LOADING

Type to search

KróLEWski syn

Agnieszka Maciejko 20 lutego 2019
Share

Jakiś czas temu pisałam o „Anastazji”, ale oglądanie bajek Disney’a nie jest u mnie pojedynczym epizodem. Tym razem postanowiłam wrócić do produkcji, którą jako jedną z pierwszych oglądałam w kinie – do Króla Lwa.

To bajka chyba kultowa. Kto nie rozpoznaje melodii „Miłość rośnie wokół nas” albo nie wie, co oznacza Hakuna matata? Kiedyś znajomy z pracy wyznał mi, że zawsze płacze na tej bajce i nie zna nikogo, kto by nie płakał. Gdy dziewczyna mojego brata powiedziała, że jej nie widziała, nikt jej nie uwierzył, a mój brat szybko postanowił ją do dedukować puszczając po kolei wszystkie swoje ulubione bajki. Myślę, że Król lew to zdecydowanie król disneyowskich animacji.

Kilka słów o fabule

Na wszelki wypadek, ale skupię się na najciekawszych dla mnie momentach. Głównym bohaterem Króla lwa jest Simba – lwiątko, które kiedyś ma odziedziczyć tron. Jego ojciec – Mustafa pewnego dnia pokazuje mu ziemię, nad którą będą panować

 

Spójrz, Simba. Cała ta ziemia opromieniona słońcem, to nasze królestwo. Pewnego dnia zachód wyznaczy kres mego panowania, a z nowym świtem narodzi się twoja władza.

– I to wszystko będzie moje?

– Ale w jedno miejsce słońce nie dochodzi. Tam już nie sięga nasza władza. Nigdy nie waż się tam chodzić Simbo…

Tym miejscem jest cmentarzysko słoni – w cieniu, nie oświetlone promieniami słońca.

Oczywiście – jak to zwykle bywa, Simba łamie ten zakaz narażając życie swoje, swojej przyjaciółki Nali i kamerdynera Zazu. Mustafa ratuje ich niemal w ostatniej chwili. Potem dochodzi do kolejnej poważnej rozmowy ojca z synem. Mustafa mówi Simbie, że gwiazdy to wszyscy zmarli królowie, którzy patrzą na nich z góry.

Jak to w bajkach bywa – nie obejdzie się bez czarnego charakteru. W przypadku Króla lwa jest nim Skaza – brat Mustafy z kompleksem niższości, który obsesyjnie marzy o przejęciu władzy. Skaza aranżuje wypadek, w którym Mustafa ginie i udaje mu się, przekonać Simbę, że to wszystko z jego winy. Zrozpaczony i załamany Simba opuszcza Lwią ziemię. Następnie na planie pojawiają się Timon i Pumba – uczą Simbę życia w myśl Hakuna matata – o nic się nie martw. Lwiątko w ich towarzystwie staje się lwem, który całkowicie zapomniał o swojej przeszłości i pochodzeniu. Sielankę Simby przerywa pojawienie się przyjaciółki z dzieciństwa. Nala przynosi straszne wieści – pod rządami Skazy i jego hien mieszkańcy Lwiej ziemi cierpią głód. Namawia Simbę aby wrócił i odzyskał należny mu tron, ten jednak chce całkowicie odciąć się od przeszłości. Wtedy do akcji wkracza Ratiki – małpa pełniąca funkcję kogoś w rodzaju kapłana. To on daje Simbie cenną lekcję i ostatecznie popycha go do działania.

Kim jest Simba?

Moglibyśmy analizować poszczególne sceny, ale może lepiej zajmujemy się Simbą. Bo to każdy z nas. Simba jest synem króla. I my jesteśmy synami i córkami Najwyższego Króla.

Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale. Rz 8, 17

W naszym świecie też są miejsca do których nie sięgają promienie słońca, w których jest niebezpieczne i w które zapuszczamy się na własne życzenie. Tym miejscem jest oczywiście grzech, niezależnie od pobudek, które nas do niego popychają. Na szczęście grzech nie odcina nas od Boga, bo On nie przestaje o nas walczyć. I tak jak w bajce hieny drżą ze strachu przed Mustafą, tak

U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Mt 10, 30

Zły Skaza podstępem zabija Mustafę, a później sprawia, że to Simba czuje się winny. Bo Mustafa ginie, ratując Simbę – oddaje życie za niego. Jezus ratując nas oddał życie na krzyżu. Czy zły nie sprawia, że nie czujemy się godni Jego miłości? Zbyt winni i zbrukani, by wrócić do domu? Albo tak przerażeni konsekwencjami swoich grzechów, że bojąc się stawić im czoła, brniemy jeszcze dalej? Simba zabrnął tak daleko, że kompletnie zapomniał kim jest. Wiadomo, że bajka ma swoje prawa, ale spójrz – jadł robale, zamiast mięsa, do zdobywania, którego był stworzony.

Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Łk 15, 16 ( z przypowieści o synu marnotrawnym)

Trwałoby to może w nieskończoność, gdyby nie pojawiła się Nala, która prosi, by Simba wrócił i zawalczył o to, co mu się należy. I my na wiele sposobów jesteśmy poszukiwani przez Ojca. Każdy z nas w inny, bo historia każdego z nas jest inna.

 

Simba miota się między poczuciem winy i przywiązaniem do dotychczasowego życia, a wzywającą go naturą. Wtedy pojawia się Rakiti, który odpowiada na pytanie Simby “kim jestem”

– Jesteś synem Mustafy.

To wszystko. Bo to mówi Simbie skąd pochodzi, gdzie jego miejsce i kim jest. Lwem, królem, dziedzicem.

Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym 1 P 2,9a

A potem obiecując pokazać mu Mustafę, wskazuje na odbicie Simby.

– Przyjrzyj się, mówi mu

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Rdz 1,27

 

Myślę, że zakończenie bajki znamy, bo co to za bajka bez happy endu? Simba wraca, pokonuje Skazę, a na Lwiej ziemi panuje pokój. A gdy każdy z nas będzie pamiętał kim jest i do Kogo należy

i nie powiedzą: “Oto tu jest” albo: “Tam”. Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest Łk 17,21

Czy jesteś gotowy o nie zawalczyć?

Dodaj komentarz