? A wyobraź sobie teraz czwórkę takich łobuzów. Ale Wam dziecko naprawdę się udało, co jak co, ale wyrosło na ludzi. Pewnie jesteś z niego dumny? Bardzo Ci zazdroszczę Twojej rodziny, bo mi jest strasznie ciężko ogarnąć wszystkie obowiązki. Powoli mnie to już przerasta – chciałbym być najlepszym ojcem dla swoich dzieci, ale nie umiem. Nie wiem jak Ty to robiłeś, ale we mnie ciągle górę bierze zmęczenie, niewyspanie, zły humor, brak cierpliwości. Ciągle jestem jakiś sfrustrowany, bo mam wrażenie, że nic z tego co bym chciał mi nie wychodzi, a to co mi w życiu wyszło, nie było raczej moim pomysłem. Wiesz o czym mówię? Ty miałeś sny, ale mi się wydaję, że czasem Bóg też mi coś mówi, i jak Go kilka razy posłuchałem to dostałem najpiękniejszy ale najtrudniejszy dar: rodzinę. I jestem przekonany, że Magda, Zuzia, Julek, Maksiu i Tosia to jest moje prawdziwe powołanie i najcenniejszy dar. Ale wcale nie jest mi łatwo go przyjąć. Naprawdę zmierzam się z dużymi trudnościami. O niektórych, tych związanych z moim egoizmem już Ci pisałem, ale mamy też trudności materialne.

Widzisz, rodzina nam rośnie a my ciągle nie mamy własnego mieszkania. Wcześniej się tym nie przejmowałem, ale już przeszło osiem razy się przeprowadzaliśmy, no i teraz znowu wisi nad nami widmo przeprowadzki. Wy też byliście w pewnym momencie ciągle na walizkach więc pewnie dobrze mnie rozumiesz. No więc przydałby się jakiś własny kąt. Trzy, cztery pokoje, najlepiej na parterze, bo tak dzieci sąsiadom nie skaczą po głowie. Jest u nas w mieście parafia pod Twoim wezwaniem, może tam coś byś dla nas znalazł? Tak po ludzku, nie mamy trochę szans na własne mieszkanie, bo nas na nie po prostu nie stać.

I to jest właśnie ta druga sprawa, o której chciałem Ci powiedzieć. Bo jakoś tak jest, że bardzo ciężko przychodzi mi zarobić na rodzinę. Próbuję rozkręcić własny interes. Podobno ty też miałeś własny warsztat, to wiesz o czym mówię. Ja na stolarce się nie znam, ale umiem robić zdjęcia i filmy, i od dawna było moim marzeniem, żeby na tym zarabiać. Tylko, że jakoś tak mi się nie udawało. Widzę, że mam pewne ograniczenia, że nie mam odwagi, że brak mi wiary we własne siły. Jestem przekonany, że umiem to robić, ale nie umiem na tym zarobić. Nie chciałbym wracać do pracy na etat – z wielu powodów m. in dlatego, że nie lubię wstawać na 6 rano, że mam bardzo mało czasu dla dzieci i żony, no i mam ambicję, żeby robić to co lubię. Czy po to Bóg dał mi talenty, umiejętności i ambicje żebym potem miał żal, że ich nie realizuję? Nie umiem w to uwierzyć. Często dopada mnie depresja i frustracja z tego powodu.

Wiem, trochę się wygłupiam tym pisaniem. Na początku myślałem, że wystarczy jak podrzucę ten list gdzieś do kościoła (być może dawno tamtędy nie przechodziłeś, bo nie doczekałem się odpowiedzi) więc postanowiłem, że umieszczę ten list tutaj, na swoim blogu, może tu go przeczytasz.

Chciałem Ci napisać to wszystko co leży mi na sercu. Mam nadzieję, że jakimś sposobem dotrze do Ciebie ta wiadomość. Nie mam takiej wiary, ale czy jesteś w stanie coś wskórać w mojej sprawie? Jeśli tak to z góry dziękuję. Jeśli nie, to już przez sam fakt pisania tego listu poczułem się, że się zaprzyjaźniliśmy. A musisz wiedzieć, że oprócz wspaniałej rodziny mam też szczęście do przyjaciół – chyba po prostu Bóg daje mi wokół naprawdę dużo dobrych ludzi. Więc pozwól, że będę Cię traktował jak przyjaciela. Z kilkoma moimi przyjaciółmi mam tak, że się rzadko widujemy i rzadko kontaktujemy ale często o nich myślę, a jak już dzwonię (wybacz, do Ciebie będę jedynie pisał, dzwonienie do Nieba to byłby naprawdę szurnięty pomysł) to gadamy godzinami.

No jak widzisz, ten list też jest całkiem długi. Inaczej nie potrafię. Pozdrawiam Cię serdecznie i całą Twoją rodzinę.

Pokój z Tobą!
Kamil

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

Leave a Reply

Related Stories