LOADING

Type to search

Księża a laikat. Porozmawiajmy szczerze!

Rafał Krysztofczyk 13 listopada 2014
Share

Z rocznym opóźnieniem przeczytałem dwa felietony blogowego kolegi P. Pawła Zalewskiego. Pierwszy nosi tytuł „Non Possumus! Dalszemu oczernianiu księży powiedzmy: Nie!”; i drugi „Fura, skóra i komóra. I ty zostań księdzem”. I choć to o czym pisze P. Paweł widzę nieco inaczej, to dyskusja na temat relacji ksiądz a laikat jest bardzo potrzebna.

Księża też mają wady

Jest takie słynne zdanie Conrada o roli pisarza, ma on za zadanie wymierzyć sprawiedliwość widzialnemu światu. Zachowując oczywiste proporcje, jest to też zadanie blogera. Rzecz dotyczy naszej, uczestników Kościoła  katolickiego, postawy względem duchownych tegoż Kościoła. Zacznijmy od podstawowego stwierdzenia tak banalnego, że aż śmiesznego. Ksiądz też człowiek, tak jak inni ma wady i zalety. Łączy nas wszystkich także i niestety wspólnota grzechu. Ale tu pojawia się pierwszy zgrzyt. Otóż utarło się, że gdy mówi się w Kościele o naszych grzechach, gdy nas się poucza, a bywa, że całkiem mocno gromi to wszystko jest tak, jak właśnie powinno być. Kiedy jednak to świecki uczestnik Kościoła zwróci księdzu, a nie daj Boże biskupowi uwagę, to słychać głośne, pod niebiosa idące larum – bezbożnik atakuje Kościół.

W naszych polskich realiach jest to z pewnością czytelnik Gazety Wyborczej, Tygodnika Powszechnego, Polityki, Newsweeka, lub widz TVN, generalnie polskojęzyczny mason, liberał, lewak, Żyd i pedał (właściwe podkreślić). A ja pytam czym moje powołanie do życia w małżeństwie i rodzinie jest gorsze od powołania kapłańskiego ?

I kapłanowi i mnie Bóg powierzył wielką Tajemnicę. Kapłan ją realizuje przemieniając chleb i wino w Ciało i Krew Jezusa, ja wespół z żoną uczestniczyliśmy w równie wielkiej Tajemnicy przekazania życia, troszczenia się o nie przez wiele lat, a otaczanie go miłością do końca naszych dni. Mądrość polega na tym abyśmy wzajemnie pomagali sobie w wypełnianiu tych różnych, ale jakże ważnych powołań. Niestety znaczącą przeszkodą w tym są pewne mity i uprzedzenia. Zacznijmy od przedstawienia tego, który jest najbardziej medialny i gorszący zarazem czyli od pieniądza.

“Co łaska”, czyli ile dokładnie?

Jest czymś oczywistym, że ksiądz sam się nie wyżywi (Rząd sam się wyżywi – konferencja prasowa J. Urbana w stanie wojennym). Konia z rzędem temu kto mi jednak wyjaśni dlaczego zarobków księży, biskupów czy kardynałów nie można ujawnić. Przecież to nie jest prywatna firma, raczej swoistego rodzaju „budżetówka”, a tu pensje są jawne. Wiadomo ile zarabia premier i prezydent, poseł, radny i dozorca w rządowym budynku. Wiadomo ile zarabia nauczyciel czy profesor. Powszechnie wiadomo ile bierze za wizytę lekarz, hydraulik i pomoc domowa. Kogo i czego boją się nasi duchowni utajniając te dane. Dlaczego w sprawie słynnego „co łaska?” nie ma odważnego biskupa, który w oparciu o rozeznanie sytuacji na swoim terenie, ustaliłby jakieś wytyczne ? A jest rozmaicie. Sam doświadczam krańcowo różnych sytuacji. W jednej parafii, gdy córka zamawia intencję mszalną ksiądz oddaje jej 10 złotych, bo uważa, że ofiara jest zbyt duża, a w innej gdy czynię to samo słyszę krótkie żołnierskie pytanie: ”a 60 złotych pan ma?”

W jednym kościele proboszcz apeluje o zgłaszanie nazwisk do „wypominków”, mówi, że w ogóle nie chodzi mu o pieniądze, tylko o to, byśmy modlili się za naszych zmarłych w nadziei, że kiedyś i za nas ktoś się pomodli. W innym daję kartkę z nazwiskami zmarłych i 100 złotych ofiary (to było parę lat temu i nie była to dla mnie mała suma) i słyszę: „Powinienem wziąć 300”. Znowu mądrość polega na tym aby przełożony księdza, wszak mamy Kościół hierarchiczny, interweniował gdy dzieją się nieprawidłowości czy wręcz zgorszenia. To prawda, że wrażliwości, empatii i pokory trudno nauczyć, ale to nie znaczy, że nic nie należy czynić w tym względzie. Dlaczego księża w konkretnej parafii nie mogą ze swoimi wiernymi szczerze o tym porozmawiać? Wszystkich się nie zadowoli, bo to niemożliwe, ale trzeba podjąć choćby jakąś próbę znalezienia konsensusu.

Maciej Janiec/Flickr.com

Maciej Janiec/Flickr.com

Całodniowa harówka? Nie wszędzie…

Mit drugi z którego wynika, że księża pracują od rana do wieczora. Redaktor naczelny wspaniałego miesięcznika religijnego poszedł jeszcze dalej mówiąc, że księża wieczorem czują się jak po pracy w kopalni. Kochani trochę pokory i prawdy! Z pewnością tacy duchowni są i paru osobiście znałem i znam. Ale! Wiejska parafia jakich wiele. Dzień powszedni to jedna lub dwie Msze św. dwudziestominutowe. Odległość od miejsca zamieszkania do kościoła ok. 100m, dwa, trzy razy w miesiącu pogrzeb, odległość od cmentarza ok. 300 m. Chrzest i ślub w ramach Mszy św. sobotniej lub niedzielnej, spowiedź 5 minut przed, kancelaria w razie potrzeby, religii nie uczy. Czasem wizyty u chorych i jakieś sprawy administracyjne. Nie sądzę aby to było „od rana do wieczora” i raczej szychty w kopalni to nie przypomina. Umówmy się, pracy duszpasterskiej w parafii byłoby od rana do wieczora, ale ksiądz takiej potrzeby nie odczuwa. Koniec. Kropka.

Myślę, że statystyczny ksiądz, nawet jeśli uczy w szkole (ale za to są dodatkowe pieniądze) nie pracuje więcej niż 8 godzin dziennie. Bywa nader często, że gdy około dwudziestej dzwonię do moich dzieci słyszę: ”Tatusiu później zadzwonię”, znaczy to tyle, że nadal są w pracy. Takie są realia pracy w korporacjach i nie jest to żadną tajemnicą, ale nie słyszałem, żeby jakiś duchowny nad tym ubolewał. Ja łącznie z dojazdem pracuję ok. 9 godzin, ci którzy mają dalej ok. 10 godzin a potem normalne obowiązki stanu. Nie mam nic przeciwko urlopowym wyjazdom księży, ale mam wielu znajomych, którzy nad morze czy w góry „jeżdżą” tylko w marzeniach sennych, jak im się rzecz jasna przyśnią.

Jak to jest z tą nagonką?

Mit kolejny – nieustannie trwa nagonka na duchowieństwo. Tak to prawda, to się dobrze sprzedaje, jak jakaś celebrytka pokaże goły biust, to na drugi dzień mamy news we wszystkich możliwych mediach, cóż takie one są. Nie pochwalam tego, ale rwać włosy z głowy z tego powodu to przesada. Głupota w odróżnieniu od ludzi jest nieśmiertelna. Ale jest jeszcze inna sprawa. Jako małe dziecko często słyszałem: „ Gdyby kózka nie skakała, toby nóżki nie złamała”. I bynajmniej nie chodzi o krytykę wynikającą z wierności Ewangelii, bo tę mamy zagwarantowaną przez samego Jezusa. Mówimy o czymś zupełnie innym. Parę najbardziej oczywistych przykładów.

Pedofilia jest strasznym grzechem, który popełniają różni ludzie, jeżeli wierzyć statystykom to duchowni mniej. Dlaczego więc taki krzyk mediów z jednej strony, a oburzenia wielu duchownych z drugiej? Może dlatego, że nigdzie tak perfidnie nie zadziałała solidarność grupowa. Czy ktoś wyobraża sobie sytuację, że lekarz pediatra molestuje swoich małych pacjentów, a kiedy wychodzi to na jaw, dyrektor szpitala… przenosi go na inny oddział albo do innego szpitala?

O innych praktykach i postawach osób odpowiedzialnych za ten grzech w Kościele, nawet szkoda pisać. To nie grzech pedofilii był największym złem, choć oznaczał tragedię wielu wykorzystanych dzieci. Największym, znów trudnym do wyobrażenia złem było ukrywanie tego, nieprzeciwdziałanie, a w najlepszym wypadku lekceważenie. Dziś płacimy za to wszyscy, świeccy też i dzieje się tak mimo, że zdecydowana większość księży ma w tym względzie czyste sumienia.

Dlaczego tylko milczenie?

Dlaczego jeśli media opisują, być może nawet z upodobaniem, naganne zachowania niektórych księży, a nawet księży biskupów, to ich przełożeni zachowują wyniosłe milczenie. Jeśli to kłamstwo, niech dadzą świadectwo prawdzie, jeśli prawda niech wyciągną konsekwencję.

I nie sugeruję jakiegoś „boksowania” się z tabloidami. Dlaczego nikt nie odpowiedział poważnie na powszechnie znany list O. Ludwika Wiśniewskiego, dlaczego nikt nie odpowiedział na list otwarty wielce zasłużonego dla Kościoła profesora Lufta ? Dlaczego przyklepano milczeniem decyzję jakiegoś zakonnego małolata odbierającego prawo głosu księdzu Bonieckiemu, dlaczego to kopanie leżącego księdza Lemańskiego? Dlaczego to świeccy musieli ujawnić to, co działo się w poznańskim seminarium duchownym i dlaczego to świecka osoba musiała o tym poinformować Jana Pawła II, mimo, że sprawa była powszechnie znana? Dlaczego to, śmiechu warto, telewizja TVN musiała nagłośnić sprawę księdza, któremu na plebanii rodzi się dziecko i umiera, bo on w tym czasie słucha muzyki. Dlaczego w pewnym kościele (w ilu tak było?) zbierano podpisy przeciwko prywatyzacji lasów państwowych (?) Przecież to jakaś pseudo religijna głupota.

Zaczadzone umysły

Dlaczego umysły wielu duchownych są zaczadzone (to za biskupem Pieronkiem) popieraniem jednej partii politycznej i dlaczego to samo, w sposób wręcz bezczelny, robią dziennikarze wielu mediów katolickich. Zapomnieli co oznacza słowo „katolicki”? Jakim prawem boskim i ludzkim oceniają mój katolicyzm i moją miłość do Ojczyzny ? Dlaczego bardzo ważna duchowna osoba na konferencji prasowej mówi: ”Na litość boską, cóż to jest samochód za 150 tysięcy”, i dlaczego wspomniany red. miesięcznika katolickiego pokornie przyznaje, że biskupom przydałaby się „odrobina skromności”. Odrobina ???

Ja bez odpowiedzi na te pytania poradzę sobie, wierzę, że z pomocą i łaską dobrego Boga swoją wiarę zachowam, ale nie mogę tego wymagać od innych. Chowanie głowy w piasek jest może i dla chowającego wygodne, dla patrzących na to żałosne i śmieszne, a bywa gorszące.

Nie zamykajmy oczu na prawdy smutne

Prawda o Zmartwychwstaniu jest radosna, ale są też prawdy smutne i niewygodne, z nimi też trzeba się zmierzyć w duchu pokory i miłości. Zaś mówiąc o ludzkich opiniach wtedy, kiedy są one krzywdzące, ludzką rzeczą jest obrona przed nimi. Ale jest też inna perspektywa, dla nas chrześcijan bardzo ważna, o której mówił Jezus w kazaniu na Górze: ”Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie”.

Tags:

You Might also Like

4 Komentarzy

  1. Agnieszka 20 listopada 2014

    Dlaczego tylko milczenie?
    Może biorą przykład z naszego Pana Jezusa Chrystusa – obwiniali Go, a on w milczeniu przyjął wszystko.

    Odpowiedz
    1. Rafał Krysztofczyk 20 listopada 2014

      No nie zupełnie : “Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego mnie bijesz?” (J, 18, 23) Oczekiwanie prawdy, nie jest obwinianiem, a milczenie nie zawsze jest złotem. Może także być grzechem zaniechania, albo pychą.

  2. Karolina Hołownia 15 listopada 2014

    Gratuluje odwagi :p i ogólnie tekstu.
    Generalnie za dużo kręci się wokół pieniędzy… Przykre, ale prawdziwe.

    Odpowiedz
  3. *nothing 13 listopada 2014

    Stwierdzenie “Ksiądz też człowiek” nie ma odniesienia w życiu. Księża niestety za bardzo nadużywają tego stwierdzenia kiedy popełnią błąd, stawiają wtedy siebie za równych innym ludźmi. Jeśli już chcą się równać z “typowym Polakiem”, który za głodową pensję musi zapewnić byt nie tylko sobie, ale też członkom swojej rodziny. Kolejnym przykładem na to, że Ksiądz nie jest równy swojej “owieczce” jest to, że młodzi księża, świeżo po święceniach kupują sobie auta i to przeważnie nie byle jakie, bo są to najnowsze modele aut prosto z salonów.
    Osoby duchowne domagają się traktowania ich jak zwykłych ludzi, ale będzie to możliwe tylko i wyłącznie gdy przestaną się zachowywać jak osoby, które stoją wyżej niż inni ludzie w hierarchii społecznej. Ksiądz jest wysłannikiem Bożym, który ma nauczać innych, ale jest przede wszystkim człowiekiem, takim jak ja. Nie ma ludzi nieomylnych, perfekcyjnych i jeśli ktoś popełnił błąd, zachował się w sposób w jaki nie powinien, powiedział za dużo to należy mu na to zwrócić uwagę, bez względu na to kim jest.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz