LOADING

Type to search

Księdza przygarnę

Kamil Gąszowski 6 marca 2013
Share

Niekiedy, więcej czasu spędzając w kościele niż na podwórku czy boisku, mogłem ich obserwować i uczyć się. O mały włos, a stałbym się jednym z nich.

Księża. Mam z nimi osobisty problem. Z jednej strony wzrastając wierze, stają się dla mnie niezbędni Bóg dając mi łaskę wiary, daje mi również łaskę przeżywania Jego realnej obecności w sakramentach, a te sprawowane mogą być tylko przez kapłana. Nie podważam więc ich stanu i statusu, nie podważam celibatu, nie podważam ich wiedzy i umiejętności duszpasterskich, nie podważam ich autorytetu, nie podważam w końcu ich majętności. Bardzo ich szanuję, zresztą w takim duchu szacunku do księży wyrosłem.

Problem mam jednak osobisty, emocjonalny, bo podobny do tego jaki ma się w stosunku do członków rodziny. Po za rodziną ciężko się tym problemem dzielić, natomiast wewnątrz brakuje dialogu i postawy zrozumienia. W istocie my wierni i księża jesteśmy rodziną. Tak to odczuwam i przeżywam, szczególnie ostatnio po ogromnym świadectwie wiary i zaufania do Boga jakie dał Benedykt XVI. Okazuje się, że ostatnie wydarzenia związane z rezygnacją Benedykta XVI nie tylko mnie przybliżyły do niego, wiele osób czuło to podobnie, mało tego sam papież odczuwał tę więź mówiąc w trakcie ostatniej audiencji: „Otrzymuję również wiele listów od zwykłych ludzi, którzy piszą do mnie po prostu z serca i sprawiają, że odczuwam ich miłość. Piszą do mnie jako bracia i siostry, czy jako synowie i córki, z poczuciem bardzo serdecznych więzi rodzinnych. Widzimy jak Kościół jest żywy!”

Dlaczego z papieżem, który jest oddalony o 1627 km i jakieś 14 godzin jazdy samochodem (wg map google) czuję większą więź, realną wspólnotę osób wierzących w tego samego Boga niż z księdzem, którego plebanię widzę z okna mojego domu? Czy problemem nie jest właśnie to, że księża i wierni (ja również biję się w pierś) tak naprawdę nie szukają możliwości prawdziwego spotkania się w Kościele jako bracia i siostry?

Na szczęście, znalazłem w intrenecie świetną konferencję o. Adama Szustaka (www.langustanapalmie.pl) o antyklerykalizmie poruszająca do szpiku kości, dająca nadzieję. Wniosek na koniec od świeckich naprawdę dużo w Kościele zależy. Uświadomiłem sobie, żeby przestać się użalać i wziąć sprawy w swoje ręce. Tymczasem w ręce wpadł mi, wierzę, że nie przypadkiem, wywiad o. Józefa Augustyna dla Tygodnika Powszechnego, który powiedział: Mój mistrz z okresu studiów, kubański jezuita i psychiatra Federico Arvesu, doradzał księżom przyjaźnie z młodymi małżeństwami. Są najbezpieczniejsze. Pozwalają na uczestnictwo w życiu rodzinnym, dają możliwość bycia świadkiem rozwoju i dorastania dzieci. Może to być bardzo pomocne w pracy duszpasterskiej. Wymaga jednak otwartości danego małżeństwa.

I mój antyklerykalizm został poważnie zachwiany. Zdałem sobie sprawę, że w dalszym ciągu mogę prowadzić ze znajomymi długie rozmowy na temat stanu rozkładu polskiego kleru, z których nic nie wynika oprócz znudzonej miny mojej żony, która słyszy te dyskusje po kilka razy, bo znajomych zainteresowanych tematem mamy całkiem sporo. Pomyślałem, że tak jak w rodzinie, ktoś musi zrobić pierwszy krok do pojednania czy odświeżenia relacji. Zatem niniejszym umieszczam ogłoszenie drobne:

Młode małżeństwo, 5 lat stażu, trójka dzieci (4 i 2 lata, trzecie planuje pojawić się na tym świecie pod koniec maja) przygarnie księdza katolickiego, najlepiej bez nałogów, wierzącego, lubiącego dzieci i długie rozmowy o życiu; wiek bez ograniczeń; dodatkowe kursy czy uprawnienia pedagogiczne mile widziane; nie wymagamy umiejętności zmiany pieluch. Oferujemy regularne posiłki z domowymi wypiekami włącznie; ciepłą, rodzinna atmosferę, możliwość wspólnej modlitwy. Zagwarantowane zaufanie i dyskrecja. Ilość wakatów: nieograniczona (w wypadku większej ilości zgłoszeń możliwość przekazania CV do innych małżeństw) Kontakt do wiadomości redakcji.

Dodaj komentarz